Ekstraklasa: Bohater, frajer oraz widowisko 15. kolejki

Ekstraklasa: Bohater, frajer oraz widowisko 15. kolejki. W pierwszej kolejce mieliśmy wszystko to, za czym tęskniliśmy…

PKO Bank Polski Ekstraklasa, banda reklamowa / fot. Mikołaj Barbanell

W pierwszej kolejce mieliśmy wszystko to, za czym tęskniliśmy. Były bramki, nieuznane bramki, sytuacje, słupki, poprzeczki, wideoweryfikacje, niespodzianki, sensacje, widowiska, czerwone kartki, debiuty, zwroty akcji, dymisje, palpitacje serca (za tym niekoniecznie tęskniliśmy), a nawet i bandytyzm. Kto został bohaterem, a kto frajerem kolejki? Gdzie było najlepsze widowisko? Zapraszam.

Muszę się przyznać, że nie wyobrażałem sobie aż tak emocjonującego weekendu na polskich boiskach. I to z kilku powodów. Po pierwsze była to pierwsza kolejka po przerwie zimowej. Po drugie, warunki atmosferyczne nie napawały optymizmem. Po trzecie terminarz. Większa część spodziewała się fajerwerków w Bełchatowie, gdzie odbył się hit kolejki, ale to nie tam oglądaliśmy najlepsze widowisko 15. serii spotkań.

Widowisko kolejki

Skoro jesteśmy już przy tym temacie, to warto się zatrzymać nieco dłużej. Dla mnie numer jeden to mecz w Krakowie pomiędzy Wisłą a Piastem Gliwice. W 20. minucie przy stanie 3:0 mina Waldemara Fornalika mówiła jedno – to już jest koniec. Chyba nie tylko ja widziałem załamanie w oczach byłego selekcjonera reprezentacji Polski. Ten mecz to bardzo dobry scenariusz na mega hit Hollywood, a trener Piasta powinien dostać Oskara, bo mało brakowało, że za chwilę rzuci to wszystko (np. bidonem) i wyjedzie w Bieszczady. Tymczasem to goście cieszyli się z kompletu punktów. W tym meczu niczego nie brakowało. Nawet karnego z kapelusza oraz bardzo słabych sędziów, którzy od ekstraklasy odstawali o kilka klas. Jak to zawsze bywa, w pierwszych kolejach boimy się, że mecz nas zanudzi, bo piłkarze będą mieć jeszcze w nogach zgrupowania i nie będą na świeżości. Jednak w tym przypadku najgorszym ogniwem, który przeszkadzał piłkarzom, to nie piłka, nie trawa, lecz sędzia, a nawet i sędziowie. Zarówno przebywający na murawie oraz siedzący w ciepłym pomieszczeniu, czyli przy VARze. Jedynym zawodnikiem Wisły Kraków, który może się z tego faktu cieszyć jest Michał Buchalik. Gdyby nie katastroficzne decyzje sędziowskie (analiza VAR trwał ok. 10 minut), to frajerem tego meczu można śmiało nazwać golkipera gospodarzy. Jednak arbitrzy postanowili, by nagroda frajera meczu przypadła właśnie im.

Frajer kolejki

fot. Krzysztof Drobnik (Piłkarski Świat)

Jak już wypowiedziałem słowo frajer, to przejdźmy do kolejnej kategorii. W przypadku widowiska nie miałem wątpliwości na co postawić, tak przy frajerze już się musiałem kilka minut zastanowić (ale nie trwało to dłużej, niż analiza VAR z Krakowa). Wahałem się pomiędzy Legią, wspomnianymi sędziami na czele z Krzysztofem Jakubikiem oraz Djordje Crnomarkoviciu. No i postanowiłem, że frajerem kolejki zostanie serbski obrońca, który przez jakiś czas nie powinien kandydować do tej nagrody, ponieważ będzie (tak mi się wydaje) odsunięty od kilku spotkań. Obrońca Zagłębia, który na wiosnę został wypożyczony z Lecha Poznań, chcąc się wyeliminować w meczu z Kolejorzem (w którym i tak miał nie zagrać), połamał nogę Piotrowi Pyrdołowi. Po pierwsze to nie jest fair play, ani cwaniactwo, tylko bandytyzm. Po drugie żółtą kartkę można dostać w nieco cywilizowany sposób, np. przytrzymanie za koszulkę, bądź złapanie wpół przeciwnika. No ale Serb wolał tak sfaulować, by młodzieżowcowi pękła kość strzałkowa.

Bohater kolejki

Rafał Janicki, Jakub Świerczok, Adrian Benedyczak oraz Michal Peskovic. Bramkarza Podbeskidzia brałem pod uwagę tylko dlatego, że dla niego jak i całego Podbeskidzia jest to pierwszy mecz ligowy na zero z tyłu. Jednak Słowak niczego takiego nie wybronił, by mówić o nim bohater, więc go skreśliłem. Kolejnym kandydatem był 20-letni Benedyczak, który zapewnił nie tylko trzy punkty drużynie, lecz lidera rozgrywek. Myślałem również o nowym Góralu (Janickim), który w debiucie strzelił bramkę dającą zwycięstwo nad Legią. Jednak (kibice Legii, proszę zamknijcie oczy), można rzec, że to tylko Legia. Oczywiście z perspektywy beniaminka, ponieważ w tym sezonie mistrzowie Polski są wyjątkowo mili dla nowych ekstraklasowiczów (zdobyli trzy punkty w trzech spotkaniach).
Tak więc na bohatera kolejki wybrałem napastnika Piasta Gliwice, który w Krakowie strzelił dublet. Trzykrotny reprezentant Polski pierwszą bramkę zdobył mijając 3-4 obrońców Wisły jak tyczki, a drugim razem wykorzystał rzut karny, który podyktowany był również na nim.

Kamil Radomski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *