Powróciły słoweńskie koszmary

Krzysztof Piątek / fot. Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Po meczu Polski z Izraelem (wygranym 4:0) nie podzielałem ogólnie panującego hurraoptymizmu. Spotkanie ze Słowenią (0:2) niestety potwierdziło moje obawy.

Przekazy mediów i wywiady z piłkarzami nie wskazywały raczej iż w piątkowy wieczór powinniśmy spodziewać się problemów. Gdy podopiecznym Jerzego Brzęczka przyszło jednak wyjść na boisko stadionu w Ljublanie, wróciły koszmary z dotychczasowych spotkań.

Zawiedliśmy na każdej linii. Defensorzy popełniali głupie błędy lub dawali pole do skonstruowania akcji rywalom. W trakcie najlepszych meczów Polski z ostatnich lat dużo dawały także ofensywne boki. Tym razem ciężko było szukać rajdów po stronie Bartosza Bereszyńskiego, czy Tomasza Kędziory.

Nie podzielam hejtu, który znowu wysypał się na Piotra Zielińskiego w mediach społecznościowych. Według mnie był jednym z lepszych piłkarzy, a przynajmniej starał się tworzyć coś kreatywnego. To, że efekt był już marny… no, to co innego. Warto podkreślić, że znowu nie zagrał na swojej typowej pozycji, bowiem w roli prawego pomocnika. Kombinowanie z jego miejscem na boisku wyraźnie nie odbija się najlepiej na samym zawodniku. Z kolei Grzegorz Krychowiak wyraźnie zaspał przy jednej z bramek. Próbował pomagać defensorom, ale to z kolei tworzyło więcej obowiązków w środku pola na Mateuszu Klicha. Ten natomiast nie podołał tego dnia.

A atak? Robert Lewandowski znowu wrócił do roli bardziej cofniętego napastnika. Wymusiła do tego po części sytuacja w środku pola. Ale nie zdziwiłbym się jakby takie zadanie wyznaczył mu także sam Jerzy Brzęczek. Z kolei Krzysztof Piątek niejako potwierdził dlaczego od nowego sezonu nie jest pierwszym wyborem w AC Milanie. Piątek był kompletnie niewidoczny na boisku. Może zastanawiać co było tego przyczyną – czy dobre krycie rywali, czy brak zrywów ofensywnych u reszty kolegów… czy też po prostu słabe przygotowanie do sezonu. Pierwszy powód bym odrzucił, Słoweńcy zostawiali wolne pole Piątkowi, ale reagował po prostu za wolno. Piątek potrafił też sam brać na siebie odpowiedzialność tworzenia groźnych sytuacji podbramkowych. Ameryki nie odkryję, jeżeli stwierdzę, że coś się po prostu w nim zablokowało. A może… trzeba przyjmować powoli, że najlepszy okres w karierze już za nim? Mam wrażenie, że w mediach rzadko bierze się pod uwagę taką opcję.

Rzuca się w oczy, że ponownie nie było większego pomysłu na grę. Wydaje mi się, że Jerzy Brzęczek rozdał przed meczem po prostu rozdał dotychczasowe zadania. Nie funkcjonowaliśmy jaki zespół i to stwierdzi każdy, kto oglądał piątkowy meczu.

Jednym z niewielu plusów był odważny występ Krystiana Bielika. Za jego powołanie chwaliłem już kilka dni temu i jak widać – sprawdził się. Ciekawe czy Brzęczek postawi na niego bardziej w poniedziałek. Przed piątkiem wielu wracało do jednego z poprzednich spotkań ze Słowenią, po których Grzegorz Lato zwolnił w telewizji Leo Beenhakkera. Mam wrażenie, że tym razem mecz ze Słowenią ponownie może być początkiem końca dla naszego selekcjonera. Bo z taką grą na samym Euro nie mamy zbytnio czego szukać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi