NA GORĄCO

Peter Bosz – właściwy człowiek na niewłaściwym miejscu?

8 listopada 2017, 10:56 | Foto: english.ajax.nl | Autor: Michał Kozłowski
Peter Bosz – właściwy człowiek na niewłaściwym miejscu?
Bundesliga
0

Dwa remisy z Cypryjskim zespołem w Lidze Mistrzów, strata pięciu punktów do drugiego w grupie H Realu Madryt i trzecie miejsce w Bundeslidze za plecami Bayernu i RB Lipsk. To wszystko coraz częściej skłania fanów Borussii Dortmund do refleksji na temat tego, czy Peter Bosz był na pewno słusznym wyborem Hansa-Joachima Watzke. 

30 maja tego roku był zdecydowanie jedną z ważniejszych dat dla fana BVB. Wtedy bowiem walizki spakował Thomas Tuchel. Była to o tyle zaskakująca decyzja, że „Borussen” nie mieli za sobą katastroficznego sezonu. 3 miejsce w lidze tudzież ćwierćfinał Champions League nie jest raczej powodem do wstydu. Łatwo więc było domyślić się, że chodziło o kwestie wewnątrz klubowe. Tuchelowi nie podobały się niektóre decyzje podejmowane przez szefa. Nie spodobała zapewne mu się także ta o jego zwolnieniu, gdyż prezesi niemieckich klubów rzadko słyną z cierpliwości, nie mówiąc już o przyjmowaniu do siebie uwag innych. Z początku Watzke chciał by za sterami klubu, którego menadżerem był w latach 2001-2005, zasiadł Lucien Favre, który z Niceą sprawił niemałą niespodziankę w Ligue 1. Drużyna z Lazurowego Wybrzeża stanowczo zapobiegała wszelkim kontaktom ze Szwajcarem, więc postawiono na opcję nr 2 – Petera Bosza.

Patrząc na jego wyniki z Ajaksu, ciężko byłoby spaść z wrażenia z krzesła, fotela, czy czegokolwiek, na czym można by siedzieć. Ajax Bosza nie miał za sobą fascynującego sezonu ligowego, bo chociaż udało być się lepszym od prowizorycznie najniebezpieczniejszego wroga – PSV, to jednak nie zdołali prześcignąć rozpędzonego Feyenoordu. Największe wrażenie zrobiły, jak widać nie tylko na mnie, dwa mecze rewanżowe – z Schalke oraz Lyonem. Ajax prezentował w nich coś, czego nie da opisać się słowami. Był to jakby nowy, zupełnie inny futbolu, jakiego jeszcze świat nie widział. Ajax bezustannie atakował, nawet gdy prowadził dwoma, czy trzema bramkami, grali tak, jakby przegrywali jednym trafieniem, a na zegarze była 90 minuta. Każdemu, kto nie miał okazji zobaczyć chociaż jednego z tych spotkań, gorąco polecam przeszukać zakamarki internetu w poszukiwaniu tego pełnego widowiska.

Swoją przygodę z nowym klubem Bosz zaczął mocno kontrowersyjnie. Pozbył się Emre Mora, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej przez pół Europy został okrzyknięty nowym Ronaldo, a także zwycięzcę Pucharu Konfederacji – Matiasa Gintera. Mógłbym użyć tutaj określenia „sprzedał”, ale byłoby ono błędne, gdyż Holender uznał tych graczy za przereklamowanych i zbędnych w swojej ekipie. Czy to był jego błąd? Myślę, że tę kwestię będziemy mogli poddać ocenie za kilka lat. Ja jednak szanuje 53-latka za to, że nie trzyma w klubie piłkarzy tylko dlatego, że ktoś twierdzi, że są oni nieźli. Odwaga jest na pewno jego zaletą. Gdyby nasz dzisiejszy bohater był pozbawiony wad, zapewne nie czytalibyście teraz tego tekstu. Boszowi co najważniejsze brakuje planu B. Pierwszy przykład – kwietniowy mecz z PSV, w którym „Joden” pozbawili się szansy na mistrzostwo. Locadia trafił do siatki już w 25 minucie i takim wynikiem ten mecz się zakończył. Ajax bowiem przez pozostałe 65 minut nie miał pomysłu na zaskoczenie gospodarzy. Podobna sytuacja miała miejsce podczas finału Ligi Europy, gdy Jose Mourinho rozszyfrował swojego rywala, a Peter Bosz… nie odpowiedział niczym. Ten brak planu B można było także zaobserwować podczas sobotniego starcia BVB z Bayernem. Największym problemem drużyn Bosza jest to, że gdy stracą bramkę, dwie, trzy, to nadal grają ten sam futbol co przy wyniku 0:0.

Kiedy Holender przenosił się na Signal Iduna Park byłem pełen wątpliwości czy nie wypuścił się na zbyt głęboką wodę. Z drugiej strony łatwo zrozumieć mi 53-letniego szkoleniowca. Taka szansa mogłaby przydarzyć mu się tylko raz w życiu, szczególnie gdyby kolejny sezon w Amsterdamie byłby nieudany. Bosz nigdy nie prowadził jeszcze tak dużego klubu, jak Borussia Dortmund, a zapisanie sobie tego w trenerskim CV jest przepustką do wielkiego menadżerskiego świata. Sami przecież doskonale wiecie, że rzadko zdarza się, by trener, który kiedyś prowadził czołowy europejski klub, nagle przepadł w zapomniane i nie mógłby znaleźć sobie pracy w jakiejś światowej marce. Jak na razie tragedii nie ma, a trener BVB z dnia na dzień wiele się uczy i nabiera coraz więcej doświadczenia. Bez wątpienia mogą stwierdzić, że jest to człowiek z ogromnym talentem taktycznym, więc jeśli nie sprawdzi się w Dortmundzie, to na pewno gdzieś indziej zobaczymy w jego wykonaniu kolejny piłkarski cud świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przejdź do paska narzędzi