I tylko Piast zrobił pozytywne wrażenie. Niesmak po europucharach

Waldemar Fornalik

Waldemar Fornalik / fot. Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Za nami dwa dni maratonu z udziałem polskich zespołów grających w eliminacjach europejskich pucharów. Ciężkie dwa dni.

Kompromitacji ciąg dalszy. Czyli nic nowego przy Łazienkowskiej

Kibice Legii Warszawa w środę mogli (ponownie) budzić się ze sporym kacem moralnym. Powróciły najgorsze koszmary. Legia pożegnała się z Ligą Mistrzów już w drugiej rundzie eliminacji. I to z drużyną, którą śmiało można określać europejskim przeciętniakiem. I to takim mocnym. Jasne, ktoś powie – Cypr to i tak solidna liga na tle tych, z którymi już Legia nie dawała rady. Ale no… bez jaj.

Dalsza część newsa pod materiałem wideo

Dwie rzeczy bolą najbardziej. Pierwsza – „Wojskowi” właściwie sami sobie przeszkadzali. Zwłaszcza w defensywie. Artur Jędrzejczyk i Filip Mladenović mieli dawać doświadczenie i pewność siebie w tyłach. A na początku dogrywki dali… ale rzut karny Omonii. Nie mówiąc o Igorze Lewczuku i jego czerwonej kartce…  Druga rzecz – transfery. Nowi zawodnicy mieli dawać siłę stołecznym i być decydującym czynnikiem w eliminacjach. Artur Boruc, Bartosz Kapustka czy Rafael Lopes miały być brakującymi ogniwami. Z nowych piłkarzy zagrać zdążyli Mladenović i Boruc. Juranović i Lopes nie zdołali do tej pory poważniej zagrać, a Kapustka zaliczył do tej pory kilkanaście minut. Czyli wychodzi na to, że Legia w większości ściągnęła nieprzygotowanych zawodników. Natomiast CV i głośność nazwisk nieco przyćmiła wszystkich spojrzenie na te transfery.

Większość osób to wszystko może dziwić i smucić. W końcu Legia miała stosunkowo niedługą przerwę. W lidze dość wyraźnie zdobyła mistrzostwo. Trzeba mieć jednak na uwadze problemy w końcówce sezonu. Już wtedy styl mocno odbiegał od życzeń. Plus trener Aleksandar Vuković może bronić się licznymi kontuzjami. Ale dla mnie to nadal dla mnie tylko wymówka.

Piast na plus, reszta do zapomnienia

Lech Poznań i Piast Gliwice dalej są w eliminacjach do Ligi Europy. A szybko pożegnała się już z nią Cracovia.

Nie jest to dla mnie mega zaskakujące. Z wczorajszych trzech meczów dla mnie najlepiej pokazali się podopieczni Waldemara Fornalika. Tutaj przede wszystkim (w odwrocie do Legii) sporo dali nowi piłkarze. Patryk Lipski z ważną bramką na początku meczu. Jakub Świerczok skończył spotkanie z jednym trafieniem, a mógł mieć nawet hat-tricka (zwłaszcza ta sytuacja w końcówce – totalne nieporozumienie). No i nie mam pytań, co Michał Żyro posyłał prostopadłe podania po wejściu na boisku. Piast mimo ponownej straty ważnych piłkarzy szybko uzupełnia kadrę. I to pokazuje mądrość działaczy i ciągłość wizji Waldemara Fornalika.

Cracovia w ogóle mnie nie zdziwiła wynikiem. Malmoe szybko ją napoczęło. I tak jak jest powiedzenie – szybko strzelony gol ustala mecz, tak tutaj spełniło się w pełni. „Pasy” miały momenty. Ale zazwyczaj mocno się gubiły. A Szwedzi – no pokazali, że nie bez powodu byli faworytami. Byli kilka klas lepszych i mogli wygrać wyżej. Zawiodły nieco skrzydła w Cracovii, które cokolwiek zaczęły pokazywać w drugiej połowie. A z tyłu zespół dość często się gubił. Szybko skończyła się przygoda Cracovii z europejskimi pucharami. Szkoda, po takim świętowaniu zdobycia Pucharu Polski  Michał Probierz musi poczekać kolejny rok, by zagrać na nosie hejterom.

Najbardziej do przemilczenia jest dla mnie mecz Lecha Poznań. Może to dziwić, bo dość łatwo Valmierę. Ale pierwsza połowa była do zapomnienia. A po drugim golu „Kolejorza” rywalom wyraźnie odechciało się grać. Do wyróżnienia dobra dyspozycja Mikela Ishaka i udane wprowadzenie do zespołu. Zobaczymy jak w kolejnych spotkaniach.

Reasumując – Piast najlepiej pokazał się z czterech polskich zespołów w eliminacjach do europejskich pucharów. Jest to dla mnie lekkie zaskoczenie, bo nie zdziwiłbym się, gdyby z Dinamem jednak odpadli. Ale dali radę. O ile nie trafią na mocnego oponenta w kolejnej fazie, to mogą jeszcze trochę pograć w eliminacjach. Najwięcej wątpliwości zrodziło się we mnie w stosunku do Legii. Niezależnie na kogo trafi, to nie można już absolutnie mówić, że są faworytami. Mogą odpaść z każdym. To jest bolesne, ale niestety – tak częste porażki powodują, że powoli tracę w wiarę, że nasz futbol klubowy będzie się jakkolwiek liczyć w następnych latach.

 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.