NA GORĄCO

Hamulec Arsenalu nadal zaciągnięty

1 lutego 2018, 17:25 | Foto: goal.com | Autor: Mateusz Kasowski
Hamulec Arsenalu nadal zaciągnięty
Premier League
0

Bardzo dobre okienko w wykonaniu Arsenalu. Ściągnięcie Pierre-Emericka Aubameyanga, wymiana toksycznego w ostatnim czasie Alexisa Sancheza na Henricha Mchitariana, a także przedłużenie kontraktu przez Mesuta Ozila to ogromne sukcesy „Kanonierów”. Jednak największy problem nadal na Emirates jest.

Żeby jednak nie było tak kolorowo warto wspomnieć o osłabieniach. Odszedł Francis Coquelin, który niedawno ratował tyłek Wengerowi, łatając ogromną dziurę w środku pola. Francuz co prawda zdecydowanie był poza formą w tym sezonie i nie mieścił się w głównym ustawieniu, jednak wystawienie go zawsze dawało pewność, że będzie gryzł trawę, co w przypadku niektórych graczy Arsenalu w ostatnim czasie nie było tak pewne. Odeszli również skrzydłowi Alex Oxlade-Chamberlain i Theo Walcott. Ten pierwszy nigdy nie doszedł do formy na miarę swojego potencjału, a blisko 40 milionów euro zarobku to spory zastrzyk. Z kolei Walcott stał się już prawdziwą legendą, jednak jego niebywała szybkość niewiele daje, gdy Anglik ciągle musi zmagać się z kontuzjami. W tym sezonie po 12 latach wydawało się, że jego dni na Emirates dobiegły końca. Nie potrafił załapać się do składu, a i sam menedżer stracił chyba cierpliwość.

W pewnym sensie rozliczeniem transferu Aubameyanga było odejście Oliviera Giroud i tutaj należy dłużej się pochylić. Bo choć kibice od zawsze psioczyli na Francuza, który czasami swoimi ruchami z pewnością nie przypominał baletnicy, to przez lata dał Arsenalowi bardzo wiele. Gdy pięć i pół roku temu Arsene Wenger wyciągał go z Montpellier, mało kto przewidywał, że to on będzie przez lata pierwszym wyborem w linii ataku. Choć wielokrotnie irytował bezsensownie kłócąc się z sędziami bo stratach piłki, swoje jednak robił.

W 180 meczach zaliczył 73 bramki i zanotował 27 asyst, czyli miał udział przy 100 bramkach. Wiele zespołów mogłoby sobie życzyć takiego snajpera. W tym sezonie było jednak słabiej, strzelił w Premier League tylko cztery bramki. Do tej pory jednak w każdym sezonie zapewniał strzelenie kilkunastu bramek. I przede wszystkim w każdym meczu można było zobaczyć jego serce na murawie. I za to był ceniony przez kibiców.

I w końcu poszedł sobie Alexis Sanchez. Trzymanie kogokolwiek na siłę jest kompletnie bez sensu. Skoro Chilijczyk chciał opuścić Emirates, trzeba było mu na to pozwolić już latem. Choć 29-latek od momentu przybycia do stolicy Anglii stał się liderem „Kanonierów”, jego gra w tym sezonie wołała o pomstę do nieba. W zasadzie nie gra, bo nadal strzelał bramki i w kilku spotkaniach, podobnie jak w poprzednich sezonach wyglądał na tle kolegów niczym Messi w B-klasowej drużynie. Jednak gołym okiem widać, że momenty, w którym oddawał serce przeminęły z wiatrem.

Chilijczykowi zdecydowanie się już nie chciało, myślami był z dala od Emirates. Z czasem stał się już wręcz toksyczny, swoją postawą denerwował kolegów, zdecydowanie atmosfera w szatni była przez niego bardziej gorąca niż zwykle. I choć zdecydowanie to ogromna strata sportowa, ważniejsze w pewnych sprawach mogą wydawać się inne rzeczy. Szczególnie, że zawodnikowi zostało do końca kontraktu pół roku i na sto procent odszedłby latem za darmo. A tak przynajmniej „Kanonierzy” zyskali gracza światowego formatu, Henricha Mchitariana.

Armeńczyk zdecydowanie nie potrafił odnaleźć się w Manchesterze United, jednak miał kilka fantastycznych przebłysków. Półtora roku na Old Trafford zawodnik nie przesiedział, co daje nadzieję na natychmiastowe wzmocnienie zespołu. 29-latek nie raz już bowiem udowadniał, że potrafi grać w piłkę.

Na koniec wczorajszy transfer po wielodniowej sadze transferowej, kontrakt podpisał Pierre-Emerick Aubameyang. Gabończyka od dawna chciało pół Europy i niektórzy dziwią się, że zawodnik w końcu zdecydował się wybrać ekipę Arsenalu, choć z pewnością miał oferty z jeszcze lepszych klubów. Ale to „Kanonierzy” w końcu pokazali, że potrafią twardo negocjować do samego końca i pobili swój rekord transferowy, sprowadzając napastnika na Wyspy. Aubameyang to prawdziwa maszyna do strzelania bramek, której wystarczy dokładnie dograć, a resztą zajmie się sam. Teraz Arsenal ma więc dwóch snajperów, którzy wolą mieć piłkę przy nodze, ciężko więc oczekiwać, żeby Auba i Lacazette grali koło siebie, uzupełniając się, ponieważ ich styl nie za bardzo się różni.

I tu też pojawia się problem, bowiem Arsenal zimą pozbył się trzech skrzydłowych, a nie pozyskał żadnego. Co więc wymyśli teraz Arsene Wenger? Choć i Mchitarian i Aubameyang mogą grać na bokach pomocy, zdecydowanie na tych pozycjach tracą sporo ze swojej wartości. A młodzi Ainsley Maitland-Niles i Alex Iwobi nie prezentują jeszcze odpowiedniego poziomu, by zastąpić Alexisa Sancheza.

Dodatkowo Arsenal w tym sezonie nałogowo traci wręcz bramki, co wymagało pozyskania przynajmniej jednego obrońcy zimą. Skończyło się tylko na Konstantinosie Mavropanosie, jednak młody Grek wydaje się bardziej melodią przyszłości, aniżeli wzmocnieniem na teraz.

Kto wie, czy w tym okienku transferowym najlepszą wiadomością nie jest przedłużenie kontraktu przez Mesuta Ozila. Reprezentant Niemiec według mediów złożył podpis nad nową umową, dającą mu największą tygodniówkę w historii klubu. Byłaby to kapitalna wiadomość, bowiem 29-latek to prawdziwy reżyser gry „Kanonierów”.

I choć jego udział w grze defensywnej jest żaden niewielki, potencjał ofensywny tego zawodnika jest niemal nieograniczony. Ozil kapitalnie potrafi kontrolować tempo gry i dysponuje fantastyczną wizją gry, co w połączeniu z kapitalną techniką daje świetne efekty. W każdym sezonie obecny mistrz świata daje kolegom mnóstwo asyst, a także sam strzela bramki. Do tego doskonale wykonuje stałe fragmenty gry.

Nadal jednak Arsenal jest na hamulcu ręczny w postaci Arsene Wengera. Francuski menedżer choć jest żywą legendą „Kanonierów”, od dawna jest już wypychany z Emirates rękami i nogami przez kibiców. Niestety tylko przez kibiców, którzy mają już dość 68-latka.

Choć to Wenger stworzył nowy model Arsenalu i to on zbudował pamiętny zespół, który w sezonie 2003/2004 nie przegrali ani jednego meczu w Premier League i zgarnęli złote trofeum. Obecna ekipa z tamtą nie ma już jednak kompletnie nic wspólnego, a jedyną osobą, która tego nie rozumie, wydaje się właśnie Wenger. Dodatkowo kibice zarzucają od lat trenerowi przesypianie okienek transferowych i brak dużych transferów na miarę klubu.

Patrząc na Francuza wydaje się, że zatrzymał się właśnie w tamtym okresie. Niestety od tamtej pory gra zdecydowanie ewoluowała, a „Kanonierzy” zdecydowanie za nią nie nadążają. Choć są momenty, gdy Arsenal gra pięknie dla oka, zdecydowanie niewiele to daje. Trzy Puchary Anglii przez dziesięć lat to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań i od dawna fani „The Gunners” domagają się zmiany menedżera. Na ten moment wydaje się jednak, że doświadczony szkoleniowiec jest ważniejszy od dobra zespołu, bowiem mimo wielu niepochlebnych opinii, Francuz nadal może liczyć na kontrakt. Wydaje się wręcz, że to tylko i wyłącznie on o tym decyduje.

Więc mimo, że świetne informacje z zimowego okienka transferowego tylko na chwilę mogą przesłonić prawdziwy problem. Choć przeglądając media społecznościowe wydaje się, że nikt dzięki transferom nie założył różowych okularów. Silnik Arsenalu został doładowany, ale zaciągnięty hamulec ręczny ciągle nie został zwolniony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przejdź do paska narzędzi