Gdy sama gra w piłkę schodzi na dalszy plan

NBC News

Jako, że to felieton, praktycznie nie da się nie skomentować katastrofy w Kolumbii. Takie rzeczy niestety się zdarzają, ale po raz kolejny pokazuje to jedną podstawową rzecz. Piłka nożna przede wszystkim łączy. W takich chwilach kończą się bowiem wszelkie podziały.

Wtorkowy poranek to była prawdziwa masakra. Wstając rano przed zajęciami, wyskoczył mi artykuł o katastrofie, natomiast zwyczajnie nie miałem czasu zagłębiać się w temat. Dopiero na miejscu dokładnie przeczytałem o co chodzi. I pierwsze wrażenie – szok.

Z reguły staram się do wszelkich spraw podchodzić racjonalnie, nie przejmuje się nad wyrost, ze wszystkiego wyciągam wnioski. Jednak tak wielka tragedia poruszyła jednak i mnie. Gdy czytałem kolejne artykuły na ten temat, dzień ten przestał być dla mnie zwykły. Współczułem oczywiście rodzinom ofiar i kibicom tego fantastycznego klubu, jednak zdawałem sobie sprawę, że i tak jestem malutkim pionkiem w wielkiej skali, a tak jak duża większość kibiców, którzy nie śledzą na bieżąco futbolu w Ameryce Południowej, tak naprawdę wcześniej o takim klubie nie słyszałem.

Podczas zajęć, doszliśmy z kolegami do wniosku, że robiąc ćwiczenie, warto byłoby poszerzyć swoją wiedzę, dzięki wujkowi Google. Po wyszukaniu kilku informacji, natrafiliśmy na zdjęcie trzech zawodników siedzących samotnie w szatni Chapecoense, które znacząco nas poruszyło.

Po południu, w domu, siedząc już na spokojnie, docierałem do kolejnych informacji, które w internecie i telewizji ciężko było ominąć. Gdy wszyscy jednak nadal nie mogli zrozumieć tak wielkiej tragedii, dotarłem do pewnej informacji.

Jeden z zawodników, 22-letni Tiaguinho dwa dni przed tym dramatem dowiedział się, że zostanie ojcem. W połączeniu z filmikiem, w którym w bardzo ciekawy sposób dowiedział się o błogosławionym stanie swojej żony, zostałem kompletnie rozbity. Po prostu siadłem na kanapie, a z moich oczu poleciały łzy. Kompletnie bezwładnie.

Niestety katastrofy lotnicze zbierają swoje masakryczne żniwa, nie mając żadnych skrupułów. Tak było w przypadku Manchesteru United, Torino, The Strongest La Paz, Alianzy Lima, reprezentacji Zambii, czy hokeistów Lokomotiwu Jarosław. We wszystkich tych sytuacjach sama piłka schodziła na dalszy plan. Ludziom, którzy znali poszczególnych zawodników nie w głowie było granie, a cały sportowy świat nie mógł do końca otrząsnąć się po tragicznych wiadomościach.  Często mecze najzwyczajniej w świecie są odwoływane, rozgrywki zawieszane, bądź piłkarze przed swoimi spotkaniami minutą ciszy starają się uczcić pamięć ofiar, kolegów po fachu.

Bardzo podobnie było przecież również w Polsce, całkiem niedawno, choć nie na tak wielką skalę. W tym roku piłkarze Wólczanki Wólka Pełkińska wybierali się na mecz do Świdnika, gdy jedno z aut wpadło pod nadjeżdżającą ciężarówkę, a śmierć poniosło pięciu piłkarzy.

Wszystko inne zaczyna w takich sytuacjach schodzić na dalszy plan, jednak niestety nad pewnymi rzeczami nie jesteśmy w stanie zapanować, a przede wszystkim ich cofnąć. Kluby, nawet najbardziej znienawidzone nawzajem odchodzą wtedy od rywalizowania i wzajemnie się wspierają.

Przecież w piłce o to chodzi, by grać o zwycięstwo, szczególnie, gdy w grę wchodzi międzynarodowe trofeum (pod względem “ważności” odpowiednik Ligi Europy). Piłkarze Atletico Nacional nie wyobrażają jednak sobie siebie odbierających trofeum. Na taki gest stać tylko wielkich ludzi. I o tym warto pamiętać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *