NA GORĄCO

Faul, którego nie było. Transfer, do którego nie doszło – Podsumowanie Tygodnia

5 lutego 2018, 21:49 | Foto: kepka.com | Autor: Michał Kozłowski
Faul, którego nie było. Transfer, do którego nie doszło – Podsumowanie Tygodnia
Blogi
0

Ubiegły tydzień minął w cieniu kończącego się okna transferowego. Pomimo Deadline Day miało miejsce dużo innych emocjonujących kwestii. O 90% z nich zapewne słyszeliście, lecz o 70% już zapomnieliście. Cofnijmy się więc w czasie niczym Emmett Brown i Marty McFly w „Powrocie do Przyszłości” i przypomnijmy sobie, co działo się przez ostatnie siedem dni.

Zaślepiony marzeniami

Wyobraź sobie, że jesteś piłkarskim trenerem. Albo jeszcze gorzej – prezesem. Zastanów się więc, jaka może być Twoja najgorsza udręka (oprócz niezbyt ciekawego filmu jednego z zawodników, który trafia do mediów). Tej udręce na imię Kamil, a na nazwisko Grosicki. Skrzydłowy polskiej reprezentacji postanowił wykorzystać jeden ze swoich ulubionych dni w roku na rozpoczęcie nowego epizodu swojej kariery. Popularny „Turbo Grosik” wymyślił, że zmieni sobie klub. Bo po co siedzieć w jakimś tam Hull, które walczy o wyjście ze strefy spadkowej. Lepiej odejść sobie do drugiego w tabeli Derby County, nie? Jeszcze niedawno Dominik Nagy został zesłany do drużyny rezerw za to, że źle wypowiedział się o kibicach chuliganach, którzy napadli na autokar. Prezesowi Mioduskiemu nie podobało się, że Węgier uznał, iż nie czuje się bezpieczny. W Anglii można natomiast pełnoprawnie pisać na Twitterze, że nie podoba nam się w klubie i najchętniej odeszlibyśmy z niego już dziś, a pierwszy skład i tak będzie stać przed nami otworem. Które podejście jest lepsze? Oceńcie sami.

(Lej)czester

Myślicie, że takie przypadki zdarzają się tylko w niższych ligach? Nie wiem, co myślicie, ale jeśli „tak”, to srogo się mylicie. Popatrzmy na przykład Riyada Mahreza. W tym sezonie w Leicester był on jednym z nielicznych, którzy naprawdę starali się o wywalczenie zwycięstwa, a nie zadowolenie się z remisu z jakimś Stoke, czy Huddersfield. Okazuje się, że jak wszystko w piłce nożnej, i to zaangażowanie nie było do końca bezinteresowne. Mahrez po cichu (po cichu, bo nie pisał o tym w internecie) liczył na transfer do The Citizens. Mistrzem Anglii jednak nie zostanie. Zarząd „Lisów” zażądał zbyt dużą kwotę od, jak wiadomo, niezbyt zamożnego Manchesteru City i do transferu nie doszło. Afrykanin obraził się na prezesów swojego klubu i postanowił, że w ramach protestu zaprzestanie treningów. W zasadzie to ślad po nim zaginął – od 20 stycznia nikt nie widział go na murawie, opuścił już starcia z Evertonem i Swansea. Jak na ironie, w kolejnym meczu Lisy mierzyć się będą z Manchesterem City. Ciekawe, co zrobi Algierczyk. Obejrzy w spotkanie na kanapie, w jednym z bieszczadzkich domków wypoczynkowych, czy jednak uzna, że 200 tys., które to kary musi zapłacić zarządowi Leicester, wystarczy i nie warto tego dalej ciągnąć.

Plebiscyt… w zasadzie nie wiadomo czego

3 lutego miał miejsce plebiscyt magazynu „Piłka Nożna”. Magazynu, który osobiście bardzo lubię i zazwyczaj podzielam zawarte w nim opinie. Nie podzielam natomiast wszystkich wyborów owego magazynu, jeśli chodzi o sobotnie nagrody za rok 2017 (swoją drogą, to nie wiem, ile jeszcze miesięcy będą trwały takie podsumowania. Halo, mamy już luty!). Robert Lewandowski został wybrany najlepszym polskim grajkiem – tutaj oczywiście trudno się nie zgodzić. Całe szczęście, że Kamil Glik nie postanowił zakwestionować tego wyboru niczym kilka tygodni temu podczas gali „Przeglądu Sportowego”. Trenerem roku za wywalczenie awansu na MŚ został Adam Nawałka, a odkryciem Szymon Żurkowski, który jeszcze niedawno znajdował się na celowniku Borussii Dortmund. Niegdyś tę nagrodę otrzymywali Wojciech Szczęsny, Karol Linetty, czy Arek Milik, więc bardzo możliwe, że i tym razem redaktorzy się nie pomylą. Żeby nie było tak kolorowo – ligowcem roku został Arkadiusz Malarz. Z czego wiem Daria Kabała pracuje obecnie dla stacji NC+, a nie dla tygodnika „Piłka Nożna”, więc trudno domyśleć mi się skąd nazwisko 37-latka wzięło się na samym szczycie tej hierarchii. Może wy macie jakieś pomysły, dlaczego bramkarz, który już dawno powinien zasiąść na ławce warszawskiej Legii, zostaje wybrany najlepszym ekstraklasowym kopaczem.

Wróćmy jeszcze do wspomnianego wcześniej przeze mnie Kamila Grosickiego – według magazynu jest on najlepiej radzącym sobie piłkarzem w social media. Jestem jedynie ciekaw, czy statuetkę otrzymał za „Cioto, daje Tobie ostatnią szansę, a później blok”, czy może jednak za „Poproszę Niebieskiego Johnnego Walkera? A wie Pan ile to kosztuje?? A ja się pytam ile Pani kur** zarabia!!”.

Chcieli wydymać Freda… i im się to udało

Borussia Dortmund, Arsenal i Chelsea – ta trójka w ostatnim dniu okienka transferowego działało między sobą najintensywniej. Do Zagłębia Ruhry trafił Michy Batshuayi, który już w debiucie zaliczył dwa trafienia i zdobył serca fanów BVB. Rekordy w Premier League swoim trafieniem do siatki Evertonu pobił także Pierre-Emerick Aubameyang. Najgorzej do tej pory wypada Chelsea. Wiem, że to trochę dziwne, iż oceniam transfer Olivera Girouda jeszcze przed tym, jak pierwszy raz wybiegł na murawę w niebieskiej koszulce, jednak nie wydaje mi się, by miał dać tyle The Blues, co wcześniej wspomniani zawodnicy swoim klubom. Borussia dostała młodego, pełnego energii i sprytnego napastnika, Arsenal jednego z najlepszych na swojej pozycji snajpera, a na Stamford Bridge zawitał ochłap z The Emirates. Serio, jeśli ktoś powiedziałby mi kiedyś, że Chelsea będzie ściągała rezerwowych Arsenalu, nie uwierzyłbym w takie bajki. Z drugiej strony Giroud może naprawdę fajnie wkomponować się w styl gry ekipy Antonio Conte. Teraz nie tylko Alvaro Morata, ale i on będzie mógł wykańczać wrzutki Césara Azpilicueta’y.

Kadra wciąż jest kompletna, nie potrzebujemy zmian

Zostańmy jeszcze przy transferach i zerknijmy na to, co działo się latem w ekipie Realu Madryt. Niezły żart, nie? Królewscy z transferami mają ostatnio tyle wspólnego, co Antonio Vivaldi z polskim disco polo. Hazard, Courtois? A komu to potrzebne? „Dlaczego bronię swojej kadry? Mówię tak, bo wierzę w swoją kadrę. Dlaczego ktoś mi wmawia, że mam myśleć inaczej po 3-4 miesiącach, bo pojawiły się 2-3 złe wyniki. Nie zmienię się.” – mówił kilka tygodni temu Zizou. Jeśli więc on nie zamierza zmienić kadry, może Perez powinien zastanowić się nad zmianą trenera?

Tak, czy siak największym przegięciem była dla mnie kompromitacja w negocjacjach z Kepą Arrizabalagą. Chłopak nie gra w żadnym z czołowych drużyn, za pół roku kończył mu się kontrakt, klauzula wykupu także nie była zbyt wysoka. Co zrobił Real? Zastanawiał się. Może poczekać do wygaśnięcia kontraktu? A może już teraz zapłacić 20 milionów? I tak się zastanawiali i zastanawiali, aż Bilbao przedłużyło umowę ze swoim młodym talentem. Brzmi to jak nieśmieszny dowcip, ale jest to realna codzienność.

One Man Show

Tak należy nazwać wczorajszy mecz Liverpoolu na Anfield. Sędzia liniowy widział i wiedział więcej od głównego. Zaczęło się w miarę normalnie – Eric Dier już w pierwszych minutach pokazał, że nieco lepiej panuje nad kamerą, niż piłką i Salah po jego podaniu wyprowadził The Reds na prowadzenie. W 80 minucie Victor Wanyama uderzył nie tylko niesamowicie mocno, ale i precyzyjnie i mieliśmy remis. A później się zaczęło! Karny dla Kogutów za faul na Harrym Kane’ie, który jednak znajdował się na pozycji spalonej. Wtedy sędziego uratował Loris Karius, który idealnie wyczuł intencje Kane’a. Pod koniec meczu, gdy Liverpool prowadził już 2-1, mimo iż Jonathan Moss wywrócenie się Lameli potraktował jako symulację, w centrum uwagi po raz kolejny postanowił znaleźć się sędzia liniowy, który zapewne z Fortunie postawił na remis. Tak, czy inaczej, wczorajszy przypadek pokazuje, że nie tylko w Hiszpanii są beznadziejni arbitrzy. Są w Hiszpanii i w Anglii.

Comments are closed.

Przejdź do paska narzędzi