Lajmi.net

Hitem poprzedniego lata były przenosiny Cristiano Ronaldo do Juventusu Turyn. Żywa legenda współczesnej piłki miała dać Starej Damie Ligę Mistrzów. Jak widać misja Portugalczyka może skończyć się już po 1/8 finału, czyli zdecydowanie za wcześnie. Czy to ego Ronaldo jest w Turynie największym problemem? 

Juventus na Puchar Ligi Mistrzów czeka już niemal 23 lata. W międzyczasie przegrali aż 5 finałów tych rozgrywek. Szczególnie bolesne dla kibiców musiały być ostatnie przegrane decydujące mecze z Barceloną w 2015 roku i z Realem Madryt w 2017. Lekarstwem na niemoc miał być transfer Higuaina. Argentyńczyk pobił rekord transferowy rekord turyńczyków i trafił na północ Włoch za aż 90 milionów euro. Wydana gotówka na Pipitę nie zwróciła się w postaci wyczekiwanego trofeum, więc działacze klubu z Turynu sięgnęli jeszcze głębiej do kieszeni i zszokowali cały piłkarski świat, sprowadzając Cristiano Ronaldo. 

Lek na Ligę Mistrzów

Mistrz Europy miał być remedium na impotencję Juventusu w Lidze Mistrzów. Wszyscy w Turynie oczekiwali od Portugalczyka, aby sięgnął po marzenia Bianconerich. Sam piłkarz zaraz po przenosinach w pięknych słowach przywitał się z fanami:

Juventus to najlepszy klub we Włoszech, według mnie jeden z najlepszych na świecie. Decyzja o przenosinach do tego klubu była dobrze przemyślana. Jej podjęcie nie było trudne, zrobiłem to już jakiś czas temu –powiedział na konferencji prasowej – Gra w Juventusie to dla mnie wielkie wyzwanie. Serie A to trudna liga, ale jestem gotowy, żeby w niej grać. Mój wiek nie jest istotny. Czuję się dobrze, jestem zmotywowany i podekscytowany. Chcę wygrać wszystkie trofea.

Trochę o lidze i trochę o trofeach. Wszyscy jednak wiedzieli, że chodzi o to jedno konkretne. W Serie A wstrzelił się już w trzeciej kolejce i od tego czasu trafił na włoskich boiskach 19 razy i zanotował 8 asyst. Na początku gra Juventusu wyglądała nie najgorzej. Wyjście z grupy Ligi Mistrzów z pierwszego miejsca i niezagrożona pozycja lidera w Serie A. Pod koniec roku coś się jednak popsuło. Gra zaczęła wyglądać znacznie gorzej. Zawodnicy, którym dawano czas na powrót do formy, zawodzili. Juventus stał się drużyną zależną od Ronaldo. Nie było już miejsca na kreatywność czy choćby minimum polotu, ale wtedy Juventus broniły wyniki. Ostatnio jednak i tych zaczęło nieco brakować.

Ronaldo jak narkotyk

Uzależnienie Juventusu trwało w najlepsze, a wyniki dość skutecznie pudrowały gorszą formę Starej Damy. Tak było do końca stycznia. Wtedy przyszedł czas mecz z Lazio, który Juve wygrało dzięki świetnej postawie Szczęsnego i piekielnie skutecznej końcówce. Wady turyńczyków wypunktowała jednak Atalanta, miażdżąc mistrzów Włoch, aż 0:3 w meczu pucharowym. Już wtedy fani Atletico musieli zacierać ręce. Kolejne pewne zwycięstwa ze słabym Frosinone i Sassuolo były tylko miłym złego początkiem. Nadszedł mecz z Atletico i to tutaj, w najważniejszym momencie sezonu zawiodło niemal wszystko: obrona pękająca pod naporem Costy, zagubiona pomoc i całkowicie nieobecny atak. Wiele głosów mówiło, że to Ronaldo zagrał najgorsze spotkanie, ale to nieprawda. Portugalczyk był chyba najjaśniejszym punktem słabego Juventusu. 95 procent celnych podań, kilka prób strzałów i dwie wykreowane sytuacje – nie najgorzej prawda?

Nie skłamię, jeśli powiem, że to nie Ronaldo jest tutaj problemem, a raczej nie jest nim jego gra. Problem leży po stronie innych graczy, których obecność byłego gracza Realu najwyraźniej przytłacza. Dybala jest cieniem samego siebie z zeszłego sezonu. W obecnych rozgrywkach Argentyńczyk zanotował ledwie 3 bramki i 6 asyst na boiskach Serie A. Ratuje go Liga Mistrzów, w której zanotował 5 trafień. Widać jak na dłoni regres byłego gracza Palermo, który w zeszłym sezonie trafił do siatki rywala 26 razy i siedmiokrotnie asystował kolegom z zespołu. Oprócz tego jest Bernardeschi, który nie rozwija się nic a nic, Pjanić, któremu chyba ostatnio nie chce się grać i przede wszystkim Leonardo Bonucci. Roczna banicja w Mediolanie chyba wyssała z niego większość piłkarskich umiejętności. Były już kapitan Milanu jest niepewny i bardzo często zawala Juventusowi spotkania, tak jak choćby to środowe z Atletico, kiedy zamiast walczyć o piłkę postanowił przyaktorzyć.

Winnych aż za dużo

Oczywiście Ronaldo ma też swoje grzechy. Często jest samolubny na boisku i stara się grać pod siebie, a umiejętności na pewno nie są już takie same jak za najlepszych lat w Realu. Źle wygląda jego liczba trafień w Lidze Mistrzów, która wynosi 1. Jeśli jednak szukamy winnego porażki z Atletico to ja znajduję ją w całej drużynie, która ja widać rozleniwiła się obecnością Ronaldo i stwierdziła, że trofeum wygra się samo.

 

Przejdź do paska narzędzi