Mistrzowski spokój Piasta

Jeszcze na początku kwietnia tylko niektórzy nieśmiało sugerowali, że Piast Gliwice może włączyć się do walki o mistrzostwo Polski.

Oprawa kibiców Legii Warszawa / fot. Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Jeszcze na początku kwietnia tylko niektórzy nieśmiało sugerowali, że Piast Gliwice może włączyć się do walki o mistrzostwo Polski. Tymczasem podopieczni Waldemara Fornalika od czasu podziału na grupy zdołali pokonać dwóch faworytów do tytułu: Lechię Gdańsk i Legię Warszawa. Co najważniejsze – wygrywają regularnie. Tym samym zaczęli być brani “na serio”.

Mecz Legii z Piastem może być różnie odbierany. Dla neutralnych kibiców i fanów Piasta to mogło być jedno z najlepszych spotkań w tym sezonie. Było dobre tempo, dużo sytuacji podbramkowych z obydwóch stron. Spora dawka emocji. Jak na drużyny walczące o mistrzostwo przystało. Piast nie zagrał wybitnie, ale za to solidnie i w większości zrealizował swoje założenia. Co zresztą potem podkreślił Waldemar Fornalik na pomeczowej konferencji prasowej. W pierwszej połowie byli nieco cofnięci, głównie czekali na kontrataki i stałe fragmenty. W drugiej części gry z czasem byli coraz odważniejsi. Spokojnie rozgrywali piłkę. Stwarzali zagrożenie pod bramką Legii. A co ważniejsze popełniali zdecydowanie mniej błędów od rywali. I to wystarczyło. Mało kto z przyjezdnych zostawił po sobie tak dobre wrażenie na Łazienkowskiej w tym sezonie.

Z kolei dla kibiców stołecznych to mógł być nerwowy wieczór. Irytujące, proste błędy gospodarzy. Zwlekanie zawodników z decyzjami przy niektórych sytuacjach podbramkowych… Po 45 minutach miałem wrażenie, że widzę podobny mecz do poprzednich w wykonaniu Legii. Wolę walki, ale pewną niemożność. Zauważyłem też, że po pierwszej połowie na Twitterze była fala hejtu na postawę Michała Kucharczyka. Sam jakoś nie widziałem, by “był fatalny” w porównaniu do kolegów z drużyny. Również miał swoją okazję na bramkę, po prostu ją zmarnował. Jednak widać było potrzebę wystawienia Iuriego Medeirosa, by wzmocnić i przede wszystkim uspokoić ofensywę. Zresztą decyzja Aleksandra Vukovicia, by zostawić tego zawodnika na ławce rezerwowych była dla mnie dziwna. Ale to inna kwestia. W drugiej części gry obraz Legii za wiele nie zmienił się. 

Fornalik podkreślił po meczu, że siłą Piasta jest stworzenie pewnego monolitu i solidnej kadry. Zgodzę się z tym. Na początku sezonu trudno było sobie wyobrazić, by Joel Valencia, czy Piotr Parzyszek byli czołowymi postaciami ligi. A jednak. Zresztą to jedna ze specjalności Fornalika. Pokazał to także w Ruchu Chorzów. Nie musi mieć mega mocnej kadry, by osiągać dobre wyniki. Musi dostać trochę czasu, by móc popracować z zawodnikami i by przekonali się do jego. 

A przed Vukoviciem trudne zadanie.  Nad Piastem mają punkt przewagi, a nad Lechią trzy oczka. Zostały trzy kolejki do końca sezonu.  Te drużyny z podium nie zagrają już ze sobą. Na Legii będzie największa presja. Są na czele ligi, mimo porażki. A wcześniej pokonali Lechię, przy kontrowersjach sędziowskich. Dla legionistów najlepiej byłoby, gdyby w sobotę odnieśli przekonujące zwycięstwo. Tak się nie stało.  Piast Gliwice regularnie wygrywa i po cichu wypracowali sobie najlepszą pozycję do ataku na pierwsze miejsce. A Lechia jest nijaka, choć nie skreślałbym ich z rywalizacji.

Do tego pikanterii dodaje fakt, że wciąż kilka drużyn walczy o czwarte miejsce, dające grę w eliminacjach Ligi Europy. Zagłębie Lubin, Jagiellonia Białystok, Lech Poznań… czy nawet Cracovii – każdej z tych drużyn będzie zależało na zdobywaniu punktów. Końcówka sezonu będzie nerwowa. I sytuacja może nie być jasna do ostatniej minuty.

PS. Nie sądziłem, że po cichu kiedyś będę kibicował Fornalikowi, by zdobył mistrzostwo. Ale należy mu się za dobrą robotę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi