NA GORĄCO

Osioł z Kumbrii podbija Premier League

9 marca 2018, 12:00 | Foto: talksport.com | Autor: Jakub Piątkowski
Osioł z Kumbrii podbija Premier League
Premier League
0

We wrześniu tego roku skończy 35 lat, a właśnie przeżywa najlepszy okres w swojej karierze. W bieżącym sezonie Premier League zdołał już podwoić swój dorobek bramkowy z wszystkich poprzednich i w klasyfikacji strzelców wyprzedza m.in. takich piłkarzy jak Álvaro Morata, Alexandre Lacazette czy Alexis Sánchez. Glenn Murray, bo o nim mowa, jest niewątpliwie jednym z objawień obecnej kampanii ligowej w Anglii.

Przed trwającym sezonem Glenn Murray miał na swoim koncie 52 mecze i 11 goli w Premier League. Tyle samo trafień zdążył już zanotować w obecnych rozgrywkach. W niedzielnym meczu przeciwko Arsenalowi zdobył właśnie swoją jedenastą bramkę. Całkiem niedawno, bo około trzy lata temu Anglię oczarował mało znany wcześniej szerszej publiczności Jamie Vardy, który mając wówczas już 28 lat ledwie zadebiutował w Premier League, aby niedługo potem z przytupem wkroczyć w poczet najlepszych strzelców w lidze i przyczynić się do zdobycia sensacyjnego tytułu mistrzowskiego przez Leicester City. Dziś na ustach kibiców angielskiej piłki jest właśnie Murray, który jest jednak znacznie starszy od Vardy’ego, a ponadto jego droga na szczyt była chyba bardziej kręta.

Niespełniony American Dream

Glenn Murray urodził się 25 września 1983 roku w Maryport – niewielkim miasteczku w hrabstwie Kumbria w północnej części Anglii. Początek jego przygody z piłką jest znacznie inny niż w przypadku największych gwiazd wyspiarskiego futbolu. Mały Glenn nigdy nie uchodził za cudowne dziecko angielskiej piłki i próżno było szukać jego nazwiska w akademiach wielkich klubów z Manchesteru czy Londynu, a jakby tego było mało, został także odrzucony przez najbliższy, zarówno pod względem odległości od rodzinnego miasteczka, jak i jego sercu klub biorący udział w rozgrywkach ligowych – Carlisle United. Murray pierwsze kroki w świecie futbolu stawiał więc w amatorskim zespole z Workington, położonego o około pięć mil od Maryport. Mówienie w tym przypadku o stawianiu kroków jest jednak trochę na wyrost. Grając na takich peryferiach nie było bowiem mowy o jakimkolwiek rozwoju. Jego kariera stała w miejscu, a szanse na zaistnienie w poważnej piłce malały wraz z upływem czasu. Murray doskonale zdawał sobie z tego sprawę i w wieku 21 lat zdecydował się na wyjazd za granicę, a konkretnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie podpisał kontrakt z Wilmington Hummerheads, występującym w USL Second Division, czyli na trzecim (po MLS i USL First Division) poziomie rozgrywkowym w USA. Sen o podboju Ameryki nie trwał jednak długo. W gorącej Północnej Karolinie Murray miał problemy z aklimatyzacją, a licznik jego ligowych występów za Oceanem zatrzymał się na czternastu grach i trzech golach. Nie przeszkodziło mu to jednak znaleźć się w drużynie złożonej z gwiazd ligi USL na towarzyski mecz z ekipą Sunderlandu, przebywającą wówczas w Stanach na przedsezonowym tournee. Murray strzelił w tym spotkaniu dwa gole, a swoją grą oczarował ówczesnego szkoleniowca Sunderlandu – Micka McCarthy’ego, który zaproponował mu nawet testy w swoim zespole. Ostatecznie do nich jednak nie doszło, a Anglikiem wreszcie zainteresowano się w Carlisle, co spowodowało jego decyzję o powrocie do Kumbrii. Po latach Murray przyznał, że pomimo wielu trudności nie żałuje wyjazdu do Ameryki, a z perspektywy czasu ocenił, iż okres spędzony za granicą nie tylko pomógł mu rozwinąć się piłkarsko, ale również nauczył go życia i ukształtował jego charakter.

Hat-trick przeciwko Piqué i pierwsze awanse

Po powrocie do ojczyzny nie wszystko układało się po myśli Murraya. Pomimo wcześniejszego zainteresowania, kontakt między nim a władzami Carlisle United urwał się, a Glenn pozostawał bez klubu. Aby odbudować swoją kondycję, zdecydował się związać z innym klubem z Kumbrii – Barrow AFC, występującym w Conference North (szósty szczebel rozgrywek w Anglii). Siedem goli w siedmiu meczach dla nowego zespołu sprawiło, że po długich oczekiwaniach ponownie przypomnieli sobie o nim w Carlisle i tym razem nic nie stanęło już na przeszkodzie, aby Murray został piłkarzem United. Przejście do klubu z Brunton Park oznaczało dla Glenna nie tylko spełnienie dziecięcego marzenia, lecz także szansę na udowodnienie, że wcześniej zbyt pochopnie go tam przekreślono. Początki nie były jednak łatwe, a Murray często zmuszony był występować w zespole rezerw. To właśnie tam, w kwietniu 2005 roku, strzelił swojego pierwszego w karierze hat-trick’a. I to nie byle komu, gdyż rywalem Carlisle była drużyna rezerw Manchesteru United, w której na środku obrony grał 18-letni wówczas Gerard Piqué. Menedżer Carlisle Paul Simpson wreszcie zdecydował się dać Murrayowi szansę występów w pierwszym zespole. W pierwszych dwóch sezonach świętował z drużyną dwa awanse: najpierw z Conference National do League Two, a następnie do League One. Okazało się jednak, że trzeci poziom rozgrywek to dla Murraya były wówczas zbyt wysokie progi, przez co był dwukrotnie wypożyczany do klubów League Two: Stockport County oraz Rochdale AFC. W tym drugim zespole spisywał się na tyle dobrze, że zdecydowano się na jego definitywne pozyskanie z Carlisle. W ciągu półtora roku Murray rozegrał dla Rochdale 58 meczów, w których strzelił 26 goli.

Glenn Murray w barwach Carlisle United. /Foto: dailymail.co.uk

Stabilizacja, kolejny awans i… wzmocnienie wroga

W wieku 24 lat Murray miał za sobą grę już dla sześciu klubów. Nadeszła wreszcie pora stabilizacji. W 2008 roku podczas zimowego okienka transferowego, na jego pozyskanie zdecydował się Brighton & Hove Albion, co dla napastnika oznaczało drugie podejście do League One. Tym razem swoją szansę wykorzystał. Murray zakładał koszulkę z herbem z mewą na piersi przez cztery kolejne sezony, w każdym z nich strzelając więcej goli niż w poprzednim. Zdecydowanie najlepszy pod tym względem był sezon 2010/11, kiedy to trafiał do siatki rywali aż 22 razy, mając dzięki temu spory wkład w awans ekipy grającej wówczas jeszcze na starym Withdean Stadium do Championship. Mając 28 lat na karku poczuł wreszcie smak gry na zapleczu Premier League. Uczynił to jednak już jako zawodnik… odwiecznego rywala Brighton – Crystal Palace, z którym podpisał kontrakt latem 2011 roku.

Wyeliminowanie “Diabłów” oraz walka z Messim i Ronaldo

Pierwszy sezon w zespole “Orłów”, podobnie jak to miało miejsce w poprzednich klubach, nie był dla Murraya łatwy. Wprawdzie szybko zyskał on zaufanie menedżera Dougie Freedmana i większość meczów zaczynał w podstawowym składzie, ale był mało skuteczny. Sezon zakończył z sześcioma golami w Championship i jednym w Pucharze Ligi Angielskiej. Zwłaszcza to ostatnie trafienie miało szczególną wagę. Rywalem Crystal Palace na Old Trafford był bowiem Manchester United, a Murray zdobył wówczas bramkę w dogrywce, dzięki której jego zespół sensacyjnie zwyciężył 2:1 i awansował do półfinału rozgrywek. Sezon 2012/13 był już dla Murraya, jak i całej drużyny Freedmana wyśmienity. Napastnik strzelił w nim łącznie 31 goli, a w Europie lepsi od niego byli pod tym względem tylko Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Szczególnie udana była dla niego pierwsza część sezonu. Jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia Murray miał na swoim koncie 20 goli, co w Championship nigdy wcześniej nikomu się nie udało. Świetna forma strzelecka snajpera w dużej mierze przyczyniła się do awansu “Orłów” do Premier League.

Glenn Murray (zasłonięty, w żółtym stroju) pokonuje Bena Amosa z Manchesteru United i wprowadza Crystal Palace do półfinału Pucharu Ligi Angielskiej. / Foto: whoateallthepies.tv

Za dobry na Championship, za słaby na Premier League

W wieku 30 lat Murray doczekał się wreszcie debiutu na najwyższym szczeblu rozgrywek w Anglii. Przeskok z zaplecza do elity okazał się jednak dla niego zbyt duży. Wprawdzie pozostał on w zespole Crystal Palace, ale był głównie rezerwowym i w swoim pierwszym sezonie strzelił tylko jednego gola, w dodatku z rzutu karnego, przeciwko Swansea. Kadra “Orłów” okazała się dla Glenna zbyt ciasna i w następnych latach był dwukrotnie wypożyczany: najpierw do grającego w Championship Reading, a następnie do beniaminka Premier League – Bournemouth. Drugie podejście do najwyższej angielskiej ligi również okazało się niepowodzeniem. Murray przegrywał rywalizację o miejsce w składzie z Joshuą Kingiem i Callumem Wilsonem i licznik jego trafień zatrzymał się na trzech. Po sezonie 2015/16 w ekipie Eddie’ego Howe’a nie było już dla niego miejsca i po pięciu latach zdecydował się na powrót do Brighton. W Championship ponownie błyszczał, a jego 23 gole okazały się dla zespołu Chrisa Hughtona przepustką do Premier League. Dla Murraya był to już szósty awans w karierze.

Do trzech razy sztuka

Po nieudanych przygodach z Premier League w barwach Crystal Palace i Bournemouth trudno było oczekiwać, że teraz, mając 34 lata, Murray będzie stanowić o sile beniaminka. Ten od początku sezonu cieszył się jednak zaufaniem Hughtona, choć na pierwszego gola musiał czekać do dziewiątej kolejki, kiedy to dwukrotnie trafił do siatki West Hamu. Prawdziwym przełomem okazał się jednak początek 2018 roku. W noworocznym meczu przeciwko Bournemouth, po sześciu meczach bez zdobyczy bramkowej, wreszcie pokonał bramkarza rywali. Murrayowi najwyraźniej dobrze znane jest powiedzenie “jaki Nowy Rok, taki cały rok”, bo od tego momentu rozstrzelał się na dobre. W ośmiu meczach w bieżącym roku kalendarzowym wpisał się na listę strzelców sześciokrotnie, a o jego klasie przekonał się m.in. Łukasz Fabiański, który 24 lutego dwa razy musiał wyjmować piłkę z siatki po jego strzałach. Właśnie meczem ze Swansea snajper beniaminka po raz pierwszy w karierze przekroczył barierę dziesięciu goli w jednym sezonie Premier League. Obecnie ma ich na swoim koncie jedenaście, a biorąc pod uwagę fakt, że do końca rozgrywek pozostało jeszcze dziewięć kolejek oraz jego aktualną dyspozycję wydaje się, iż na tym nie poprzestanie.

Glenn Murray, wraz z Anthonym Knockaertem i kibicami Brighton, świętuje zdobycie bramki w meczu przeciwko Swansea. / Foto: twitter.com/albionnews

Ciemne i… żółto-czerwone oblicze

Styl gry oraz cechy Glenna Murraya sprawiają, że uznaje się go za jednego z ostatnich przedstawicieli wymarłego gatunku napastników archaicznych. W przeciwieństwie do najlepszych obecnie “dziewiątek” na świecie, nie jest demonem szybkości oraz nie imponuje efektownymi dryblingami czy walką jeden na jeden z obrońcami. Posiada za to nieprzeciętną umiejętność odpowiedniego ustawienia się w polu karnym, a piłka sama go “szuka”. Wszelkie braki nadrabia także niezwykłym charakterem i zadziornością. Tak jest zresztą niemal od początku jego kariery. Jej trudne momenty oraz tułaczka po niższych ligach nie zniechęciły Murraya i to w dużej mierze dzięki niezłomnemu uporowi w dążeniu do celu jest on dziś jednym z najlepszych napastników w Anglii. Ze względu na sposób poruszania po boisku oraz cechy charakteru, jakiś czas temu sam wobec siebie użył określenia donkey, które w dosłownym tłumaczeniu oznacza osła, ale w Anglii jest powszechnie stosowane w odniesieniu do nieporadnych, niezręcznych piłkarzy. Upór oraz wspomniane cechy charakteru mają jednak również swoje gorsze strony. Przez całą karierę Murrayowi towarzyszyła, wyjątkowa jak na napastnika, skłonność do zbierania kartoników. Szczególnie niechlubnym wyczynem popisał się w 2010 roku. Podczas meczu Brighton z Bristol Rovers w League One pojawił się na boisku w 61. minucie, by już po dziesięciu minutach opuścić je za czerwoną kartkę. Akurat pod tym względem po dziś dzień niewiele się zmieniło. Ostatni raz Murray wyleciał z boiska ponad rok temu, a we wspomnianym już niedawnym meczu przeciwko Arsenalowi zobaczył już siódmą żółtą kartkę w tym sezonie. Jakiś czas temu zrobiło się o nim głośno z powodów pozaboiskowych. Pod koniec stycznia, wraz ze swoją żoną, został zatrzymany przez policję za oszustwa podatkowe na kwotę sięgającą ponad milion funtów.

Pora na reprezentację?

Murrayowi jak dotąd nie było nigdy dane wystąpić w reprezentacji Anglii, choćby młodzieżowej. Jego świetna forma w tym sezonie sprawiła jednak, iż media i kibice coraz chętniej widzieliby go w koszulce kadry Synów Albionu. Zwłaszcza, że sytuacja Garetha Southgate’a jeśli chodzi o środkowych napastników nie jest zbyt komfortowa. Na dzień dzisiejszy pewniakami do wyjazdu na Mistrzostwa Świata są rzecz jasna Harry Kane i wspomniany na wstępie tego tekstu Jamie Vardy. Kogo oprócz nich Southgate mógłby zabrać do Rosji? Podczas eliminacji do mundialu korzystał na tej pozycji jeszcze z Marcusa Rashforda, Daniela Sturridge’a, Danny’ego Welbecka oraz Jermaina Defoe. Analizując ich występy w klubach w tym sezonie nietrudno dojść do wniosku, że każdy z wymienionej czwórki prezentuje się na tle Murraya blado. Najlepiej wyglądają statystyki Rashforda, który jednak częściej niż na środku ataku grywa na skrzydle. Na jego korzyść przemawia także wiek – w październiku ubiegłego roku skończył dopiero 20 lat. Southgate wydaje się jednak nie zaglądać piłkarzom w metrykę, o czym świadczą chociażby powołania dla starszego od Murraya o niespełna rok Defoe, który w tym sezonie jest jednak tylko rezerwowym w Bournemouth. Podobnie, jak Welbeck w Arsenalu. Jeśli chodzi zaś o Sturridge’a, trudno ocenić jego pozycję w klubie. Już w trzecim meczu dla West Bromwich po transferze z Liverpoolu doznał bowiem kontuzji. W takiej sytuacji powołanie dla Murraya, przynajmniej na najbliższe mecze towarzyskie, byłoby jak najbardziej zrozumiałe. Mając na swoim koncie udaną wspinaczkę z szóstego szczebla na sam szczyt rozgrywek w Anglii oraz grę w reprezentacji, mógłby czuć się piłkarzem absolutnie spełnionym, o czym jeszcze kilka lat temu mógł jedynie pomarzyć.


Glenn Murray – sylwetka:

Data urodzenia – 25.09.1983 r.
Miejsce urodzenia – Maryport, Kumbria
Wzrost – 186 cm
Waga – 80 kg

Kluby:
2002 – 2004 – Workington AFC
2004 – Wilmington Hummerheads
2004 – Barrow AFC
2004 – 2006 – Carlisle United
2006 – Stockport County
2006 – 2008 – Rochdale AFC
2008 – 2011 – Brighton & Hove Albion
2011 – 2014 – Crystal Palace FC
2014 – 2015 – Reading FC
2015 – 2016 – AFC Bournemouth
od 2016 – Brighton & Hove Albion

Statystyki:
Premier League: 79 meczów/22 gole
Championship: 143/67
League One: 119/54
League Two: 91/31
Puchar Anglii: 21/6
Puchar Ligi Angielskiej: 16/4

Comments are closed.

Przejdź do paska narzędzi