Felieton: Czy to koniec wielkiego Luisa Suareza?

Sigmalive

Luis Suarez do najbardziej lubianych piłkarzy globu raczej nie należy. Taki stan rzeczy specjalnie nie dziwi, znamy jego boiskowe wybryki, symulki, machanie łapami i dyskusje z arbitrami. Czegoś natomiast odmówić mu nie można – klasy piłkarskiej. Bez wątpienia jest to jeden z najlepszych napastników ostatniej dekady, o ile nie najlepszy. Kluczowy w słabiutkim Liverpoolu, który ciągnął na swoich barkach, kluczowy w Barcelonie, gdzie w zaledwie kilka lat stał się piątym strzelcem w historii klubu, wyprzedzając takie tuzy jak Eto’o i Paulino Alcantara. No ale jak mawia klasyk polskiej piosenki – nic nie może przecież wiecznie trwać. Latka lecą, nikt młodszy się nie robi. Tyczy się to też Suareza, którego forma (a raczej jej brak) od kilku miesięcy spędza sen z powiek sympatykom Blaugrany. Nasuwa się więc pytanie – czy to koniec wielkiego El Pistolero? Może już czas na znalezienie następcy? Zapraszam do lektury.

O tym, ile dobrego zrobił dla Barcy, chyba za bardzo nikogo nie trzeba przekonywać. 168 bramek, między innymi w fazie pucharowej Ligi Mistrzów, także w samym finale i aż 9 w Klasykach z Realem Madryt. Do tego spektakularna jak na snajpera ilość asyst i niezliczona liczba fenomenalnych podań, czynią zeń piłkarza kompletnego. Problem polega na tym, że to wszystko miało miejsce dawno temu. Dość powiedzieć, że w ostatnich trzech odsłonach Champions League zdobył łącznie zaledwie cztery gole, a w trwającej edycji jeszcze nie wpisał się na listę strzelców. Wygląda to słabo w porównaniu do jego pierwszych dwóch sezonów w granatowo-bordowych barwach, gdzie tych bramek zdobył w sumie 15. I to z jakimi rywalami – PSG, Juventus, Manchester City. Sami czempioni najpotężniejszych europejskich lig. Wszyscy pamiętamy, jak przerzucił piłkę piętą nad Benatią i zakładał siatki Davidowi Luizowi. Dzisiaj takie zagrania przydarzają mu się coraz rzadziej.

Dobrze znany jest fakt, iż Barcelona desperacko pragnie odzyskać Puchar Mistrzów, lecz bez trafień Suareza może być o to trudno, ponieważ Messi w pojedynkę całej ofensywy nie ogarnie. A Luisito ostatnimi czasy raczej potyka się o piłkę, aniżeli pakuje ją do siatki. Częściej ma pretensje do kolegów, że nie dobiegają do podań przezeń wykonywanych, choć z celnością to mają one tyle wspólnego, co Hudson-Odoi z regularnymi występami w Chelsea. Suarez swoją grą po prostu denerwuje. Marnuje mnóstwo sytuacji, nie kreuje już takowych, rusza się jak wóz z węglem i popełnia błędy techniczne rodem z podwórka. Okej, w lidze liczby stoją za nim, 25 goli w poprzednim sezonie, w obecnym 15, ale nie do końca broni go ogólna postawa. Solidne występy coraz częściej przeplata takimi, które przyprawiają kibiców o ból głowy. Wciąż jest ważny, gra wygląda płynniej, gdy znajduje się na murawie, ale pytanie – czy Barca nie potrzebuje więcej niż tylko pojedynczych przebłysków dawnej świetności? I czy Suarez jest w stanie jeszcze być tym graczem, który tę jakość zapewni? W mojej opinii – tak, ale pod jednym warunkiem.

Media donoszą, że włodarze Dumy Katalonii rozglądają się powoli za młodym, perspektywicznym napastnikiem, który mógłby szlifować swój warsztat pod okiem snajpera z Salto, a później zająć jego miejsce. I to jest najrozsądniejsze rozwiązanie tego problemu. Po pierwsze, reprezentant Urugwaju będzie miał więcej okazji do odpoczynku, a jak pokazał ten sezon – wypoczęty Suarez to lepszy Suarez. Gdy rozgrywał jeden mecz tygodniowo potrafił być skuteczny, przypominać samego siebie z okresu dominacji tria MSN. Teraz, gdy Barca przechodzi przez maraton meczów co trzy dni były zawodnik Liverpoolu gra tak, jak opisałem to wyżej – nieefektywnie oraz irytująco. Po drugie, potencjalny następca będzie powoli wdrażał się w futbolową filozofię mistrza Hiszpanii ucząc się od kogoś, kto te schematy rozumie jak mało kto. Sytuacja z takich, jak to mawiają Anglicy, win-win. Młody się czegoś nauczy, a weteran odsapnie.

Luis Suarez wielkim piłkarzem jest. To nie ulega wątpliwości. Tylko ze względu na wiek trzeba z niego tę wielkość wydobyć w inny sposób – znaleźć mu godnego następcę, który niedługo przejmie pałeczkę na środku ataku, a teraz zapewni chwilę wytchnienia w mniej istotnych momentach sezonu.  Były napastnik Liverpoolu, choć ostatnio w cieniu samego siebie sprzed lat, jeszcze ostatniego słowa nie powiedział.

 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *