Hirek Wrona: Manchester United to nie tylko Matić i Pogba

Wikipedia

Hieronim “Hirek”  Wrona to jeden z najlepszych ekspertów muzycznych w Polsce. Dziennikarz, publicysta, producent, reżyser… a do tego wielki fan piłki nożnej (szczególnie Manchesteru United) i DJ na Stadionie Narodowym przy okazji meczów reprezentacji Polski.

Kamil Gieroba: Skąd wzięło się u Pana zamiłowanie do piłki nożnej?

Hirek Wrona: Pochodzę z miasta mocno związanego z piłką nożną – z Mielca. Gdy zaczynałem interesować się futbolem, Stal grała w drugiej lidze. Moim sąsiadem wtedy był lewy obrońca Stali – Leszek Gaj. Byłem także na pierwszym meczu po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej. Cały Mielec świętował, gdy pokonała Wisłę Kraków 5:2. Potem mistrzostwo Polski w 1973 roku, trzecie miejsce w kolejnym sezonie, pamiętne mecze w europejskich pucharach z Realem Madryt, czy Hamburgerem SV (w sezonie 1975/76). Akurat lata 70-te były wielkie dla Stali. Co ciekawe na pierwszym miejscu dla mnie zawsze była koszykówka. Wszyscy wtedy chodzi na mecze piłkarskie, na piłkę ręczną, siatkówkę, odnosiliśmy sukcesy w pływaniu… ale koszykówka była mocno zaniedbana. Chciałem też zaimponować trochę dziewczynom, że zajmuję się czymś nietypowym. Trenowałem przez całe liceum, grałem jeszcze na studiach… wtedy, dzięki jednemu z trenerów, natknąłem się na wideo z Kareemem Abdul-Jabbarem. Widząc jego grę stałem się fanem Los Angeles Lakers i jestem nim do dzisiaj.

Zainteresowanie Manchesterem United to był zbieg okoliczności, czy przez fascynację jednym z piłkarzy?

W 1970 roku przeczytałem artykuł w „Piłce Nożnej” o pamiętnej katastrofie lotniczej w Monachium. Manchester później odbudował zespół i zdobył mistrzostwo Anglii w 1967 roku, a rok później triumfował w Pucharze Europy. Poruszyła mnie ta historia. Mimo takich strat podnieśli się niczym Feniks z popiołów i odnosili zwycięstwa. W ten sposób 47 lat kibicuję już „Czerwonym Diabłom”.

Był może piłkarz, który w tamtych czasach stał się dla Pana idolem?

Z czasem rzeczywiście miałem paru ulubieńców. Oczywiście uwielbiałem George’a Besta. Bardzo lubiłem też Nobby’ego Stilesa. Nie grał porywająco, bardziej typ specjalisty od czarnej roboty na boisku. Można powiedzieć, że był „ochroniarzem” Besta i Bobby’ego Charltona. Byłem fanem także takich piłkarzy, którzy później grali dla United, jak chociażby Bobby Robson. Później oczywiście na fali byli Eric Cantona, Roy Keane… czyli generalnie zawodnicy z mocnymi charakterami.

Które z letnich wzmocnień Manchesteru uważa Pan za naljlepsze?

Uważam, że zdecydowanie Nemanja Matić. Śmieszna jest w ogóle historia jego transferu. Gdy był jeszcze piłkarzem Chelsea, to jego agent zadzwonił do Jose Mourinho i spytał go, czy chciałby Maticia u siebie. Ten stwierdził: oczywiście, że tak, ale to niemożliwe. To najważniejszy zawodnik dla United od czasów Roy’a Keana. Matić jest kluczowy dla drugiej linii i jest jednym z najlepszych defensywnych pomocników od lat. Morgan Schneiderlin niestety był za słaby. Kolejni zawodnicy także się nie sprawdzali. Niektórzy zarzucają wręcz Manchesterowi, że ich gra zależy od dyspozycji dwóch piłkarzy: Maticia i Paula Pogby. Wydaje mi się, nie jest tak do końca. Gdy przez jakiś czas zabrakło Pogby, to United jednak przyzwoicie sobie radzili. Może ciut gorzej niż z Francuzem, ale nie było źle. Jednak w przypadku Pogby szybciej można znaleźć zastępstwo, niż w przypadku Maticia. Fellaini ma inny styl, a Herrera nie gra na takim poziomie.

Zbliża się zimowe okienko transferowe, Pana zdaniem które pozycje należy jeszcze wzmocnić u „Czerwonych Diabłów”?

Przydałby się lewy obrońca. Luke Shaw chyba mentalnie nie pasuje do tej drużyny. Ponoć ma najlepsze testy wydolnościowe, ale nie potrafi jakoś znaleźć wspólnego języka z Jose Mourinho. Na lewej obronie niby może grać Marcos Rojo, lecz on bardziej jest typowym stoperem. Ashley Young też niejednokrotnie występował w defensywie, jednak wyraźnie ciągnie go do przodu.

Pamiętamy okres przygotowawczy w wykonaniu Manchesteru United. Chociażby ten mecz z Realem Madryt w Superpucharze Europy. Jak oceni Pan postęp drużyny w ciągu tych kilku miesięcy?

Przede wszystkim widać, że jest dobra atmosfera w zespole. Przykładowo, w meczu z Watfordem prowadzili już 3:0. Pozwolili sobie na moment dekoncentracji, ale dali radę gdy trzeba było jeszcze popracować trochę nad korzystnym wynikiem. Ta drużyna zaczyna się świetnie rozumieć. Szkoda trochę, że z składu zniknął Henrikh Mkhitaryan. Z kolei miejsce sobie wywalczył Anthony Martial. To pokazuje, że Mourinho często stawia na rotacje. Ma szeroką kadrę, wszyscy grają i znają swoje miejsce w hierarchii. To nie jest sztywny skład jak w Chelsea, widać, że zespół jest zgrany.

Oczywiście trzeba podkreślić, że Mourinho nie osiągnąłby takiego sukcesu na Old Trafford, gdyby nie różne, sprzyjające okoliczności. Chociażby przyjście Zlatana Ibrahimovicia wprowadziło w szatni fajną atmosferę mobilizacji. Jak na swój wiek dodatkowo był w znakomitej formie. Uważam, że odejście Wayne’a Rooney’a także nieco oczyściło aurę. Po dwóch słabszych sezonach łatwiej było go oddać Evertonowi i tym samym wpłynąć nieco na negocjacje dotyczące Romelu Lukaku. Dodatkowo szczęście z transferem Maticia i fakt, że David de Gea zgodził się, by jednak zostać w klubie.

Warto także wspomnieć, że w zespole jest wielu piłkarzy, którzy przyszli za Luisa van Gaala, a ten nauczył ich utrzymywania się przy piłce. Teraz to przydaje się także w systemie, który preferuje Mourinho. Drużyna została przekształcona, a nieszczęścia z ostatnich sezonów powoli zapadają w niepamięć. Boję się tylko, że progres zostaje zatrzymany, gdy Portugalczyk odejdzie.

Który zespół może powstrzymać Manchester City w tym sezonie w walce o mistrzostwo? Czy w ogóle jest ktoś taki?

Może być tak, że ominą ich wszelkie kryzysy. Nie zdziwiłbym się, gdyby powtórzyła się sytuacja z sezonu 2003/04, gdy Arsenal nie przegrał meczu. Zobaczymy w jakiej dyspozycji „The Citizens” wejdą w nowy rok. Ten okres świąteczno-noworoczny może być właśnie kluczowy w walce o tytuł. Jak na razie oprócz absencji Sergio Aguero, to kontuzje ich omijały. Póki co to, że mają taką przewagę nad rywalami, to według mnie nie jest już wszystko skreślone. Był taki sezon, gdy Newcastle United miało dwanaście punktów przewagi nad Manchesterem United w styczniu… i nie zdobyli mistrzostwa.

Część czytelników może o tym nie wie, ale ma Pan dużo do czynienia z piłką nożną, choć głównie można kojarzyć Pana jako dziennikarza muzycznego. Oprócz kibicowania angielskiej piłce, jest Pan także oficjalnym DJ-em na Stadionie Narodowym w Warszawie. Stąd pytanie – jak ma się gust naszych reprezentantów?

Zawsze, gdy pada pytanie o gusta reprezentantów, odpowiadam: jest bardzo dobrze. Są to młodzi ludzie, którzy nie zajmują się zawodowo muzyką tak jak ja. W związku z tym trudno im dojść do niektórych rzeczy, więc wspomagają się współczesnymi środkami. Dlatego nie spodziewajmy się, że wszyscy nagle zaczną słuchać Maćka Obarę (pozdrawiam z tego miejsca). Potrzebują dobrej energii, rozrywki.

Piłkarze, którzy grali lub grają w Anglii słuchają zespołów brytyjskich. Robert Lewandowski, czy Bartosz Kapustka są fanami „czarnych brzmień”. Kamil Glik lubi mocniejszą muzykę. Zrobiła się ogólnopolska afera z disco polo, ale absolutnie nasi zawodnicy nie są do tego ograniczeni. Trzeba też podkreślić, że disco polo tak naprawdę przyszło z Rosji i tam ta muzyka jest naprawdę mocno rozwinięta. Zatem to, że czasem ktoś posłucha takich utworów, to żadna katastrofa. Muszę wspomnieć też, że Kamil Grosicki kiedyś podrzucił mi kilka naprawdę świetnych, tanecznych utworów.

A jak wygląda selekcja utworów, których można posłuchać przy okazji meczów?

Wybieram piosenki według pewnego klucza, tzn. według wymagań FIFA i UEFA. Są pewne rzeczy podkreślone, że nie może być nawoływań do rasizmu, nikogo nie można obrażać… ale nikt mi nie narzuca konkretnej muzyki. Warto podkreślić, że nikt nie zatwierdza wybranych przez ze mnie piosenek. Staram się jednak nie puszczać polskich utworów, by nie odciągać uwagi kibiców od tego co dzieje się na boisku. Zawsze to wydarzenie sportowe ma być w centrum wydarzeń. Ważne jest też, że spiker nie może jakkolwiek wpływać na rozwój wydarzeń w trakcie meczu. Beznamiętnym głosem musi podawać szczególne komunikaty. I tak na tle Europy poszliśmy naprawdę krok do przodu. Jako pierwsi zaczęliśmy miksować teledyski dotyczące meczów reprezentacji. Przepisy są jednak takie, że nigdy nie będziemy prowadzić takiej oprawy, jak chociażby przy okazji meczów siatkówki.

Ma Pan ulubione piosenki, najbardziej kojarzące się z meczami Polski?

Cóż, często gram utwór „Delilah” Toma Jonesa, bo uwielbia to prezes Zbigniew Boniek. Nie dlatego, po to mój zwierzchnik, a ze zwykłych wyrazów szacunku. W trakcie ostatnich eliminacji dość często sięgałem po „Damy radę” zespołu WWO. Rozgrzewka lub przerwa przed drugą połową, to zazwyczaj odpowiedni moment na taką piosenkę. Kolejnym wyborem jest zmodyfikowana wersja „Welcome to the Jungle” (Guns N’ Roses), gdzie wprowadziłem taki motyw, że w trakcie mixu słychać głośne „Polska!”. Z kolei przy skrótach i bramkach często gram „Don’t Care”, autorstwa EVOREVO. Znakomity, instrumentalny utwór. No i do zamknięcia pięknej piątki: Gorillaz – Strobelite, które według mnie idealnie nadaje się do atmosfery na stadionie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi