NA GORĄCO

Eduardo bliżej do Ljuboji czy Salenko?

6 stycznia 2018, 16:53 | Foto: legia.com | Autor: Mateusz Kasowski
Eduardo bliżej do Ljuboji czy Salenko?
Blogi
0

Mieliśmy króla strzelców mistrzostw świata, późniejszego zdobywcę Pucharu UEFA, czy gościa, który zaraz po odejściu z Ekstraklasy zgarnął tytuł najlepszego snajpera w MLS. Ale nowy nabytek Legii Warszawa przebija ich wszystkich, przede wszystkim pod względem wizerunkowym. A to w dzisiejszej piłce czyta się jako zysk.

Do naszej rodzimej ligi przez lata trafiło wielu piłkarzy zza granicy. Okazyjnie zdarzały się prawdziwe perełki, jak obecnie przeżywamy fenomenalne występy Igora Angulo, czy Carlitosa. Wcześniej fascynowaliśmy się Danijelem Ljuboją, Artiomem Rudniewem, Semirem Stilicem, Stanko Svitlicą, Kalu Uche i wieloma innymi.

Mimo wszystko, gdyby kogoś poniosła pasja do statystyki i policzył ilu piłkarzy przewinęło się w tym wieku przez naszą ligę, a na dodatek ilu przyniosło wymierną korzyść naszym klubom, liczby pewnie byłyby zaskakujące. Często bowiem ściągany do Polski jest “szrot”.

Z racji poziomu prezentowanego na polskich boiskach i również nieporażających budżetów klubów (choć pensje rosną w zawrotnym tempie) często nad Wisłę przyjeżdżały wagony chłopców, dla których piłka mogła być szansą na wielką karierę. I to właśnie tutaj pokazywali, że faktycznie wybrany zawód nie jest przypadkowy i międzynarodowa kariera stoi otworem. Mamy tutaj na myśli Marcelo, Paulinho, Ivicę Kriżanaca, Ondreja Dudę, Artiema Rudniewa, Nemanję Nikolica, Kalu Uche i kilku innych, którzy z Polski odeszli do dużo większych klubów.

Te nazwiska stały się rozpoznawalne również poza naszą granicą, w późniejszym czasie. Ale przez lata w naszej Ekstraklasie pojawiło się też kilku piłkarzy, których nazwiska usłyszane w prasie, nie wymagały przez przeciętnego kibica “wyguglowania tematu” o tym, co za facet będzie grał, o którym tak głośno.

Oczywiście ogromna większość piłkarzy z nazwiskami przyjechała do Polski dorobić do emerytury, a poziom sportowy dawno zostawili na poszczególnych stadionach. I do tego koszyka możemy wrzucić m.in. byłego króla strzelców mistrzostw świata, Olega Salenko, Amarala, Ulrich Borowka, Kew Jaliens, Anatolij Demjanenko, Nourdin Boukhari, Tomas Necid, Nacho Novo i kilku innych. Ci wszyscy piłkarze przyjechali do Polski w celach zarobkowych, bo poziom sportowy prezentowany przez nich był praktycznie żaden.

A potężne nazwiska, które faktycznie dały dużo naszym rozgrywkom, a o piłkarzach wypowiadano się w większości w superlatywach były jednostki. Praktycznie możemy wymienić ich z marszu. Danijel Ljuboja, który mimo ekscentrycznego sposoby bycia, sportowo nakrywał czapką całą resztę. W miarę sprawdził się Oliver Kapo, choć nadal mając takie zaplecze oczekiwalibyśmy prawdziwego szału. Zdecydowanie błysnął Daisuke Matsui i obecnie Milos Krasić, którego początki w Polsce były bardzo ciężkie, jednak w końcu jego forma rozbłysła, szczególnie po przestawieniu na środek pomocy. Wydaje mi się, że to na tyle, jeżeli chodzi o wielkie nazwiska, które poparły to grą w Ekstraklasie.

Teraz przed szansą staje Eduardo. Piłkarz nietuzinkowy, którego karierę wstrzymała okropna kontuzja i złamana noga w czasach gry w Arsenalu. Po tym strasznym dniu już nie wrócił do poziomu, którym potrafił zaskoczyć obrońców w Premier League. Normalnie wrzuciłbym tu fotkę, ale to zbyt przerażający widok.

W Szachtarze przeplatał jeszcze dobre mecze słabszymi, jednak z pewnością, gdyby prezentował taki poziom, w Ekstraklasie tłukłby każdego. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ostatni sezon, w którym praktycznie nie grał. Strzelił ostatnią bramkę w kwietniu, nie wiadomo, czy strzelał chociaż na treningach. Od przeszło roku czasu jest więc poza normalnym graniem i to najbardziej boli kibiców.

I trudno się dziwić. Jednak z drugiej strony, żadna z gwiazd, która przychodziła do polskiej ligi, z pewnością nie znajdowała się w życiowej formie. A jednak dało się odbudować. Oby sam wielokrotny reprezentant Chorwacji również pokazał, że nie zapomniał na czym polega gra w piłkę. Byłoby to z pewnością korzystne dla poziomu Ekstraklasy.

Nawet jeżeli 34-latek nie pokaże dosłownie nic, czyli mniej więcej to, co były ogromny czeski talent, Tomas Necid, dla Legii nie stanie się nic poważnego, ponieważ z pewnością marketingowo już udało się wygrać. Takie nazwisko przyciąga kibiców, a to generuje pieniądze. Z drugiej strony, mieliśmy już tyle gwiazd, że polscy kibice mogą doznać uczulenia na “nazwisko”.

Comments are closed.

Przejdź do paska narzędzi