Po meczu Molde – Legia

Pierwszy mecz III rundy eliminacji Ligi Mistrzów pomiędzy Molde i Legią pokazał nam, że mecze piłkarskie, w przeciwieństwie do wczorajszego „SuperMeczu” mogą być nudne i denerwujące. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że poziom, jaki pokazali zawodnicy Legii był żenująco niski.

Przez całą pierwszą połowę Legia nie potrafiła wymienić kilku podań, czym doprowadzała swoich fanów do wściekłości. Problemem dla zawodników zarabiających 50 tysięcy euro miesięcznie było kopnięcie piłki w taki sposób, by poleciała ona do innego zawodnika ubranego w zieloną koszulkę!
Piłkarze Molde byli sporo lepsi na boisku. Mieli całą masę sytuacji na strzelenie bramek. Jednak mistrzowie Norwegii razili nieskutecznością i na przerwę schodzili tylko przy jednobramkowym prowadzeniu. W 30. minucie spotkania objęli prowadzenie po golu Daniela Chimy.

Druga połowa to nieco lepsza gra Legii, głównie za sprawą wprowadzonego w przerwie Henrika Ojamy. To on wziął na siebie ciężar rozgrywania akcji i kilka zagroził bramce gospodarzy. Jednak reszta zespołu grała wciąż beznadziejnie. Szczęście uśmiechnęło się do legionistów w 67. minucie. Po dośrodkowaniu Brzyskiego, bramkę strzałem głową zdobył Dwaliszwili.
Ostatni kwadrans meczu goście grali z przewagą jednego zawodnika, jednak nie potrafili tego wykorzystać i nudny mecz, stojący na zadziwiająco niskim poziomie zakończył się remisem 1:1.

Mamy nadzieję, że za tydzień, przed własną publicznością Legia pokaże taki futbol jak w meczu z Widzewem czy Pogonią i ogra zespół Ole Gunnara Solskjaera, czym zapewni sobie awans do IV rundy el. LM oraz spory zastrzyk gotówki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.