Jak kluby z Sevilli umacniają się na mapie Hiszpanii?


Gdy w dyskusji o La Liga mówi się głównie o kryzysie Atletico, odbudowie Barcelony czy meczach Realu w Lidze Mistrzów, tymczasem umyka nam jeden temat. Za plecami lidera są dwa kluby, które próbują od kilku lat kąsać liderów hiszpańskiej piłki. Mowa tu oczywiście o drużynach z jednego miasta, Sevilla i Betis. Drużyny które zawsze były w tle tego spektaklu jakim jest La Liga, nagle w tym sezonie grają pierwsze skrzypce. I nie jest to jedynie zasługa kryzysu u gigantów, ale także żmudnego pracowania na ten sukces.

Betis nareszcie spełnia oczekiwania!

Za kadencji Quique Setiena, Real Betis miewał momenty, ale nigdy nie wskakiwał na ten najwyższy poziom. Tymczasem za kadencji Manuela Pellegriniego gra wyśmienicie i jest na dobrej drodze do najlepszego sezonu od lat. Za kadencji trenera który swój “prime trenerski”, o ile coś takiego istnieje, miał już za sobą. Trenera, który gdy przyszedł do Realu czy Manchesteru City zawodził. Trenera, który poszedł do Chin na emeryturę. On wprowadził ich na nowy poziom,. Na nowy poziom wprowadził ich też jeden transfer. Wszyscy dziwili się w 2019 roku z przenosin Fekira do drużyny. Oni zaoferowali mu bycie najważniejszą częścią drużyny, a on to zaakceptował. Teraz drużyna z Estadio Benito Villamarín zbiera z tego żniwa. Są praktycznie w finale Pucharu Króla, liczą na zdobycie Ligi Europy. Co ważne, oba te finały może nie odbywają się na ich stadionie, ale w mieście Sevilla. Daje to jeszcze więcej kolorytu do sezonu tej ekipy.

Do Betisu głównie przyczepiano się o przegrywanie z potentatami. Przegrali z Realem, przegrali z Atletico i co gorsza, przegrali derby z Sevillą. Te głosy jednak szybko ucichły po zwycięstwie nad Barceloną i pewnym awansie z grupy Ligi Europy, jeszcze przed ostatnim meczem. Dodatkowo pokonali Sevillę w Pucharze Króla. W półfinale wygrali na wyjeździe 0:4 z Rayo Vallecano, tak więc o awans do finału, nikt się nie martwi.  W La Lidze brakuje im trochę do Sevilli i Realu, ale oni nie mają jeszcze na tyle mocnego składu, aby rywalizować o mistrzostwo. Przypomnijmy, że Betis ostatni raz w TOP4 hiszpańskiej ekstraklasy, był w sezonie 04/05. Rywale zza miedzy za to, już rok temu włączyli się o walkę o tytuł i regularnie są w pierwszej czwórce. Tak więc i tak słowa uznania za tylko jedenaście punktów straty do lidera.

Zauważyłem też pewną prawidłowość, iż w meczach Betisu zazwyczaj pada wiele goli, czasami Betis wygra 4-0, ale czasami wygra czy przegra 3-2. Generalnie to można w ciemno polecić oglądanie tego zespołu, jeśli ktoś chce pooglądać strzelanie bramek. Jak już wcześniej wspomniałem, motorem napędowym drużyny jest Fekir, który zbliża się do double-double w całym sezonie. Betis w końcu spełnia oczekiwania dla oka, oraz patrząc w tabele. Ich piłka daje dużo goli, a przy okazji jest efektywna, bo obecnie walczą o dwa trofea i miejsce w Lidze Mistrzów. Długo to zapowiadali, ale w końcu spełnili oczekiwania.

Czy to ten rok? Sevilla w gazie!

Druga drużyna z miasta Sevilli od lat walczy o trofea. W ostatnie 8 lat, czterokrotnie zdobywali Ligę Europy. Walczą w decydujących fazach Ligi Europy, ale wciąż brakuje im czegoś w Hiszpanii. W zeszłym sezonie drużyna Julena Lopetegui’ego miała do tego świetną okazje. Pod koniec rozgrywek traciła nawet 4 punkty do lidera, a giganci wciąż się potykali, czy to Barcelona, czy Atletico, czy Real. Sevilli jednak zabrakło doświadczenia, końcowo skończyła na 4 miejscu w lidze, ale dało im to niezwykle duże perspektywy na przyszłość. Ich skład wygląda imponująco, stworzyli kolektyw, który działa. Sevilla w przeciwieństwie do Betisu zazwyczaj nie przegrywa. W ich meczach pada mało goli, są to skromne zwycięstwa, lub często remisy. Mają 5 porażek mniej od rywala zza miedzy, ale aż 4 remisy więcej. Strzelili 9 bramek mniej, ale także stracili o 14 mniej niż Betis. Są to lustrzane odbicia klubów z jednego miasta.

Nie dawno Sevilla zremisowała 3 mecze pod rząd. Z wyjątkiem meczu z Valencią, dominowała nad rywalem. Celcie Vigo pozwoliła sobie wbić 2 gole w pierwszej połowie, mimo kontrolowania gry i przeważania odrobili tylko remis. Gdyby w każdym z tych meczów strzelili jednego gola więcej, obecnie byliby liderami. Ale takich wpadek w tym sezonie było więcej, dlatego nie są na prowadzeniu, tylko tracą 4 punkty do Realu. Teraz ich rywale do tytułu są w trakcie dwumeczu z PSG, od wyniku tych spotkań zależy przyszłość Sevilli. Jeśli Real przejdzie dalej, to muszą rozłożyć siły, a jeśli wygra PSG, to Los Blancos skupią się w pełni na lidze.

Sevilla opiera się na defensywie, w środku grają Julsem Kounde i Diego Carlosem. Taka np. Barcelona nie pogardziłaby takim duetem, tak więc drużyna z Estadio Ramon Sanchez Pizjuan musi z nich wyciągnąć wszystko, bo mogą w każdej chwili odejść do europejskiego giganta. Mimo szerokiej kadry będzie im ciężko grać na dwa fronty. Z Pucharu Króla zostali wykopani przez derbowego rywala, ale wciąż w zasięgu jest ich ukochana Liga Europy, której finał jest na ich stadionie. Możliwe, iż przed nimi stanie wybór. Europejskie trofeum na własnym obiekcie, czy La Liga. Mogą podejść do tego bez wiary, pójść na łatwiznę, przycisnąć w Europie. Jednak opcjonalna walka o tytuł daje dreszczyk emocji.

Wspólny cel

W Hiszpanii jedna drużyna chce zdobyć Puchar Króla, a druga La Ligę, jednak mają także wspólny cel. Finał Ligi Europy, jak już wcześniej wspomniałem, grany na stadionie w ich mieście. Sevilla jest w starciu zdecydowanym faworytem. Przed nimi Dynamo Zagrzeb, które ma utalentowanych zawodników, ale są zazwyczaj fabryką do produkowania piłkarzy dla lepszych klubów. Cięższe zadanie stoi przed drugą z drużyn. Betis zagra z Zenitem, rosyjską potęgą, liderami tamtejszej Premier Ligi. Ja i pewnie inni fani hiszpańskiego futbolu życzą sobie finału między Sevillą i Betisem, jednak będzie o to trudno. Obsada Ligi Europy jest wyjątkowo bogata. Barcelona, Napoli, RB Lipsk, Borussia, Lazio, Lyon, Bayer, West Ham. Jest dużo tych drużyn. Pod koniec przyszłego tygodnia, w niedzielę derby Sevilli. Będą zaciekłe, ogniste i o dużą stawkę. Betis rzuci rękawice i włączy się do walki o tytuł, czy może Sevilla po derbach wskoczy na fotel lidera? Wszystko okażę się 27 lutego.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.