Liga Europy: Lechię zawiodła skuteczność. Broendby Kamila Wilczka zmierzy się z Bragą

footy.dk

Lechia Gdańsk przegrała na wyjeździe z Broendby 1-4, i pomimo wygranej w pierwszym meczu, odpadła z rywalizacji o grę w lidze Europy. Piłkarzy Piotra Stokowca po raz kolejny zawiodła skuteczność, ale też trzeba przyznać, że rywale zaprezentowali się dużo lepiej niż w Gdańsku.

Od początku spotkania było jasne, że pomysł Lechii na pokonanie Duńczyków jest podobny, jak w pierwszym meczu: wysoki pressing, szybkie operowanie piłką, agresja w obronie. Plan był ten sam, ale wykonanie niestety nieco gorsze. W grze Lechistów było sporo niedokładności, a Broendby poprawiło grę w defensywie i nie miało problemów z przejęciem kontroli nad środkową strefą boiska. Dość szybko, bo już po 15 minutach, skończyło się to dla gdańszczan stratą bramki. Egzekutorem okazał się być dobrze znany kibicom Ekstraklasy Paulus Arajuuri. Fin po rzucie rożnym pokonał w główkowym pojedynku Nalepę, i wprowadził kibiców gospodarzy w stan euforii.

Po obu stronach, tak jak i w spotkaniu w Gdańsku, oglądaliśmy bardzo dużo sytuacji bramkowych. Po lewej stronie świetnie spisywali się Mladenović i Udovicić. Bliscy gola byli Makowski, Paixao oraz dwukrotnie Haraslin. Tradycyjnie brakowało jednak skuteczności, szczególnie słowackiemu skrzydłowemu, który w kapitalnej sytuacji strzelił prosto w bramkarza. Po stronie gospodarzy grę prowadził Kaiser. Były zawodnik RB Lipsk oraz Hoffenheim dobrze rozprowadzał piłkę do kolegów, i kilkukrotnie stwarzał zagrożenie pod bramką Lechii dzięki sprawnie wykonywanym stałym fragmentom. Świetne sytuacje sytuacje zmarnowali Tibbling i Wilczek, a także Arajuuri, który po jednym z rzutów rożnych był bliski drugiej bramki. Serca kibiców Lechii zatrzymały się pewnie na sekundę w 39. minucie, kiedy potężny strzał Hedlunda minął Kuciaka, po czym szczęśliwie zatrzymał się na poprzeczce strzeżonej przez niego bramki.

Początek drugiej połowy był nieco lepszy. Już w pierwszej akcji Lechiści dwukrotnie byli bliscy wyrównania, jednak strzał Flavio został obroniony przez golkipera gospodarzy, a dobitka poszybowała tuż obok słupka. Po raz kolejny niestety brak skuteczności zemścił się na Gdańszczanach, i znów to Broendby zdobyło bramkę. Wynik podwyższył Wilczek, mocnym strzałem w środek bramki. Za tą sytuacje skrytykować trzeba Kuciaka, który powinien spokojnie złapać piłkę lecącą prosto w niego. Dla polskiego napastnika był to już szósty gol w obecnym sezonie.

W okolicach 60 minuty wydawało się, że Lechia nie ma już szans. Piłkarze Broendby sunęli z kolejnymi atakami, a gdańszczan ratował Kuciak. W 67. minucie Stokowiec i spółka dostali jednak drugie życie. Wprowadzony dziesięć minut wcześniej Sławek Peszko dośrodkował idealnie na głowę Paixao, który strzałem blisko słupka pokonał Schwabe. Lechia starała się pójść za ciosem. Agresywne nastawienie, a także dobre zmiany Stokowca, przyniosły kolejne sytuacje bramkowe dla Peszki, Paixao i Haraslina. Gospodarze odpowiedzieli strzałem świetnego dziś Kaisera, który trafił w słupek po podaniu Hedlunda, oraz w samej końcówce niezłą akcją Lindstroma, zakończoną strzałem ponad bramką. Wynik 2-1 utrzymał się do 90. minuty, i widzowie doczekali się dogrywki.

Lechia znów rozpoczęła grę z “wysokiego C”. Dwukrotnie Flavio został przed bramką uprzedzony przez defensorów rywali. To, co nie udało się Flavio, udało się Lindstromowi. 19-latek uciekł stoperom Lechii, i z najbliższej odległości na wślizgu zapakował piłkę do bramki gdańszczan. W tej sytuacji Lechia została zmuszona do rzucenia wszystko na jedną szalę. Stokowiec wprowadził na boisko Wolskiego i Sobiecha, w nadziei, że odrobina świeżości w ofensywie odwróci losy meczu. Mimo zmian, wciąż dominowali gospodarze. Po raz kolejny obite zostało obramowanie bramki kuciaka – tym razem w słupek trafił Uhre. Tuż po zmianie stron Lechia znów ruszyła. W pole karne wpadli Wolski z Sobiechem, ale ten ostatni niestety poślizgnął się w decydującym momencie, i nie zdołał oddać celnego strzału. Biało-zieloni próbowali jak mogli, ale pod koniec meczu wyraźnie zaczęły kończyć im się pomysły na zaatakowanie bramki rywali. Broendby za to bardzo przytomnie się broniło. Gdańszczanie otworzyli się, rzucili wszystkie siły na atak, co zostało bezwzględnie wykorzystane przez przeciwnika. Lindstrom popędził sam na bramkę Kuciaka, Karol Fila nie zdołał go dogonić, i Kuciak został pokonany pewnym strzałem po ziemi.

Broendby było dziś po prostu lepsze, ale Lechia miała swoje sytuacje. Przez pryzmat wykreowanych szans, wynik 4-1 nie jest może do końca sprawiedliwy, ale to bez znaczenia. Brondby wygrało zasłużenie. Lechię trzeba za to zganić za skuteczność. Na przestrzeni 210 minut dwumeczu, piłkarze Stokowca stworzyli sobie dość sytuacji, by strzelić 7 bramek. Szczególnie w pierwszym meczu, który należało wygrać co najmniej 4-1. Nie zostały one jednak wykorzystane, i to właśnie dlatego z Bragą w kolejnej rundzie spotka się Broendby. Kibicom Lechii pozostaje na pocieszenie fakt, że zobaczyli dwa naprawdę ciekawe spotkania, a ich drużyna pozostawiła po sobie dużo lepsze wrażenie niż Piast czy Cracovia.


Broendby IF 3-1 Lechia Gdańsk

Bramki: Arajuuri 15′, Wilczek 53′, Lindstrom 94′, 119′ – Paixao 67′

Broendby: Schwabe – Mensah, Hermannsson, Arajuuri, Jung – Kaiser, Radosević, Christensen (Borkeeiet 78′) – Hedlund (Lindstrom 90′), Wilczek, Tibbling (Uhre 70′)

Lechia: Kuciak – Fila, Nalepa, Augustyn, Mladenović – Makowski, Łukasik (Gajos 57′), Lipski – Haraslin (Wolski 97′), Paixao (Sobiech 97′), Udovicić (Peszko 57′)

Piłkarz meczu: Kaiser

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi