Względny spokój wokół Lecha Poznań i wokół tego, co ostatnio dzieję się z klubem zakończył się wraz z końcem wczorajszego meczu reprezentacji Polski z Łotwą. Zgodnie z wypowiedzianymi przez Karola Klimczaka słowami, że kibice mają zająć się reprezentacją, a nie Lechem – wielu kibiców tak zrobiło. Ale “okres miodowy” się skończył. Już za kilka dni piłkarze Kolejorza wrócą na ligowe boiska, a do kibiców wróci strach o to, co tym razem pokażą ich ulubieńcy.

Dwie ostatnie porażki z drużynami walczącymi o utrzymanie kolejny raz bardzo mocno nadszarpnęły zaufanie kibiców, do tego jak Lech jest budowany. Przegrać mecz to nie jest grzech, ale przegrać dwa mecze pod rząd, będąc wyraźnie słabszym od swojego rywala, który gra z nożem na gardle jest niedopuszczalne. Zawodnicy reprezentujący obecnie Kolejorza są na najlepszej drodze do tego, aby zapisać się na zawsze ciemnymi zgłoskami w historii klubu z Poznania. Takim wydarzeniem w historii Lecha byłaby gra w dolnej ósemce LOTTO Ekstraklasy. Na dziś niczego nie można wykluczyć, a patrząc na formę zawodników i na terminarz najbliższych spotkań czarny scenariusz jest jak najbardziej możliwy. Oczywiście Lechowi żaden spadek nie grozi, ale sam fakt gry z zespołami broniącymi się przed spadkiem nie przystoi. 

Bogaty i profesjonalnie zarządzany klub nagle staję się jednym z tych, którzy mają rożnego rodzaju ograniczenia i raczej przed sezonem nie myślą o grze o Mistrzostwo Polski. Taki obraz Lecha Poznań aktualnie serwują nam rządzący Kolejorzem. Chwalenie się audytem, z którego tak naprawdę nic nie wynika. Zapuszkowanie się i wystawianie na ostrzał dyrektora sportowego klubu, który mam wrażenie nie zawsze zdaję sobie sprawę z tego co mówi. To chyba najważniejsze ostatnie zarzuty ze strony kibiców w kierunku prezesów poznańskiego zespołu. Lech miał się rozwijać rok po roku, kibice z Poznania mieli cieszyć się grą ich zespołu, a co ważniejsze zgodnie ze słowami Tomasza Rząsy – Lech powinien walczyć o tytuł mistrzowski. Gdzie dziś jest Kolejorz? Jest tam gdzie żaden kibic się nie spodziewał. Lech Poznań walczy o to, żeby po następnej kolejce nie wypaść z górnej połowy tabeli. Mecze z Koroną, Pogonią, Lechią i Jagiellonią będą kolejnym sprawdzianem dla piłkarzy, którzy obecnie znajdują się w kadrze zespołu. Ci piłkarze niejednokrotnie pokazali już, że gra pod presją oczekiwań im nie wychodzi. Zaryzykuję stwierdzenie, że najbliższe cztery mecze są gatunkowo podobne do końcówki poprzedniego sezonu. W zeszłym roku zawodnicy Lecha spartaczyli najważniejszą część sezonu. Tytuł mistrzowski był na wyciągnięcie ręki, jednak wszyscy wiedzą jak się skończyło. Minął prawie rok od tamtego czasu, a Lech po raz kolejny gra pod zwiększoną presją. Tym razem nie walczy o tytuły, ale walczy o samego siebie. Lech Poznań walczy o to, aby jego kibice nie musieli się jeszcze bardziej wstydzić za zawodników. Nerwowa atmosfera, ogólne zniechęcenie, brak perspektywy na poprawę zaistniałej sytuacji sprawia, że kibic po raz kolejny ma dość. 

Ambitny plan 4×4

Do końca rundy zasadniczej zostały cztery spotkania, do zdobycia jest więc 12 punktów, jednak nikt z kibiców poznańskiego Lecha nie wierzy w taką zdobycz. W internecie pojawiły się głosy, że Lech w tych czterech spotkaniach ma zdobyć 4 punkty, żeby zapewnić sobie grę w grupie mistrzowskiej. Czy jest to prawdą, czy zwykłym wymysłem dziennikarskim – nie wiem. Wiem jednak na pewno, że takie liczenie punktów nie powinno mieć miejsca w przypadku Lecha. Drżenie o to, czy Kolejorzowi uda się zająć odpowiednio wysokie miejsce w ligowej tabeli jest dla kibiców ciosem poniżej pasa. Po zatrudnieniu Adama Nawałki wszystko miało być inne. Trener perfekcjonista, który Lechem miał rozpocząć nową erę jest bardzo bliski zrealizowania tego celu. Przecież gra w grupie spadkowej będzie dla fanów poznańskiego zespołu czymś nowym. Już dziś z lekkim politowaniem można stwierdzić, że ewentualne zajęcie pierwszego miejsca w dolnej połowie tabeli będzie dla rządzących okazją do stuknięcia się lampką szampana. W końcu byłby to sukces skrojony idealnie pod ludzi nie mających pojęcia o rządzeniu klubem piłkarskim. 

Z ciężkim sercem piszę to, że w tym momencie Lech Poznań jest klubem nie mającym ambicji. Piłkarze, którym kończą się kontrakty nie będą umierać na boisku za klubowe barwy. Prezesi nadal będą cichutko oglądać to co się dzieję z tylnego siedzenia. Tylko kibic w tym całym bałaganie stara się dać coś więcej od siebie, ale jest on jak mitologiczny Syzyf – robi coś, co i tak inni spieprzą. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przejdź do paska narzędzi