Derby della Mole na remis

Gdy wydawało się, że nareszcie po 24. latach Torino przełamie fortecę Juventus to pojawił się On – Cristiano Ronaldo…

Calciomercato.web

Gdy wydawało się, że nareszcie po 24. latach Torino przełamie fortecę Juventus to pojawił się On – Cristiano Ronaldo, który zapewnił jeden punkcik Starej Damie.


35. kolejkę Serie A rozpoczynamy z wysokiego C, w stolicy Piemontu odbyły się derby, gdzie Juventus podejmował Torino. Bianconeri już ze swoim 35. Scudetto w historii. Pełen zdrów był już Il Capitano Starej Damy, czyli Giorgio Chiellini. Zagrał on w pełnym wymiarze czasu w ostatnim zremisowanym 1:1 meczu z Interem. Brak jego osoby był na pewno widoczny w przegranym dwumeczu z Ajaxem Amsterdam. Jednak lista absencji gospodarzy była duża. Massimiliano Allegri nie mógł skorzystać z kontuzjowanych: Mattii Perina, Alexa Sandro, Paulo Dybali, Samiego Khediry, czy choćby Mario Mandžukicia. Po stronie gości z tych samych powódek brakowało Hiszpana Iago Falque, a ze względu na żółte kartki pauzował środkowy obrońca Torino Emiliano Moretti. Cristiano Ronaldo nadal liczy się w walce o koronę króla strzelców tracąc do Fabio Quagliarelli trzy trafienia. Trzeba zaznaczyć, że CR7 rozegrał o 5 spotkań mniej od lidera. Zaglądając na podwórko gości należy pochwalić postawę drużyny Waltera Mazzarriego, która nieoczekiwania włączyła się do walki o miejsce gwarantujące start w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Torino traci 3 punkty do piłkarskiego raju. Derby della Mole dla Juventusu są ostatnio, jak spacerek. Byki bowiem nie potrafią pokonać od 10 meczów swojego odwiecznego rywala. Po raz ostatni Juve z Torino przegrało w 2015 roku i to w delegacji 1:2, natomiast porażki Bianconerich na własnych śmieciach trzeba poszukać cofając się do roku 1995. Dzisiejsze zawody na Allianz Stadium zapowiadały się więc na bardzo ciekawe widowisko i nie pomyliliśmy się.

Gracze Torino mieli już najwidoczniej dość porażek i postanowili mocno przycisnąć zespół Wojciecha Szczęsnego. Pierwszą groźną sytuację na bramkę stworzył sobie Andrea Belotti, ale najskuteczniejszy zawodnik przyjezdnych (13 goli) musiał uznać wyższość reprezentanta Polski. Kilka minut później z koszmarnego błędu Miralema Pjanicia we własnym polu karnym skrzętnie skorzystał Saša Lukić. Konsternacja na trybunach, ale na własne życzenie przegrywał Juventus. Massimilano Allegri wściekły na Bośniaka, ale mecz toczył się dalej i sprawy w swoje ręce postanowił wziąć nie kto inny, jak Cristiano Ronaldo. Jego dwie próby uderzeń zza szesnastki – pomimo braku asekuracji ze strony obrońców gości – zakończyły się niestety fiaskiem. Nie można było narzekać na tempo meczu i życzenia na drugą połowę były podobne. 

Po przerwie widowisko straciło na atrakcyjności. Podopieczni Massimiliano Allegriego niby stroną dominującą, ale brakowało konkretów. Juventus pod koniec sezonu po prostu cierpi. Być może tak zwane zmęczenie materiału, ale jeśli w składzie masz taką indywidualność, jak Cristiano Ronaldo to możesz liczyć na dodatkowy impuls. Dośrodkowanie z lewej flanki Leonardo Spinazzoli, gdzie najwyżej w polu karnym wyskoczył Portugalczyk i jego główka ustaliła wynik meczu, który brzmiał 1:1.

 

 

03.05.2019, 35. kolejka Serie A, Allianz Stadium (Turyn)

Juventus Turyn – Torino FC 1906 1:1 (0:1)

18′ Saša Lukić

84′ Cristiano Ronaldo

 

Sędzia: Daniele Orsato

Żółte kartki: Matuidi, Bonucci, Bernardeschi – Rincón, Lukić, Bremer.

Juventus: Szczęsny – Cancelo, Bonucci, Chiellini (C), Spinazzola – Cuadrado (78′ Matheus Pereira), Pjanić, Matuidi, Bernardeschi (85′ De Sciglio) – Kean, Cristiano Ronaldo.

Torino: Sirigu – Izzo, N’Koulou, Bremer – De Silvestri (89′ Zaza), Lukić (79′ Aina), Tomás Rincón, Meïté, Ansaldi – Belotti (C), Berenguer (70′ Baselli).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi