Mladá Boleslav i czarny czwartek czeskich klubów

Fot. Karol Żuradzki

Najczarniejszy czeski scenariusz stał się faktem. Anita Lipnicka śpiewała w jednej ze swoich piosenek „Wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń, gdy tylko czegoś pragniesz, gdy bardzo chcesz” i choć piłkarze Viktorii Pilzno bardzo starali się awansować dalej, to jednak zabrakło szczęścia. Nie skoncentrowana Sparta Praga bez boiskowego wyrachowania nie mogła liczyć na przejście Turków, natomiast FK Mladá Boleslav nie starczyło paliwa, aby udać się Škodą w dalszą drogę po Europie. Tego już się nie dowiemy, gdyby w tę podróż zabrał się Nikolaj Komličenko. Slavia broni honoru.


Niestety data 15 sierpnia nie zapadnie w annałach czeskiej piłki klubowej jako dzień pełnej satysfakcji z awansu Viktorii Pilzno, Sparty Praga oraz FK Mladá Boleslav do kolejnej, decydującej rundy mającej wyłonić grupowiczów Ligi Europy. Wszystkie trzy zespoły pożegnały się z europejskimi pucharami. Najbliżej końcowego sukcesu była Viktoria, która odrobiła straty z Antwerpii doprowadzając tym samym do dogrywki. Ponownie w odpowiednim miejscu i czasie znalazł się Michael Krmenčík, ale jeden rzut wolny, dośrodkowanie, zamieszanie w polu karnym i piłka znajduje napastnika Royal Antwerp FC, a ten pakuje futbolówkę do pustej bramki. Konsternacja na trybunach wypełnionej po brzegi Doosan Arény. Fani Viktorki nie mogli wprost uwierzyć, że mając cały mecz pod kontrolą – rywal był praktycznie na kolanach po czerwonej kartce dla Abdoulaye’a Secka i mimo tych wszystkich sprzyjających okoliczności – nie udało się przejść belgijskiej przeszkody. Czego zabrakło podopiecznym Pavla Vrby? Niekiedy bywa tak, że jesteś zdecydowanie lepszy, ale mała nieuwaga, pech i cały misterny plan idzie do kosza. W innym położeniu znajduje się natomiast Sparta Praga, od której wymaga się dużo. Sam zespół prowadzony od nowego sezonu przez Václava Jílka nie do końca spełnia oczekiwania prezesów stołecznego klubu. Ligowe zwycięstwa przeplatane porażkami, a nierówna forma znalazła również swoje odzwierciedlenie w europejskich pucharach. Można powiedzieć, że na własne życzenie Spartanie odpadli z tureckim Trabzonsporem. Dać sobie odebrać pewne zwycięstwo w końcówce meczu na własnym obiekcie prowadząc 2:0, to na pewno jest sztuka. Perspektywa rewanżu na ciężkim terenie i tutaj przy dwubramkowej przewadze można było wówczas kalkulować nikłą porażkę, a rezultat 2:1 – jaki padł we czwartek – dałby awans Prażanom. Grając co trzy dni, mając kłopoty kadrowe trzeba niekiedy pokusić się o spryt, taktyczny ruch. Tak zagrał Trabzonspor i dlatego wygrał. Trzecim smutnym pucharowiczem naszych południowych sąsiadów jest FK Mladá Boleslav.

S(z)koda, że zabrakło motoru napędowego z Rosji

Gdy zbliżasz się do miasta Mladá Boleslav już wiesz, że jest to miejsce mocno związane z branżą motoryzacyjną. Samochody wyprodukowane w Czeskiej Republice, a szczególnie te z logo ŠKODY cieszą się doskonałą reputacją na całym świecie i rzeczą normalną jest, że głównym sponsorem miejscowego klubu sportowego jest właśnie ta marka auta. Obiekt piłkarski Lokotrans Aréna z tych raczej kameralnych mogący pomieścić 5 tysięcy ludzi. Czwartkowe spotkanie w ramach Ligi Europy cieszyło się dużym zainteresowaniem wśród miejscowych fanów, a dlatego, że sami piłkarze – wygrywając wcześniej po emocjonującym meczu ze Spartą Praga 4:3 – doprowadzili do takiej miłej sytuacji. Wiadomo również, że Sparta przyciąga na trybuny każdy klub w Czechach. W środku tygodnia do Mladá Boleslav zawitał także nie byle jaki zespół, bowiem FCSB Bukareszt, czyli następca słynnej Steauy Bukareszt – najbardziej utytułowanego klubu w Rumunii i aktualny wicemistrz kraju. Właścicielem jest kontrowersyjny biznesmen – Gigi Becali, a jeśli chodzi o szeroki skład, mamy tam swojego rodaka w osobie Łukasza Gikiewicza. Napastnik, który wrócił po czterech latach do Europy po azjatyckich wojażach niestety nie pojawił się na murawie, lecz widać było u niego bojowe nastawienie z uśmiechem na twarzy.

Wywiezienie bezbramkowego remisu z gorącego regionu przez FK Mladá Boleslav mogło napawać entuzjazmem kibiców nim zabrzmiał pierwszy gwizdek rewanżowego spotkania. Jozef Weber wystawił niemal identyczną jedenastkę co w Bukareszcie. Szkopuł tkwił jednak w tym, że słowacki szkoleniowiec nie mógł skorzystać z usług Nikolaja Komličenki z powodu kontuzji i obok Murisa Mešanovića wystąpił Tomáš Wágner. Rosyjski snajper jest nieodzownym elementem ofensywnych poczynań Mladá Boleslav. Od jakiegoś czasu dochodzą słuchy z kuluarów, że król strzelców Fortuna Ligi jeszcze tego lata opuści miasto ŠKODY AUTO i zasili jeden z czołowych klubów rosyjskiej Premier Ligi. Gdyby wszystko było takie proste, pewnie zdecydowałby się na powrót do FK Krasnodar, którego jest wychowankiem. Przechodząc już do samych wydarzeń boiskowych, różnie mecz mógłby się dalej potoczyć, gdyby Laco Takács w pierwszej minucie lepiej przycelował głową po rzucie rożnym, a tak tylko obił aluminium bramki. Następnie rumuńska drużyna stopniowo przejmowała inicjatywę. Na uwagę zasługiwał gracz z numerem ‘7’. Dało się zauważyć, że Florinel Coman nieprzypadkowo był jednym z kluczowych zawodników, ogólnie świetnie dysponowanej reprezentacji Rumunii podczas ostatnich Mistrzostw Europy do lat 21. Jan Šeda miał trudny orzech do zgryzienia kiedy uderzał lewoskrzydłowy. Pod koniec pierwszej połowy padł gol dla gospodarzy, euforia na trybunach, ale zaraz…, arbiter z Belgii unieważnia trafienie Antonína Křapki, który dopuścił się faulu na golkiperze FCSB. Jak się później okazało grający na prawej stronie Křapka przyczynił się poniekąd do sytuacji, po której Boleslavští stracili bramkę przekreślającą jakiekolwiek szanse na awans. W 75. minucie otrzymał on drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę i tutaj znowu pojawia się nazwisko Florinela Comana. 21-latek wykazał się cwaniactwem, ale i szybkością reakcji, gdy przewinienia na nim dopuścił się obrońca Mladá Boleslav. Gospodarze później nie wyglądali jakby grali w osłabieniu, lecz zmęczenie musiało dawać się mocno we znaki, a perspektywa dogrywki nie pomagała. Więcej sił zachowali goście, a o końcowym triumfie zadecydował rezerwowy Ionuţ Panţîru. Złe wybicie piłki z własnego pola karnego, do której dopada lewy obrońca i na krótkim odcinku biegowym nie daje się zatrzymać, strzał z ostrego kąta zaskakuje Jana Šedę. Złota zmiana Virgila Andronache, bo jedyna w tym meczu po stronie FCSB Bukareszt pozwala powalczyć o fazę grupową Ligi Europy. Przeszkoda pozostała już tylko jedna, a jest nią portugalska Vitória Guimarães S.C., natomiast marzenia włodarzy, kibiców i samych piłkarzy FK Mladá Boleslav pękają jak bańka mydlana. Czeskie media nadały temu dniu miano „czarnego czwartku”.

Fot. Karol Żuradzki
Fot. Karol Żuradzki
Fot. Karol Żuradzki

Co poszło nie tak, że pierwszy raz od 5 lat Czesi będą mogli liczyć tylko na jeden klub w fazie grupowej europejskich pucharów. Wina upatrywana jest przede wszystkim w nowym systemie rodzimej ligi – opartej na dzieleniu grupowym (coś na wzór belgijskiej Jupiler Pro League). Schemat ten funkcjonuje od początku minionego sezonu, ale przecież polska ekstraklasa działa podobnie. Narzekało się na małą ilość meczów, a teraz okazuje się, że jest ich nadmiar i poprzez to brakuje czasu na odpowiednie przygotowanie drużyny do kolejnej kampanii. Słabe wytłumaczenie, bo jeśli Sparta Praga nie może już po raz trzeci z rzędu rozprawić się na starcie europejskiej przygody, choćby ze Spartakiem Subotica, to chyba mamy tutaj do czynienia z jakimś kompleksem rywala zza miedzy. Slavia Praga jako zdobywca mistrzowskiego tytułu podejmuje CFR 1907 Cluj w bezpośredniej walce o Ligę Mistrzów i powinna udowodnić swoją wyższość, aby pokonać nieobliczalną, rumuńską lokomotywę. Akurat jestem dziwnie spokojny o Sešívaní, ale jeśli powinie się noga – pocieszeniem będzie ponowna batalia w Europa League, a UEFA nie szczędzi kasy dla uczestników najbardziej elitarnych rozgrywek na Starym Kontynencie. Rok temu za sam start w LM UEFA płaciła 15,25 milionów euro. Przykład Slavii bardzo dobrze ilustruje ogromną różnicę wpływów finansowych pomiędzy Champions League, a Europa League. Ekipa trenera Jindřicha Trpišovskego kończąc ubiegły sezon na ćwierćfinale Ligi Europejskiej zarobiła niecałe 9 milionów. Oczywiście premie dotyczą tylko wyników na boisku bez bonusów z praw telewizyjno-marketingowych. Jest się więc o co bić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi