Cahill daje pierwsze trofeum w historii klubu. Melbourne City z pucharem Australii!

News Corp Australia

Dzięki bramce legendy australijskiej piłki nożnej, Tima Cahilla, Melbourne City pokonali w finale FFA Cup Sydney FC 1:0 i zdobyli pierwsze trofeum w historii klubu. Tym samym zakończył on sześć i pół roku nieustannych rozczarowań, które ciągnęły się od założenia Melbourne Heart, przez przemianowanie za pieniądze szejków na obecne City, aż po dzień dzisiejszy.

Mecz nie należał do grona zbyt najpiękniejszych, ponieważ obfitował w wiele kontrowersyjnych sytuacji. Wszystko zaczęło się od bardzo ostrego wejścia wślizgiem Luke’a Brattana w Michaela Zullo, po którym na boisku doszło do przepychanek pomiędzy zawodnikami obu zespołów. Im dalej w mecz tym więcej było niebezpiecznych zagrań zarówno jednej, jak i drugiej strony, jednak niewiele brakowało a największym poszkodowanym całego meczu był Tim Cahill, którego w pewnym momencie musieli opatrywać lekarze.

Co nas nie zabije to nas wzmocni, a trzeba powiedzieć, że australijska legenda od samego początku stanowiła największe zagrożenie pod bramką podopiecznych Grahama Arnolda. W pierwszej połowie po jego główce, piłka minimalnie minęła lewy słupek Sydney FC, ale już w 54 minucie, w analogicznej sytuacji Cahill nie pomylił się. Wtedy to Ivan Franjic wrzucił futbolówkę w szesnastkę Skyblues, a wspomniany napastnik City sprytnym uderzeniem głową posłał strzał nie do obrony przez Danny’ego Vuković’a.

Sydney obudzili się, czując zbliżające się widmo pierwszej porażki w sezonie. Atakowali coraz zuchwalej aż w 71. minucie powinni byli wyrównać, jednak po fantastycznej kontrze zakończonej strzałem głową Brazylijczyka Bobo, piłkę zmierzającą do bramki z linii wybił Duńczyk, Michael Jakobsen. Podopieczni Grahama Arnolda nie odpuszczali, ale nie potrafili przekuć swoich starań na zdobycz bramkową. Mecz zakończył się w atmosferze małego skandalu, gdyż już w doliczonym czasie gry arbiter główny nie podyktował rzutu karnego dla Skyblues po tym, jak Osama Malik powalił w obrębie szesnastki, uciekającego mu Alexa Brosque’a.

Wraz z ostatnim gwizdkiem, na wypełnionym niemalże do ostatniego miejsca AAMI Park zapanowała euforia. Piłkarze unieśli ręce w geście triumfu, ławka rezerwowych wbiegła na murawę, a kibice stali i bili brawo swoim ulubieńcom. Zdobycie pierwszego trofeum przez, założone dla przeciwwagi wobec Melbourne Victory, kiedyś Melbourne Heart, a teraz już City zajęło ponad sześć lat, a pomogły w tym dopiero solidne wzmocnienia dokonane przed tym sezonem. Drużyna Johna van’t Schipa po raz pierwszy wyglądała tak jakby nie bała się gry w najważniejszych meczach. Wyglądała tak, jakby dopiero teraz dorosła do zdobywania laurów. Zamiast stawiać na finezyjne fajerwerki od czasu do czasu, grali równo, skupiając się bardziej na zachowaniu stabilizacji. Może to jest właśnie początek “nowego”, zdolnego do zdominowania australijskiego rynku Melbourne City? Kto wie. Nie zmienia to jednak faktu, że puchar Australii zostaje w tym roku w błękitnej części Melbourne!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *