Ekstraklasa: Kocioł przy Łazienkowskiej. Legia pokonuje Lecha w dramatycznych okolicznościach

Niebywała dramaturgia czekała kibiców zgromadzonych na stadionie Legii. Pierwsza połowa nie zapowiedziała dramatycznej i emocjonującej drugiej połowy. Do ostatniego gwizdka nie wiadomo było, kto zwycięży. “Klasyk” Ekstraklasy tym razem nas nie zawiódł.

Spotkanie Lecha i Legii rozpoczęło się dość dynamicznie. Legia próbowała narzucić swoje warunki gry, ale Lech nie ustępował. W pierwszych piętnastu minutach Lechici oddali kilka strzałów z dystansu. Legia postawiła na szybkie podania i wrzutki w pole karne poznaniaków. Początek meczu był interesujący i mocno wyrównany.

Początek meczu zapowiadał ciekawe kolejne minuty, jednak tempo ustało a gra toczyła się głównie w środku boiska. Żadna z drużyn nie potrafiła stworzyć sobie dobrej sytuacji do strzelenia bramki.

Dopiero w 41. minucie pierwszą klarowną sytuację mieli Legioniści. Piłka po odbiciu od jednego z zawodników Lecha w polu karnym trafiła do Nikolicia, a ten nie utrzymał równowagi przy strzale i spudłował z pięciu metrów.

Pierwsza połowa nie wyglądała tak, jak oczekiwaliśmy. Za małe tempo gry, za mało podań z pierwszej piłki i praktycznie nuda w ofensywie. Nie tego oczekiwaliśmy od “klasyka” ligowego, jakim bez wątpienia jest pojedynek Legii i Lecha. Obie drużyny oddały 7 strzałów, lecz każdy lądował na aucie.

Pierwsze 5 minut drugiej odsłony zrekompensowało nam część nudnej, pierwszej połowy. Gospodarze mogli wyjść na prowadzenie po strzale Jodłowca po rzucie rożnym, jednak refleksem popisał się Putnocky. Chwilę później Maciej Makuszewski mocnym strzałem z 16 metrów zmusił Malarza do interwencji.

Nemanja Nikolić przyzwyczaił nas już do marnowania setek. W 60. minucie fatalnie skiksował po dośrodkowaniu Brozia i zamiast do bramki, trafił w Putnocky`ego. Cztery minuty później Legia zdobyła gola z niczego. Wybicie piłki spod pola karnego gospodarzy, zgranie głową piłkarza Lecha na nogę Kucharczyka, a ten wypuszcza Nikolicia z pierwszej piłki. Efekt? Tym razem bramka Węgra, który pokonał golkipera Lecha, który ułatwił zadanie Węgrowi i położył się tuż przed strzałem.

Oba zespoły nadal szukały swoich szans, jednak raz nie trafiali w światło bramki, a innym razem bramkarze ratowali swoje zespoły. Wydawało się, że wynik już nie ulegnie zmianie, ale tuż przed końcem spotkania Kopczyński faulował Makuszewskiego w polu karnym i sędzia Marciniak nie wahał się ani chwili i podyktował “jedenastkę”.

Karnego na gola zamienił Marcin Robak, lecz Malarz miał już piłkę na dłoni. Ostatecznie nie zdołał uchronić swojej drużyny przed stratą punktu.

Po zdobytej bramce doszło do konfrontacji w polu karnym. Na boisko wkroczyli też rezerwowi. Arbiter ukarał żółtą kartką Kownackiego i Malarza, zaś rezerwowy Burić zobaczył czerwień. Wygląda na to, że otrzyma kilka meczów zawieszenia.

Sytuacja zmieniała się niebywale. W 93. minucie Broź oddał strzał za pola karnego. Piłkę odbił Putnocky, a do niej doskoczył Hamalainen, zwany w Poznaniu “Judaszem”, i ustalił wynik na 2:1. Padła bramka, która nie powinna zostać uznana, gdyż Hamalainen był na ewidentnym spalonym, lecz sędzia asystent nie zauważył naruszenia przepisów, czym skrzywdził gości.

LEGIA WARSZAWA 2:1(0:0) LECH POZNAŃ

Nikolić 64`, Hamalainen 90+3 – Robak (k.) 90`

LEGIA: Malarz, Czerwiński, Rzeźniczak, Dąbrowski (Kucharczyk 46`), Broź, Guilherme, Jodłowiec (Hamalainen 90+2`), Moulin, Odidja Ofoe, Radović (Kopczyński 84`), Nikolić.

LECH: Putnocky, Kadar, Tetteh, Nielsen, Bednarek, Kędziora, Trałka (Majewski 81`), Makuszewski, Jevtić (Robak 64`), Pawłowski, Gajos (Kownacki 81`).

Sędzia: Szymon Marciniak

Żółte kartki: Rzeźniczak, Malarz, Nikolić – Makuszewski, Kownacki

Czerwone kartki: Burić


OGLĄDAJ MECZE ZA DARMO W FORTUNA TV

1 thought on “Ekstraklasa: Kocioł przy Łazienkowskiej. Legia pokonuje Lecha w dramatycznych okolicznościach

  1. Nie za bardzo rozumiem skąd wzięło się stwierdzenie, że mecz nie rozczarował… Do 90 minuty to była jakaś tragedia pod względem poziomu gry. Straty, niedokładność i brak pomysłu na grę z obu stron.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *