La Liga redaktorskim okiem

Mikołaj Barbanell

Za nami 13. kolejka hiszpańskiej La Liga. Było kilka niespodzianek, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Jak poradziły sobie drużyny z Madrytu, czy Barca sprostała Realowi Sociedad? Reakcje na wyniki, bramki i układ tabeli. Redaktorzy działu Primera Division dzielą się swoimi refleksjami. Zapraszamy do lektury.

Mikołaj Barbanell: Miniona kolejka hiszpańskiej La Liga była dla wielu kibiców pokazem sił Realu Madryt i FC Barcelony przed zbliżającymi się w następnej serii gier Gran Derbi. Królewscy mieli roznieść w sobotę Sporting Gijon. Wszystko szło zgodnie z planem, po 18. minutach meczu wynik brzmiał: Cristiano Ronaldo dwa, rywale zero. Następna losy meczu mogły się odwrócić. Jeszcze przed przerwą padła bramka dla gości, a w drugiej połowie rzutu karnego nie wykorzystał Duje Cop. Chorwacki pomocnik Sporting fatalnie przestrzelił. Tuż przed strzałem z jedenastu metrów mierzył sobie puls, widocznie nie miał tak opanowanych nerwów, jak Miroslav Radović (Serbski pomocnik Legii Warszawa, wykorzystał rzut karny na Santiago Bernabeu – przy. red.). Fajerwerki również nie odpaliły ze strony Blaugrany. Nie oznacza to, że spotkanie nie stało na dobrym poziomie. Kapitalnie zagrali zawodnicy Realu Sociedad San Sebastian. Mieli przewagę w praktycznie każdym elemencie gry. Z posiadaniem piłki włącznie, co zadziwiłoby nawet niedzielnego piłkarskiego kibica. Mimo to nie udało im się wygrać na własnym boisku z Barcą. Na trafienie Williana Jose odpowiedział duet Neymar, Messi. Ten pierwszy wystąpił w roli asystenta, a ten drugi zdobył dziewiątą bramkę w tym sezonie. Mimo to Duma Katolonii powinna się cieszyć z remisowego rezultatu. Gdyby nie błąd sędziowski trzy punkty zostałyby w Kraju Basków. Przed zbliżającym się El Classico obie ekipy pozostawiły po swojej grze wielki niedosyt i trzeba mieć nadzieję, że już 3. grudnia zostanie on w pełni zaspokojony.

W pozostałych spotkaniach 13. kolejki Primera Division trzeba odnotować łatwą wygraną Atletico Madryt, któremu 3:0 uległa przed ostatnia Osasuna. Zwycięstwo zanotowała na swoim koncie również Sevilla, która zrównała się punktami z drugą w tabeli FC Barceloną. Kontakt z podium powoli traci za to Villareal. Zawodnicy żółtej łodzi podwodnej tym razem nie sprostali Deportivo Alaves. Porażka 0:2 zaowocowała spadkiem na na szóstą pozycję. Z kolei najciekawiej jeśli chodzi o ilość strzelonych bramek było w Andaluzji i na Gran Canarii. W pierwszym regionie Malaga podejmowała Deportivo La Corune. I choć goście objęli prowadzenie już w 4. minucie, a ponadto zdobyli w tym spotkaniu jeszcze dwie bramki to i tak nie zdobyli choćby punktu. Gospodarze zaaplikowali rywalom aż cztery trafienie, z czego ostatnie w drugiej minucie doliczonego czasu gry. Wielkie emocje, dramaturgia do ostatnich sekund. Za to właśnie kochamy La Liga! W poniedziałkowy wieczór mogliśmy oglądać starcie Las Palmas z Athletikiem Bilbao. Baskowie walczyli o powrót do czołowej szóstki, zaś gospodarze z Wysp Kanaryjskich potrafią zadziwiać na własnym stadionie. Tak się stało i tym razem. Po bramkach Boatenga i Momo było 2:0 dla Las Palmas. Później mieliśmy więcej negatywnych emocji. Dwie żółte kartki w ciągu kilku sekund otrzymał Aduriz. Mocno skomplikował i tak już trudną sytuację swojej drużyny. O dziwo Baskowie zdobyli bramkę kontaktową grając w osłabieniu. Ostatnie słowo należało do gospodarzy i Las Palmas wygrało to spotkanie 3:1 notując przy tym awans na 10. miejsce w tabeli.

Przed nadchodzącymi Gran Derbi w tabeli La Liga prowadzi Real Madryt z sześciopunktową nad FC Barceloną i Sevillą. W strefie spadkowej znajdują się zaś: Sporting Gijon, Osasuna i jedyny zespół bez wygranej w tym sezonie Granada.

Karol Kowalski: 13. kolejka Primera Division wzięła nas na mały rollercoaster. Wszystko zaczęło się w piątek od spotkania dobrze poczynającego sobie ostatnio Eibar z Betisem, w którym doszło niedawno do zmiany szkoleniowca. Klasyczny “efekt nowej miotły” w zespole z Sevilli podziałał jednak tylko w pierwszym, zeszłotygodniowym spotkaniu. Tym razem lepsi okazali się gospodarze tego starcia, zwyciężając 3:1 i niepostrzeżenie wspinając się na wysoką, 7. pozycję w tabeli.

Sobota zaczęła nam się od prawdziwej goleady. Na La Rosaleda Malaga podejmowała Deportivo, a emocjami z tego spotkania można by obdzielić jeszcze kilka innych. Szybka bramka dla gości, następne trzy dla gospodarzy, kolejne dwie dla gości. I gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się podziałem punktów, Malaga zadała decydujący cios w doliczonym czasie gry i zapisała sobie na koncie trzy punkty wygrywając 4:3. Drugi w kolejce tego dnia był Real, który na Santiago Bernabeu podejmował outsidera ligi – Sporting Gijon. Po 20 minutach “Królewscy” za sprawą dwóch bramek Ronaldo prowadzili 2:0 i po raz enty w tym sezonie za bardzo spuścili z tonu. Efektem tego była bramka kontaktowa dla zespołu z Asturii, z której gracze Zidane’a nic sobie nie zrobili i o mało nie zapłacili wysokiej ceny za swoje leserstwo. W 78. minucie goście stanęli bowiem przed szansą na wyrównanie, ale fatalnie z jedenastu metrów przestrzelił Cop. Jestem pewien, że gdyby Chorwat trafił, Real nie dałby rady zgarnąć w tym spotkaniu trzech punktów. Absolutnym hitem soboty było jednak spotkanie pomiędzy Sevillą, a Valencią. Pogrążone w kryzysie “Nietoperze” nie rozegrały złej partii na Sanchez Pizjuan, ale co z tego, skoro znów wracają do domu z pustymi rękami. Zaledwie dwa punkty przewagi nad strefą spadkową powinny włączyć ogromny alarm na Mestalla. W międzyczasie rozegrane zostało także starcie Espanyolu z beniaminkiem z Leganes. Tu obyło się bez niespodzianki i piłkarze z Katalonii pewnie wygrali 3:0. Mecz bez historii.

Niedziela stała oczywiście pod znakiem starcia Realu Sociedad z Barceloną. Zanim jednak piłkarze obu drużyn pojawili się na Anoecie, swoje mecze rozgrywali inni. W pierwszym niedzielnym spotkaniu mieliśmy największą niespodziankę kolejki. Beniaminek z Alaves stawił się na El Madrigal i został pierwszym w tym sezonie zespołem, który wywiózł z Villareal trzy punkty. Po bramkach Ibaia oraz Camarasy goście wygrali 2:0. Dwa popołudniowe spotkania miały wyraźnych faworytów i jak na nich przystało nie zawiedli. Atletico, mimo że mogło przegrywać 1:0 (rzutu karnego w 14. minucie nie wykorzystał Roberto Torres), wypełniło swoje zadanie wbijając Osasunie trzy bramki. Podobnie było w przypadku starcia Celty Vigo z ostatnią w tabeli Granadą. Na Balaidos gospodarze trafili trzykrotnie, zaś goście zdołali odpowiedzieć tylko raz.

I wisienka na torcie: Real Sociedad – FC Barcelona. Jak pokazuje historia starć z ostatnich lat, Anoeta to najtrudniejszy teren, na jakim przychodzi grać “Dumie Katalonii”. Nie inaczej było tym razem. Piłkarze Eusebio Sacristana rozegrali znakomity mecz, prowadzili 1:0, mieli mnóstwo sytuacji na podwyższenie rezultatu, zaś Barca zaledwie raz potrafiła zagrozić bramce Rulliego, ale zrobiła to na tyle skutecznie, że od razu zdobyła bramkę wyrównującą. Ostatnie słowo należało do gospodarzy, którzy trafili po raz drugi do siatki, jednak tylko z wiadomych samemu sobie przyczyn arbiter liniowy pokazał pozycję spaloną przy dobitce strzału Carlosa Veli przez Juanmiego. Wielki niedosyt muszą czuć piłkarze Sociedad, bowiem najzwyczajniej w świecie sędzia okradł ich z trzech punktów.

Całą kolejkę zamknęło poniedziałkowe starcie Las Palmas z Athleticiem Bilbao. Baskowie imponowali formą w ostatnich spotkaniach, ale robili to głównie u siebie. Wyjazdy nie są ich ulubioną formą rozgrywania spotkań. Odwrotnie zaś ma się Las Palmas. Piłkarze z Wysp Kanaryjskich nie doznali jeszcze porażki na własnym stadionie w obecnej kampanii i tą tendencję utrzymali również w starciu z Athleticiem. Bramki Boatenga i Momo pozwoliły gospodarzom wyjść na dwubramkowe prowadzenie, które Baskom udało się zmniejszyć bramką z rzutu karnego Raula Garcii, ale to było wszystko, na co pozwolili sobie goście. Na koniec bramkę dorzucił Viera i spotkanie zakończyło się wynikiem 3:1. Wygrana pozwoliła Las Palmas wspiąć się w tabeli na 10. miejsce.


Najlepsze oferty bukmacherskie na Euro 2020
20 zł bez depozytu, 600 zł bez ryzyka i bonus 2100 zł na eFortuna.pl
20 zł bez depozytu, 333 zł bez ryzyka i bonusy 2000 zł na LVBET.pl
21 zł bez depozytu, 230 zł bez ryzyka i bonusy 549 zł na Totolotek.pl
Zakład bez ryzyka 500 zł i bonus od depozytu 50 zł na Superbet.pl
Freebet 50 zł, zakład bez ryzyka 600 zł i bonus od depozytu 1000 zł na Betfan.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *