Euro 2020 – zadanie wykonane

Robert Lewandowski, reprezentacja Polski / fot. Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

W ostatnim meczu eliminacji do Euro 2020 reprezentacja Polski pokonała w Warszawie Słowenię 3-2. Ten mecz swoim przebiegiem niejako podsumował cały cykl eliminacyjny w wykonaniu piłkarzy Jerzego Brzęczka. Od początku było wiadomo, że jesteśmy najlepsi w tej grupie. Jednak jak to Polacy – musimy sami sobie robić pod górkę. 

Zadanie wykonane

Po rozlosowaniu grup eliminacyjnych do przyszłorocznego europejskiego czempionatu, kibice nad Wisłą z automatu przypisali Polsce pierwsze miejsce. Nie ma co się dziwić. Trafiliśmy na zespoły, które w żadnym razie nie powinny nam zagrozić. Można stwierdzić, że rywalami naszego narodowego zespołu były ekipy, które mają w swoich składach wyróżniających się zawodników, ale całościowo i tak są słabsze od Polski.

Zaryzykuję stwierdzenie, że tak na dobrą sprawę moglibyśmy złożyć jedną sensowną ekipę z najlepszych piłkarzy z kadry Austrii, Słowenii i Izraela. Wtedy byłoby jakieś, choćby najmniejsze zagrożenie, że nasza reprezentacja nie da sobie rady. Będąc kibicami w tym momencie, mamy to szczęście, że nie musimy z nerwów obgryzać paznokci i liczyć na kogoś innego. Nawet mając przy linii trenera, który nie ma żadnego doświadczenia na tym poziomie – awans był obowiązkiem i ten obowiązek został spełniony.

Autentycznie się cieszę

Nie chcę zostać posądzony o to, że umniejszam naszym zawodnikom, bo bilans 8-1-1 i tylko pięć straconych goli jest godny gratulacji. Ale moje wewnętrzne ja mówi mi, że w zasadzie to nic nadzwyczajnego się nie stało. Wygraliśmy grupę, którą musieliśmy wygrać. Z jednej strony bardzo cieszy fakt, że jesteśmy reprezentacją – od której wymagamy, a nie tylko życzliwie życzymy. Z drugiej jednak nie zapominajmy, że grając z Austrią czy Słowenią dało się zauważyć pewne braki w naszym zespole.

Cieszę się bardzo, że Polska reprezentacja po raz czwarty z rzędu zagra na Mistrzostwach Europy. Przecież doskonale pamiętam czasy, gdy raz po raz błaźniliśmy się w eliminacjach do kolejnych Euro. Nawet w czasach świetności naszej piłki reprezentacyjnej (1974, 1982), ani razu nie udało się awansować na mistrzostwa Starego Kontynentu. Próbowali Kazimierz Górski i Antoni Piechniczek, ale za każdym razem musieli oni uznawać wyższość rywali. Oczywiście, w tak odległych czasach zasady eliminacji do głównego turnieju były o wiele trudniejsze. Dlatego dziś sam awans nie jest niczego dowodem. Jednak jak już podkreślałem – autentycznie się z tego cieszę. Jako kibic. Od razu zaznaczę, że jako kibic również mam wymagania odnośnie samego turnieju.

Po tych wszystkich “ułatwieniach” nie zadowoli mnie tylko wyjście z grupy i ewentualne przebrnięcie 1/8 finału. Ja chcę więcej! Stać naszą kadrę na to, głęboko w to wierzę!

Trener znów zyskał czas

Ileż to było narzekania na wybór Jerzego Brzęczka na selekcjonera naszej kadry narodowej.. Narzekali wszyscy święci polskiego futbolu. Do chóru narzekaczy dołączali kibice i ja sam. Z uśmiechem politowania patrzyłem na to, co wydziwia Zbigniew Boniek nominując Jurka Brzęczka na tak eksponowane stanowisko. No, ale jest niepisana zasada – punkt pierwszy: szef ma zawsze rację. Punkt drugi: w razie wątpliwości patrz na punkt pierwszy.

Prezesowi i trenerowi udało się. Nie oberwą oni za swoje decyzję, bo zwyczajnie nie ma za co oberwać. Jednak to, co najważniejsze dopiero przed nami. Turniej główny. Tam pomimo tego, że gra pół Europy, to rywali pokroju Łotwy czy Macedonii Północnej już nie będzie. Jerzy Brzęczek zyskał kilka miesięcy na to, aby wdrożyć jakikolwiek swój plan na ten zespół. Plan, który nie jest oparty na plecach Roberta Lewandowskiego. Owszem “Lewy” to piłkarz poza polską skalę wyszkolenia i trzeba jego na boisku wykorzystywać na maksa. Jednak nadejdzie taki mecz, w którym Robert zostanie skutecznie wyłączony i co wtedy? Jaki plan będzie miał selekcjoner?

Nie chciałbym się o tym zbyt często przekonywać, ale po prostu nie ufam Jerzemu Brzęczkowi i obawiam się o jego decyzję. Pół roku to dużo, ale i mało. To są cztery mecze kontrolne, w których będzie trzeba coś przećwiczyć. Nie życząc nikomu, ale mogą pojawić się urazy czy słabsza forma. Na to wszystko selekcjoner musi mieć rozwiązanie. Czy obecny szkoleniowiec takie ma? Ja wątpię.

Oczywiście dziś Jerzy Brzęczek może cieszyć się chwilą. Ale jak śpiewała grupa Paktofonika – chwile są ulotne jak ulotka.

Pastwisko Narodowe

Nie chciałbym, ale muszę kilka słów poświęcić murawie na Stadionie Narodowym. Jak wczoraj zobaczyłem jak wyglądała, a raczej nie wyglądała trawa na naszym głównym stadionie, to złapałem się za głowę. Piłkarze się potykali, ślizgali i przewracali się próbując złapać choć chwilową równowagę.

Kpina i śmiech kibicom prosto w oczy. Gdyby wczoraj na murawę zostały wpuszczone dziki, to zamiast zacząć tradycyjne rycie pyskami w ziemi, one zaczęłyby się kulać ze śmiechu. Przykro to wyglądało, ale ktoś na to pozwolił. Na Stadionie Narodowym często odbywają się ewenty, które pozwalają stadionowi zarobić na siebie. Mam wrażenie, że nie zawsze priorytetem jest tam występ kadry narodowej. Układana na szybko trawa, która nie ma czasu się zakorzenić tylko to potwierdza. Czekam tylko na to, aż przy jakimś wślizgu którykolwiek zawodnik po prostu wjedzie pod pas darni i będzie trzeba podnosić kilka metrów murawy, żeby takiego delikwenta wyjąć.

Mieliśmy już Basen Narodowy, to wczoraj dołączyło Pastwisko Narodowe. Żenada i wstyd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi