Sports Illustrated

Po półtoratygodniowej przerwie piłkarze klubów Premier League powrócili do rywalizacji o ligowe punkty. We wtorek i środę rozegrano mecze 24. kolejki. Kolejki, obfitującej w niespodzianki. Punkty straciły chociażby Liverpool i oba zespoły z Manchesteru, a Chelsea została rozgromiona przez Bournemouth. Zapraszamy na najświeższy przegląd wydarzeń z angielskich boisk.

Mecze 24. serii gier poprzedziła minuta ciszy w hołdzie dla Emiliano Sali. Przypomnijmy, że 28-letni napastnik, pozyskany niedawno przez Cardiff City z FC Nantes, zaginął 21 stycznia. Prywatny samolot, którym Argentyńczyk leciał z Francji do swojego nowego klubu, zniknął z radarów nad kanałem La Manche. Pomimo kilkudniowych, intensywnych poszukiwań, Sali ani pilotującego awionetkę 59-letniego Davida Ibbotsona, nie udało się odnaleźć.

Co zrozumiałe, najbardziej podniosła atmosfera towarzyszyła meczowi Cardiff z Arsenalem na Emirates Stadium. Na ładny gest zdobyli się gospodarze, którzy w oficjalnym programie meczowym umieścili w składzie Cardiff nazwisko Sali, a obok – w rubryce, w której przy nazwiskach pozostałych zawodników widniały ich numery na koszulach – znalazł się wizerunek żonkila – symbolu Walii. Przed samym meczem, kapitanowie obydwu drużyn złożyli na środku boiska wieniec z tychże kwiatów. Żonkile były widoczne także na ubraniach członków sztabu szkoleniowego oraz kibiców Cardiff. Sektor gości w ogóle mienił się tego wieczoru na żółto, gdyż przed rozpoczęciem spotkania fani utworzyli efektowną kartoniadę w tym kolorze, który symbolizuje zresztą nie tylko żonkile, ale również barwy FC Nantes – ostatniego klubu Emiliano Sali. Sympatycy Cardiff zaprezentowali ponadto chwytający za serce transparent o treści: „Nigdy nie widzieliśmy, jak grasz i jak strzelasz gole, ale Emiliano – nasz piękny Droździe (ang. „Bluebird” – przydomek Cardiff City – red.) – zawsze będziemy cię kochać.” Niewiele zabrakło, aby w tą wzruszającą scenerię wpisali się piłkarze beniaminka. Spisywani na straty podopieczni Neila Warnocka przez godzinę dzielnie walczyli i nie odstawali od faworyzowanego Arsenalu, ale wreszcie sprawy w swoje ręce wziął niezawodny duet Kanonierów: Pierre-Emerick Aubameyang i Alexandre Lacazette. W doliczonym czasie gry rozmiary porażki zdołał zmniejszyć jeszcze Nathaniel Mendez-Laing i mecz zakończył się wynikiem 2:1.

Dobiegła końca znakomita passa Manchesteru United pod wodzą Ole Gunnara Solskjæra. Po sześciu kolejnych zwycięstwach, Norweg i jego drużyna musieli zadowolić się remisem z Burnley. Biorąc pod uwagę przebieg meczu, Czerwone Diabły nie powinny jednak narzekać. To podopieczni Sama Dyche’a byli bowiem bliżsi zwycięstwa, jeszcze w 87. minucie prowadząc 2:0. Gospodarze pokazali jednak charakter i walczyli do końca, co zostało im wynagrodzone. Najpierw kontaktowego gola strzelił z rzutu karnego Paul Pogba, a w doliczonym czasie gry bramkę na wagę remisu zdobył Victor Lindelöf. Jeśli remis United z Burnley uznamy za niespodziankę, to co powiedzieć o porażce drugiego zespołu z Manchesteru z Newcastle? Piłkarze City potrzebowali zaledwie 24 sekund (najszybszy gol w tym sezonie Premier League), aby za sprawą Sergio Aguero objąć prowadzenie w starciu na St. James’ Park. Gospodarze odwrócili jednak losy spotkania i po trafieniach José Salomóna Rondóna i Matta Ritchie’ego sensacyjnie zwyciężyli. W pojedynku hiszpańskich menedżerów Rafa Benítez okazał się zatem lepszy od Pepa Guardioli. Dla The Citizens ta porażka może okazać się kluczowa w kontekście walki z Liverpoolem o tytuł mistrzowski. Wymowne jest to, że sprawcą tej sensacji jest właśnie Benítez, czyli ostatni menedżer, który odnosił sukcesy właśnie z Liverpoolem. Podczas swojego sześcioletniego (2004-2010) pobytu na Anfield Hiszpan wygrał niemal wszystko: Ligę Mistrzów, Superpuchar Europy, Puchar Anglii oraz Tarczę Wspólnoty. Zabrakło tylko (a może aż) tego upragnionego, wyczekiwanego przez fanów Liverpoolu od 1990 roku, mistrzostwa Anglii. We wtorek Benítez znacznie przybliżył The Reds do tego celu.

Ze szczytu tabeli pora przenieść się na jej dno. Tragicznie wygląda sytuacja Huddersfield, które do miejsca gwarantującego utrzymanie w lidze traci już dwanaście punktów, czyli więcej niż zgromadziło do tej pory w 24 meczach. We wtorek Teriery uległy na własnym stadionie Evertonowi 0:1. Dla Huddersfield był to pierwszy mecz pod wodzą Jana Siewerta, który na stanowisku menedżera zastąpił niedawno Davida Wagnera. Debiut nie wypadł najlepiej i młody niemiecki szkoleniowiec, który podpisał z Huddersfield 2,5-letni kontrakt, może chyba powoli myśleć o przyszłym sezonie, z tym, że już w Championship. Przed spadkiem broni się jeszcze przedostatni w tabeli Fulham. Wtorkowy triumf z Brighton może mieć ogromne znaczenie. Podopieczni Claudio Ranieriego przegrywali do przerwy 0:2, ale zaliczyli doskonały comeback i zwyciężyli 4:2. Wieśniacy w dalszym ciągu nie znajdują się w najlepszym położeniu, ale wygrana w takich okolicznościach z pewnością poprawi ich morale, a jeśli jeszcze popracują nad swoją postawą w defensywie, to zachowanie ligowego bytu jest jak najbardziej realne.

Miniona seria gier nie była udana dla Łukasza Fabiańskiego. Jego West Ham przegrał z Wolverhampton, choć Polaka nie można winić za tę porażkę. Ba, jego koledzy zagrali tak tragicznie, że pozwolili rywalom na oddanie aż dwudziestu strzałów, w tym dziewięciu celnych i spora zasługa reprezentanta Polski w tym, że aż przez 65 minut utrzymywał się bezbramkowy remis. W końcówce meczu podopieczni Nuno Espírito Santo trafili jednak do siatki aż trzykrotnie i odnieśli pewne zwycięstwo. Fabiański okupił ten mecz urazem barku, jakiego doznał po starciu z Mattem Dohertym. Polak zdołał dotrwać do końca meczu, ale nie wiadomo, czy w najbliższym czasie nie będzie czekać go przymusowa pauza. Znacznie więcej powodów do radości ma inny z naszych bramkarzy – Artur Boruc. Doświadczony golkiper po raz drugi z rzędu znalazł się w wyjściowym składzie Bournemouth, które sensacyjnie rozbiło Chelsea 4:0, wyrzucając tym samym The Blues z czołowej czwórki ligowej tabeli. Dla klubu ze Stamford Bridge jest to dopiero druga w historii Premier League porażka różnicą czterech bramek. Ostatnia przytrafiła się w 1996 roku, kiedy to Chelsea uległa 1:5 Liverpoolowi. Boruc w środę spisał się bezbłędnie. Zaliczył kilka udanych interwencji, a godna uznania była zwłaszcza ta z siódmej minuty meczu, kiedy to po uderzeniu Mateo Kovačicia, sparował piłkę na poprzeczkę. Do porażki Fabiańskiego i zwycięstwa Boruca – dla zachowania równowagi – musimy dopisać remis trzeciego z naszych rodaków. Southampton z Janem Bednarkiem w składzie podzielił się punktami z Crystal Palace, remisując 1:1.

Taki sam wynik padł na Anfield, gdzie Liverpool zremisował z Leicester. The Reds zaledwie częściowo wykorzystali porażkę Manchesteru City i zamiast na siedem, odskoczyli na pięć punktów. Na bramkę Sadio Mané odpowiedział Harry Maguire. Emocji nie zabrakło natomiast na Wembley. Tottenham do 80. minuty przegrywał z Watfordem, ale podobnie jak w poprzedniej kolejce przeciwko Fulham, tak i tym razem w końcówce przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Gole dla Kogutów strzelili powracający po Pucharze Azji Son Heung-min oraz Fernando Llorente. Podopieczni Mauricio Pochettino umocnili się na trzecim miejscu w tabeli. Dzięki tej wygranej mają już siedem punktów przewagi nad Arsenalem i Chelsea oraz zaledwie dwa oczka mniej od Manchesteru City. Niebawem taki stan rzeczy z pewnością ulegnie zmianie, gdyż w niedzielę wciąż aktualny mistrz Anglii podejmie zespół Kanonierów. Starcie na Etihad wydaje się najciekawszym meczem 25. kolejki, która czeka nas już w najbliższy weekend.


Jedenastka 24. kolejki Premier League wg PilkarskiSwiat.com:


Wyniki 24. kolejki i tabela Premier League:

Arsenal FC – Cardiff City 2:1
Fulham FC – Brighton & Hove Albion 4:2
Huddersfield Town – Everton FC 0:1
Wolverhampton Wanderers – West Ham United 3:0
Manchester United – Burnley FC 2:2
Newcastle United – Manchester City 2:1
AFC Bournemouth – Chelsea FC 4:0
Southampton FC – Crystal Palace FC 1:1
Liverpool FC – Leicester City 1:1
Tottenham Hotspur FC – Watford FC 2:1


Czołówka klasyfikacji strzelców Premier League:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.