Premier League: Już w sobotę hit na Etihad – Guardiola kontra Lampard

theguardian.com

Już jutro, w hitowym starciu w czołówce Premier League, Manchester City podejmie na Etihad Stadium Chelsea. Starcia tych drużyn rzadko zawodzą, a ich obecna sytuacja sprawia, że w sobotni wieczór szykują się wyjątkowe emocje.

Manchester City to, bez dwóch zdań, od 2012 roku najlepsza drużyna w Premier League. W zmaganiach ligowych Obywatele nie mają sobie równych – w ostatnich ośmiu sezonach zdobyli cztery tytuły mistrzowskie. Pobili przy tym cały szereg rekordów, na najwięcej zwycięstw w sezonie, najwięcej zdobytych punktów, najwięcej strzelonych bramek. Szczególnie od czasu objęcia drużyny przez Pepa Guardiolę, City stało się prawdziwym postrachem Premier League, nierzadko wygrywając mecze różnicą pięciu czy sześciu bramek.

Teraz jednak wydaje się, że coś się w tej drużynie zacięło. Błękitne stroje wciąż zakłada absolutna piłkarska elita. Na papierze Manchester City nadal ma, w opinii wielu, najlepszy skład na świecie. Można zaryzykować stwierdzenie że z tak szeroką ławką mogliby wystawić w Premier League dwie drużyny walczące o top 4. Mimo to, wyniki nie są takie jak być powinny, a fotel lidera, z komfortową przewagą nad rywalami, zajmuje Liverpool. I właśnie z Liverpoolem City przegrało w ostatniej kolejce, nie mając po swojej stronie w zasadzie żadnego piłkarskiego argumentu. The Reds byli od aktualnych mistrzów o klasę lepsi. To byłoby nie do pomyślenia w ostatnich dwóch sezonach.

Kryzys, czy chwilowy brak formy?

Ciężko mówić o kryzysie w przypadku drużyny, która zajmuje w lidze czwarte miejsce. Biorąc jednak pod uwagę standardy, jakie postawiono sobie w Manchesterze, inne określenia wydają się być trochę nie na miejscu. Jaki jest powód tej zapaści Obywateli? Jedni mówią, że wyczerpała się magia Guardioli, inni, że wypaliła się chemia między piłkarzami. Prawda leży pewnie gdzieś po środku. Moim zdaniem w pewnym stopniu zawiodła ta niesamowicie szeroka ławka, a także zdolność Guardioli do adaptacji w zmiennych warunkach. W formacji defensywnej i w pomocy pojawiły się liczne kontuzje. Można było opanować sytuację korzystając z młodzieżowców, ale Guardiola wykazywał większą chęć łatania poszczególnych dziur zawodnikami z innych pozycji. Symbolem tego problemu stał się Phil Foden, który jest przez Guardiolę wychwalany pod niebiosa, ale na boisku praktycznie się nie pojawia. Nie mam wątpliwości, że przyczyniło się to do zagubienia chemii między zawodnikami, i wypracowanego rytmu gry całej drużyny.

Już obserwując samego Guardiolę widać, że coś jest nie tak. Coraz częściej w trakcie meczów zaczynają go ponosić emocje, zdarzają mu się potyczki słowne z sędziami, a podczas konferencji prasowych na mikrofon wylewają się hektolitry sarkazmu. Sam zainteresowany zaczyna też w mediach snuć plany odnośnie swojej przyszłości, wcale nie związanej z pracą w obecnym klubie.

fot. twitter.com/officialFPL

Na Stamford Bridge humory dopisują

O ile sytuacja Manchesteru może kibiców tej drużyny mocno niepokoić, o tyle sympatycy Chelsea mają dużo powodów do zadowolenia. Odwrotnie niż w przypadku City, w Londynie oczekiwania przed tym sezonem były stosunkowo niskie. Zakaz transferowy, odejście największej gwiazdy, niedoświadczony trener, a także problemy z kontuzjami; na Stamford Bridge wszyscy liczyli się z tym, że z miejscem w czołówce może być kiepsko.

I na początku wyniki rzeczywiście były słabe. Kto się jednak przyglądał uważniej, mógł zauważyć, że w zespole idzie dobre. Nawet w pamiętnej porażce 0-4 z Manchesterem United nietrudno było doszukać się przejawów naprawdę dobrej gry. Energia wniesiona przez młodzieżowców była od razu widoczna, a pomysły Franka Lamparda błyskawicznie zaczynały kiełkować. O boiskowym wizerunku The Blues decydują w tym sezonie Kovacić i Jorginho. Przed startem rozgrywek wielu spodziewało się, że pod nieobecność Kante, kluczowa będzie w środku pola obecność Rossa Barkleya. Lampard postawił jednak na bardzo krytykowany za czasów Sarri’ego duet Włosko-Chorwacki, i to się okazało strzałem w dziesiątkę.

Chelsea ma swoje problemy. Problemy, które podobnie jak w przypadku City, zaczynają się od formacji defensywnej. W rozegraniu, problem braku Kante udało się zażegnać, ale nie będąc w posiadaniu piłki londyńczycy radzą sobie dużo gorzej. Brak Rudigera, najlepszego obrońcy Chelsea, tylko pogarsza sytuację. Linia defensywna oparta jest więc na Zoumie, Tomorim, i Christensenie, czyli zawodnikach utalentowanych, ale nieopierzonych i nieprzewidywalnych.

Będzie hit?

Na szczęście problemy obu drużyn układają się w zapowiedź bardzo ciekawego starcia. Oba zespoły wiedzą jak atakować, ale bez piłki miewają problemy. Obaj trenerzy mają w tej chwili coś do udowodnienia, i na pewno bardzo chcieliby wygrać. Dla City ewentualna strata punktów to ostateczny koniec marzeń o mistrzostwie. Dla młodych zawodników Chelsea wygrana z takim przeciwnikiem byłaby niesamowitym bodźcem, a także sygnałem, że są w tym sezonie w stanie walczyć o trofea. Historia spotkań tych zespołów z ubiegłych lat także sugeruje, że jest na co czekać. Ostatni ligowy remis między tą dwójką miał miejsce 5 lat temu. W sobotę powinniśmy zobaczyć otwarty mecz, emocje, i co najmniej kilka bramek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi