Cała Polska w cieniu… Piasta!

Już dziś około 20.00 możemy być świadkami spełnienia się snu piłkarzy i kibiców Piasta Gliwice.

Piast Gliwice / fot. Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

– 19 maja 2019 roku – historyczna data w dziejach Piasta, ale i całych Gliwic. W meczu z Lechem gliwiczanie prawdopodobnie przypieczętują tytuł Mistrza Polski.

– Waldemar Fornalik – ligowy Pan Trener

– Legia Warszawa – najbogatszy klub, który nie potrafi zdominować ligi. Paniczne nawoływanie o grę fair w ostatniej kolejce w kierunku odwiecznego wroga.

 

Im się to po prostu należy!

Konia z rzędem temu, kto przed sezonem stawiał na Piasta Gliwice w kontekście walki o europejskie puchary. Wielu ekspertów i obserwatorów polskiej piłki uważało, że po zeszłorocznym szczęśliwym utrzymaniu również w tym sezonie Piast Gliwice będzie do końca walczył o swój byt w rozgrywkach ekstraklasowych. Nikt, absolutnie nikt nie przypuszczał, że ekipa Waldemara Fornalika na kolejkę przed końcem sezonu 2018/19 będzie o krok od tytułu Mistrza Polski. Nawet jeśli ktoś taki był, to w lipcu zeszłego roku, podczas startu rozgrywek został zamknięty w zakładzie psychiatrycznym.

Zespół, którego jak się wydawało największą gwiazdą miał być właśnie trener, w trakcie trwania rozgrywek zaskoczył wszystkich. Nie tylko kibiców inny klubów, którzy mniej lub bardziej szczerze życzą Piastowi tytułu. Zawodnicy Piasta tak naprawdę najbardziej zaskoczyli samych siebie. Dziś w meczu kończącym sezon, możemy być świadkami nieprawdopodobnego scenariusza z udziałem wszystkich osób związanych z gliwickim klubem.

Pierwszy w historii klubu tytuł Mistrza Polski. Określanie Piasta polskim Leicester City. Spełnienie najskrytszych marzeń, o których piłkarze i kibice nawet bali się wspominać. To wszystko około godziny 20.00 może stać się faktem. Jak bardzo taki scenariusz wydaję się prawdopodobny, niech świadczą nawoływania z obozu Legii Warszawa w kierunku zawodników Lecha o grę fair. Mam wrażenie, że żaden z piłkarzy Piasta Gliwice nie zwraca uwagi na to, co mówią osoby związane z warszawską Legią. Są oni skupieni na swojej pracy. W tym sezonie na swoim boisku pokonali już Kolejorza 4-0. Mając na uwadze tamten wynik, kapitalną serię Piasta przed własną publicznością i to, że Lech Poznań jest po prostu słaby na wyjazdach zakończenie wydaję się być gotowe.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w piłce nożnej nic nie ma za darmo i nic się nikomu nie należy. To jak futbol uczy pokory mieliśmy przykład w półfinałach Ligi Mistrzów. Tam też wszystko wydawało się być pewne i nikt nie przewidywał takich wyników końcowych. Z pełną odpowiedzialnością napiszę jednak, że tytuł mistrzowski za sezon 2018/19 Piastowi Gliwice się po prostu należy. 

Niektórzy uważają, że walka o pierwsze miejsce w naszej ekstraklasie jest wyścigiem żółwi. Nikt nie potrafi zdominować ligi na dłużej. Nawet jeśli tak jak Lechia Gdańsk przez większość sezonu zajmują pierwsze miejsce, to zwraca się uwagę, że to ze względu na słabość innych. Nie zgadzam się z tym. Każdy kto przeanalizuję sobie wiosnę w wykonaniu zawodników trenera Fornalika musi przyznać, że ci piłkarze pędzą po tytuł galopem. Odrobili straty. Na swoim boisku wygrywają aż przyjemnie (8 kolejnych zwycięstw). Pokonali na wyjeździe Lechię i Legię. Nie mają kompleksów, strachu i są gotowi na życiowy sukces. A wszystko pod wodzą trenera Waldemara Fornalika. Trenera przynajmniej dla mnie przez duże “T”.

“Waldek King”

Określenie Waldemara Fornalika “Waldkiem Kingiem” wymyślili kibice Ruchu Chorzów, z którym trener Fornalik osiągał wyniki ponad stan. W latach 2009 – 2012 pracując z chorzowskim zespołem potrafił zdobyć tytuł wicemistrzów Polski (sezon 2011/12). Zajął z “Niebieskimi” trzecie miejsce w ligowej tabeli (sezon 2009/10) oraz dwukrotnie awansował do finału Pucharu Polski (sezony 2008/09 i 2011/12). Nie byłoby może w tym nic nadzwyczajnego, ale jak doskonale wiemy w Ruchu Chorzów od lat były różnego rodzaju kłopoty organizacyjno-finansowe. Trener Fornalik potrafił wtedy stworzyć świetnie rozumiejący się zespół z piłkarzy o średniej klasie. Co prawda przeplatał sezony bardzo dobre z sezonami raczej słabymi, ale ogólny obraz pracy tego szkoleniowca jest jak najbardziej na plus. 

Kamyczkiem do ogródka trenera Waldemara Fornalika jest z pewnością praca z reprezentacją Polski. Nie potrafił on zbudować zespołu po kompromitującym Euro 2012 na Polskich i Ukraińskich boiskach. Przejął kadrę po Franciszku Smudzie, który zostawił bałagan, którego natomiast nie potrafił on sam posprzątać. Uważam, że ego niektórych zawodników przyjeżdżających na zgrupowania kadry było czymś trudnym do przeskoczenia dla “zwykłego” ligowego trenera. Po bardzo słabych eliminacjach do Mundialu w Brazylii, zarząd PZPN zwolnił trenera Fornalika, a ten wrócił do pracy w Ruchu Chorzów. Już bez takich sukcesów jak podczas wcześniejszej kadencji. A i problemy pozaboiskowe były większe niż wcześniej.

W kwietniu 2017 r. odszedł z Ruchu po porażce z Lechem Poznań. Chorzowianie ostatecznie spadli w tamtym sezonie z Ekstraklasy, a sam Waldemar Fornalik wrócił do niej we wrześniu 2017 r. Zastąpił na stanowisku trenera Piasta Gliwice zwolnionego Dariusza Wdowczyka. Sezon 2017/18 był ciężkim przeżyciem dla wszystkich fanów “Piastunek”. Utrzymanie zapewnili sobie dopiero w ostatniej kolejce, pokonując na swoim stadionie Termalicę Nieciecza 4-0.

Nie było chyba nikogo wśród kibiców Piasta, kto podejrzewał nawet, że kolejny sezon przyniesie im tyle radości. I może zostać spuentowany zdobyciem tytułu Mistrza Polski. A za to całe “zamieszanie” odpowiedzialny jest pan trener “Waldek King”.

Winni sami sobie

Podczas gdy w Gliwicach szykują się do mistrzowskiej fety, w Warszawie przez kilka ostatnich dni zastanawiali się nad tym, jak do meczu z Piastem podejdzie Lech Poznań. Od środowej porażki z Jagiellonią w Białymstoku nazwa Lech została odmieniona przez wszystkich związanych ze stołecznym klubem przez wszystkie przypadki. 

Prezes Dariusz Mioduski zaapelował do piłkarz Lecha o to, żeby ci zagrali jak na Lecha przystało. I mam wrażenie, że prezes Legii chyba nie koncentrował się na tym jak w tym sezonie na wyjeździe wyglądają zawodnicy z Poznania. Uwzględniając tylko wiosenne wyjazdowe mecze Kolejorza, prezes Mioduski powinien już w środę gratulować tytułu działaczom Piasta. 

Do apelu swojego przełożonego dołączył również trener legionistów Aleksandar Vuković. Podkreślił on to, iż ma nadzieję na sportową postawę zawodników Lecha w kończącym sezon meczu. Piłkarze i kibice Legii może nie oficjalnie, ale też przychylali się do próśb prezesa i trenera skierowanych w kierunku Poznania o grę fair w tej ostatniej kolejce.

Ja chciałbym zwrócić uwagę na coś zupełnie innego. Czy najbogatszy klub w Polsce. Z największymi nakładami finansowymi i najlepszymi (tak się przynajmniej wydawało) piłkarzami powinien prosić kogokolwiek o “pomoc” w zdobyciu tytułu Mistrza Polski? Jak to w ogóle możliwe, że Legia Warszawa kolejny rok z rzędu nie potrafi tak zdominować ligi, żeby na 4-5 kolejek przed końcem mieć zapewnione pierwsze miejsce na koniec sezonu?

Nie chcę się tutaj bawić w wyliczenia ile jest warty zespół z Warszawy w porównaniu z ekipą Piasta. Nie chcę liczyć jakie kwoty zarabiają jedni, a jakie drudzy. Bo to jest przepaść. Na szczęście na boisku nie grają pieniądze. Grają piłkarze tworzący drużynę. A w Warszawie jest wiele indywidualności, ale czy bez zawahania możemy ich nazwać drużyną? Moim zdaniem nie. 

Legia Warszawa kolejny rok z rzędu nie potrafiła wykorzystać swojej siły. Kolejny sezon muszą walczyć do samego końca o to, co według osób związanych z Legią jest im przeznaczone. Ale panowie – pycha kroczy przed upadkiem. Nim następnym razem ktokolwiek z otoczenia stołecznego klubu zacznie mówić/pisać o tym, że tytuł mistrzowski jest tylko dla nich, niech się dobrze zastanowi. Zbyt duża pewność siebie nie raz już doprowadziła do efektu zgoła innego od zamierzonego. Dlatego prośby skierowane w stronę Lecha Poznań lepiej byłoby schować gdzieś głęboko. A szukanie ewentualnych winnych niepowodzenia w tym sezonie trzeba zacząć od samych siebie. 

Legia sezon rozpoczęła od kompromitacji w eliminacjach Ligi Mistrzów i Ligi Europy. W trakcie sezonu odpadła z rozgrywek o Puchar Polski, a dziś na 99% zostanie pozbawiona mistrzowskiej korony. Niech to dla rządzących Legią, dla piłkarzy warszawskiego klubu i jej kibiców będzie nauczką. Jakie z tego wnioski zostaną wyciągnięte przekonamy się w przyszłym sezonie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi