Lech Poznań: Zacząć być mężczyznami

Lech Poznań

lechpoznan.pl/fot. Adam Jastrzębowski

Lech Poznań w czwartkowy wieczór zmierzy się na Stade Maurice Dufrasne z tamtejszym Standardem Liege (godz. 21:00). W pierwszy meczu tych drużyn zdecydowanie lepszym zespołem okazali się piłkarze Dariusza Żurawia. W przypadku Lecha jednak, nie zwycięstwa w Lidze Europy są najważniejszym tematem. Dużo bardziej razi dziwna nieumiejętność zachowania koncentracji w ostatnich minutach meczów. 

To żadna fatamorgana

Co może łączyć ostatnią akcję Legii Warszawa i Rakowa Częstochowa w dwóch ostatnich kolejkach? Pierwsza myśl –  to w zasadzie nic. A jednak jest w tym wspólny mianownik. Wszystko w całość spina Lech Poznań i jego dziwna przypadłość, która doprowadza kibiców do szewskiej pasji. Zawodnicy z Poznania rozzłościli swoich fanów kompletnym pogubieniem się w samej końcówce meczu w Warszawie. Gola na 2-1 dla Legii w 92. minucie zdobył zupełnie niekryty Rafael Lopes. Złe ustawienie, brak asekuracji, opadnięcie z sił – wszystko to sprawiło, że poznaniacy po raz kolejny wyjeżdżali z Łazienkowskiej z poczuciem wstydu. Inaczej nie można nazwać porażki w takim stylu. Myślę, że szybciej przełknięta, ale oczywiście nie zapomniana, zostałaby porażka kilkoma golami, bo wtedy byłoby wiadomo, że Lech rzeczywiście był słabszym zespołem. Przed tamtym meczem wydawało się, że Kolejorz ma wszystko, aby wreszcie wygrać w Warszawie. Nie przeniósł tego na murawę, a rozgoryczonym kibicom pozostało czekać na mocne postanowienie poprawy.

Pierwsza okazja? Mecz na stadionie w Poznaniu z liderującym Rakowem Częstochowa. Myśli przed meczem? Nerwy, oczekiwanie na reakcję i życzenie, aby Lech był na boisku taki, jak w Europie. Co się sprawdziło? Z pewnością nerwy, bo one już w pierwszych 30. minutach zostały wystawione na próbę. Reakcja? Poniekąd tak. Bo zawodnicy Dariusza Żurawia wpadli w bagno, ale potrafili się z niego wygrzebać. Lech podobny do tego z Ligi Europy? Chwilowo, ale tak. Szybki gol na 2-2 i wyjście na prowadzenie. A co później? Jak to Lech… Powrót do “swojego stylu”. Do dziś nikt nie wie, jakim cudem młody Szelągowski ruszył z piłką z własnej połowy, dobiegł do pola karnego i zdobył gola dla Rakowa.

Z meczu, który dla Lecha mógł stać się nowym początkiem, został mecz, który gdzieś już kibice widzieli. Co się dzieję z Kolejorzem w ostatnich minutach? Na to pytanie odpowiedzi nie zna nawet szkoleniowiec Dariusz Żuraw, który na pomeczowej konferencji nie mógł znaleźć słów, żeby opisać to, co widział. W kulisach z tego meczu dało się zauważyć reakcję trenera na to, jak zakończył się ten pojedynek. Ten rzut butelką w nieznane jest podsumowaniem bezradności Dariusza Żurawia. Nie jest tak, że to on jest najbardziej winny za to, jak zachowują się piłkarze na murawie. Jest on jednak kimś, kto z całą stanowczością powinien krzyknąć w stronę Tymka Puchacza lub Bohdana Butko, aby zaryzykowali faulem taktycznym i powstrzymali tamtą akcję. Nie byłoby to najbardziej humatirne rozwiązanie, ale pokazałoby, że piłkarze Lecha dojrzeli do męskich decyzji. Bo jak mówi przysłowie – mężczyzn poznaje się po tym jak kończą. A jak kończą zawodnicy Lecha wszyscy wiemy.

Trudniej niż w Poznaniu

Przed zespołem ze stolicy Wielkopolski wyjazdowy mecz ze Standardem Liege. Będzie to zupełnie inne spotkanie, w porównaniu do tego rozegranego w Poznaniu. Jak udało się ustalić w ekipie Philippa Montaniera nie ma nowych urazów. Z Covid-19 ostatnio zmagał się tylko Mehdi Carcela. Belgijski rywal tym razem zagra najsilniejszym możliwym zestawieniem w linii defensywy, co może podpowiadać, że Lechowi nie będzie łatwo zagrozić bramce Arnauda Bodarta. Standard oczywiście nie będzie się już liczył w walce o awans z grupy, ale z pewnością nie chcą oni zakończyć rozgrywek z zerowym dorobkiem punktowym. A mecz z Kolejorzem jest dla nich idealną okazją na zdobycie choćby 3 punktów w tej grupie.

Zawodnicy trenera Montaniera od weekendu mają jeszcze jedną tajną broń przed pojedynkiem z Lechem. Otóż w ostatnim ligowym meczu z Eupen, gola na 2-2 zdobyli w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Jakby tego było mało, autorem tej bramki był golkiper “Les Rouches” – wspomniany już Arnaud Bodart. Po pierwszym meczu z tym rywalem, piłkarze Lecha stanowczo i odważnie mówili, że oni nadal myślą o awansie z grupy. Postawa godna pochwalenia. Niech tylko zawodnicy z Poznania nie zapominają w międzyczasie o tym, że grać na maxa trzeba aż do ostatniego gwizdka sędziego. Później przy sprzyjającym scenariuszu można mówić coś więcej o ewentualnych planach.

Liga Europy już nie cieszy?

Cała otoczka wokół awansu Lecha do fazy grupowej Ligi Europy zaczęła mizernieć wraz z każdym kolejnym ligowym meczem. Dwie wygrane w 10 spotkaniach to powód do alarmu. Nie można kilku miesięcy przejechać na entuzjazmie związanym z graniem w Europie, a to co w lidze zostawiając na później. Wiemy doskonale, że format rozgrywek jest taki, że sezon kończy się po 30 kolejkach. Czasu na odrabianie strat, które już są dość duże, nie będzie zbyt wiele. Daleko mi do wyrokowania, że Lech Poznań odpadł już z walki o tytuł mistrzów Polski, jednak z każdym nieudanym meczem, oni sami dolewają oliwy do ognia.

Wiem, że mecze Lecha są dla jego kibiców świętem. Dziś jest bliżej do wymuszonego wyjazdu na urodziny ciotki, niż do euforycznego świętowania. Tak czy inaczej, każdy dobry wynik w Europie będzie dla Lecha osiągnięciem. W zasadzie to zależy tylko i wyłącznie od piłkarzy, w którą stronę rozwinie się krytyka kibiców. Wygrana ze Standardem będzie ok, ale zaraz czeka już Lechia Gdańsk, która po nieudanym meczu z Piastem, będzie chciała się zrehabilitować. Jeśli Lech chce dać swoim kibicom porcję radości, to może to zrobić kolejnym niesamowitym awansem do Ligi Europy. Jednak żeby móc się o nią bić, to najpierw trzeba zweryfikować swoje zachowanie podczas meczów ligowych. Sukces rodzi się w bólach. Zawodnicy Lecha muszą odbębnić swoje w Ekstraklasie, a potem cieszyć siebie i fanów grą z najlepszymi.


Najlepsze oferty bukmacherskie na Euro 2020
20 zł bez depozytu, 600 zł bez ryzyka i bonus 2100 zł na eFortuna.pl
20 zł bez depozytu, 333 zł bez ryzyka i bonusy 2000 zł na LVBET.pl
21 zł bez depozytu, 230 zł bez ryzyka i bonusy 549 zł na Totolotek.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *