Narzekanie i gdybanie – polskie cechy narodowe.

Jerzy Brzęczek / fot. Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Reprezentacja Polski pod wodzą Jerzego Brzęczka pokonała w Rydze kadrę Łotwy 3-0, w ramach eliminacji EURO 2020. Jednak po spotkaniu to nie wynik i nie hat-trick R.Lewandowskiego jest na ustach wszystkich. Po raz kolejny okazało się, że kadra trenera Brzęczka nie posiada rozwiązań taktycznych, ale i swojego stylu. Pojawiają się polskie cechy narodowe – narzekania i gdybanie.

Każdy kto obejrzał czwartkowy mecz od początku do końca, powinien otrzymać z PZPN-u pamiątkowy breloczek z logiem związku i specjalny list. List, w którym byłyby zawarte podziękowania – za to, że zdecydował/a się Pan/Pani zasiąść przed telewizorem i obejrzeć spotkanie reprezentacji. Oraz przeprosiny dla Pani/Pana za to, że po raz kolejny pod wodzą Jerzego Brzęczka kadra Polski zagrała bardzo przeciętnie. Co z tego, że wygraliśmy? Przecież przed spotkaniem to było więcej niż pewne. Cieszy tylko forma Roberta Lewandowskiego. Co by było gdyby jego nie było?

Narzekania

Nie od dziś wiadomo, że jedną z głównych cech naszego narodu jest narzekanie. Narzekamy na to, że latem za ciepło, a zimą za zimno, że pada deszcz, albo ciągle świeci słońce. Narzekamy na to, że ktoś narzeka, czyli jakby nie było narzekamy wszyscy. I nie inaczej jest w przypadku gry naszej reprezentacji. Tylu ilu w Polsce mamy mieszkańców, tylu mamy trenerów i maruderów. Każdy zrobiłby coś inaczej i każdy narzeka na trenera za dokonane wybory. Pal licho to, gdyby nikt nie dawał argumentów do tych narzekań. Nikt by na takich uwagi nie zwracał. Ale jest inaczej – gra naszej kadry pod wodzą Jerzego Brzęczka wywołuje tylko jedno – narzekania.

W zasadzie od samego początku i od momentu ogłoszenia decyzji, że nowym selekcjonerem będzie Jerzy Brzęczek kibice nad Wisłą narzekali na ten wybór. Za grę i budowanie reprezentacji, czyli drużyny, która z dumą ma reprezentować nasz kraj w Europie i na świecie odpowiedzialny ma być człowiek bez żadnego doświadczenia trenerskiego. Trener, który zaliczył jeden w miarę solidny sezon z Wisłą Płock w lidze, której zespoły regularnie obrywają w meczach z innymi europejskimi drużynami (żadnymi potentatami) miałby stworzyć zespół, którego będzie się fajnie oglądało i rywale będą się bać? Absurd.

Co sobie myślał prezes Boniek w tamtym momencie – nie wiem. Wiem jednak, że dziś najważniejszymi osobami w Polskim Związku Piłki Nożnej są dwaj najgorsi trenerzy ostatnich lat. Taki paradoks. Mnie osobiście ani trochę nie dziwią narzekania na to, jak na boisku wygląda nasza reprezentacja. Przecież przez ponad rok od objęcia funkcji selekcjonera, Jerzy Brzęczek nie wypracował żadnego mechanizmu, który z czystym sumieniem można by było przypisać właśnie jemu. Gra jest siermiężna. Ciężko się to ogląda. Zwycięstwa przychodzą z ogromnym wysiłkiem. Nierzadko w meczach z dużo słabszymi rywalami Polacy wyglądają tak, jakby nie wiedzieli co mają robić. Na całe szczęście dla Jerzego Brzęczka, ma on w zespole gwiazdę światowego formatu jaką niewątpliwie jest Robert Lewandowski.

Właśnie indywidualnościom, a nie niezawodnej taktyce obecny selekcjoner zawdzięcza to, że jeszcze jest na tym stanowisku. Szkoda tylko, że prezes Zbigniew Boniek nie widzi tego, że Roberta trzeba nosić na rękach. Mało tego, potrafi wbić “Lewemu” szpilę. Jak w czasie wypowiedzi dla jednego z piłkarskich programów. Prezes stwierdził, że gdyby z Austrią Robert Lewandowski trafił w idealnej sytuacji głową, to Austriacy musieliby się otworzyć, a my byśmy wygrali 3-0. Taki czarodziej. W zasadzie na te wypowiedzi mało kto już zwraca uwagę, bo nie ma to najmniejszego sensu. A dziś w konkurencji na najgłupszą wypowiedź roku do prezesa dołącza trener Brzęczek. Selekcjoner również ma na swoim koncie takie wypowiedzi, które wywołują uśmiech politowania.

Gdybanie

Drugą z naszych narodowych cech jest gdybanie. Gdybamy wtedy, kiedy tylko możemy. Gdybamy wtedy, gdy sami sobie coś zarzucamy – gdybym zagrał w Lotto, to by dopiero było..

Gdybamy wtedy, kiedy widzimy kogoś innego i opisujemy jego zachowanie – gdybyś szybciej skręcił w lewo, to byłbyś na miejscu wcześniej. Itd.

Nie inaczej jest w przypadku społeczności kibicowskiej. Najważniejszym “gdyby” dotyczącym reprezentacji Polski, jest “gdyby” dotyczące Roberta Lewandowskiego. Tak się składa, że wokół niego dzieję się wszystko co dobre dla naszego zespołu w ostatnich latach. A co by było, gdyby Roberta nie było? Zacytuje tutaj klasyk – jak mawia młodzież – masakracja.

Mamy to szczęście, że możemy oglądać w meczach kadry wspominanego już kilkukrotnie Lewandowskiego. Tylko na karb braku umiejętności trenera Brzęczka zrzucam to, że “Lewy” nie jest tak skuteczny jak w poprzednich eliminacjach do Euro, czy do Mundialu w Rosji. Jak doskonale wiadomo, mając w zespole taką gwiazdę, to taktykę trzeba ustawić pod niego, a nie na odwrót. Wtedy to nie zadziała. A mam nieodparte wrażenie, że Jerzy Brzęczek jest w pewien sposób onieśmielony Robertem Lewandowskim i nie potrafi wykorzystać takiego atutu, jaki posiada.

W eliminacyjnym spotkaniu z Łotwą, Robert Lewandowski zdobył trzy gole. A i tak prezes Boniek po raz kolejny musiał dorzucić swoje trzy grosze. W jednej z wypowiedzi stwierdził, że te bramki są w największym stopniu zasługą Kamila Grosickiego, który dogrywał do “Lewego”. A sam Robert strzelał tak naprawdę do pustej bramki. Szczerze przyznam, że nie wiem co mam sobie myśleć, gdy słyszę i czytam takie słowa. Może prezes jest zazdrosny o to, że dla aktualnego pokolenia to Robert Lewandowski jest najlepszym polskim piłkarzem w historii? A niedługo nawet ci starsi, pamiętający Bońka z boiska, będą jako najlepszego wskazywać zawodnika Bayernu Monachium.

Panie prezesie, niech pan zrozumie to, że gdyby nie było Roberta Lewandowskiego nasza reprezentacja byłaby co najwyżej bardzo średnim zespołem w Europie. A tak dzięki niemu, jesteśmy postrzegani trochę inaczej.

Szymański na plus

Ponarzekałem i pogdybałem, ale nie jest tak, że wszystko mi się nie podobało. Na plus oczywiście gra na zero z tyłu. Bo chyba nikt nie wyobrażał sobie, że pogrążona w kryzysie reprezentacja Łotwy mogłaby zdobyć bramkę w meczu z Polską. Mały plusik można postawić przy Macieju Rybusie. Zagrał on po raz pierwszy w wyjściowym składzie gdy selekcjonerem jest Jerzy Brzęczek i pokazał to, że lewonożny obrońca jest zespołowi potrzebny.

Rzecz jasna ocena występu Roberta Lewandowskiego nie jest już potrzebna, jego występ zapewnił nam bardzo ważne 3 punkty, które bardzo przybliżyły naszą reprezentację do awansu na EURO 2020. Jednak drugim po naszym napastniku, który zasłużył na miłe słowa jest bez wątpienia Sebastian Szymański. Pomocnik Dynama Moskwa podobnie jak Rybus, zagrał pierwszy raz w wyjściowym składzie. To on zaliczył asystę przy golu na 1-0. Walczył i biegał do utraty sił. Pokazał na boisku to, z czego słynął grając jeszcze w barwach Legii Warszawa, kiedy wyróżniał się na tle “gwiazdeczek” stołecznego klubu.

Niewidoczny Zieliński

Jeśli chodzi o minusy, to kolejny raz po meczu reprezentacji Polski trzeba go postawić przy Piotrze Zielińskim. Pomocnik Napoli nie wyróżnił się na boisku w Rydze zupełnie niczym. Od tak dobrze technicznie wyszkolonego zawodnika musimy wymagać więcej.Długo broniłem Piotra po słabszych meczach, aczkolwiek nigdy nie należałem do “kościoła Ziela”. Zawsze twierdziłem, że taki piłkarz prędzej czy później musi zagrać takie podanie, które spowoduje, że kibicom opadną szczęki i język wypadnie na zewnątrz. Zupełnie jak Jimowi Carrey’owi na widok Cameron Diaz w filmie “Maska”. Nic z tych rzeczy. Czekam i czekam na takie cudeńko i się nie mogę doczekać. Zupełnie jak każdy kibic naszego zespołu.

Co ciekawe, chichotem losu może być wypowiedź Jerzego Brzęczka na temat Zielińskiego. Selekcjoner stwierdził, że Piotrowi musi się coś w głowie przestawić i wtedy będzie mieli z niego pociechę. Słowa generalnie zostały wyśmiane, bo trudno o inną reakcję. Ale dziś, po kolejnych słabych zawodach w wykonaniu wychowanka Orła Ząbkowice nabierają one zupełnie innego znaczenia. Nie wiem, czy trener Brzęczek ma rację mówiąc o Zielińskim tak, a nie inaczej. Wiem jednak, że brakuje Piotra w meczach kadry. Wielka szkoda, że nawet w spotkaniu z tak słabą drużyną Piotr Zieliński nie potrafił zagrać kilku mniej lub bardziej genialnych podań, które stworzyłyby Polsce kilka innych okazji do zdobycia gola.

Podsumowując, to wynik idzie w świat. Polacy wygrali, a już w niedzielę po meczu z Macedonią Północną możemy świętować awans na EURO. Po raz trzeci z rzędu.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi