Legia zakładnikiem systemu… czy jednak własnych problemów?

Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

W czwartkowy wieczór Legia Warszawa zremisowała 1:1 z Sheriffem Tyraspol w IV rundzie eliminacji Ligi Europy. Wynik zdecydowanie odpowiadał temu, co widzieliśmy na boisku, a Legia znowu przez większość spotkania delikatnie mówiąc… Nie porwała grą.

„Wojskowi” męczyli się ze zdobyciem bramki około 80 minut, by pod koniec i tak stracić gola na wagę remisu. To niejako reasumuje formę podopiecznych Jacka Magiery. A raczej jej brak. Właściwie nikt nie wyróżniał się na boisku. Grę próbował ciągnąć Guillerme, ale dość szybko doznał kontuzji. Mączyński popisał się jednym, czy dwoma ładnymi podaniami, ale koledzy nie potrafili tego wykorzystać. A jeżeli sytuację ma ratować Hildeberto z kilkoma kilogramami nadwagi… No właśnie.

Magiera po meczu wygłosił niemal monolog, tłumacząc z czego wynika dyspozycja drużyny. Z większością argumentów zgadzam się. Nie ma poważnych rozgrywek, gdzie przygotowania do nowego sezonu zaczynają się około trzy tygodnie po poprzedniej kampanii. A maj i czerwiec mocno nadwyrężył zespół kondycyjnie, gdy walczył o mistrzostwo.

Trener zapomniał jednak o jednym: zarząd miał przynajmniej miesiąc, by przeprowadzić poważne transfery. A zamiast tego przychodzą nieprzygotowani Pasquato, Sądiku, czy wspomniany wcześniej Hildeberto. Piłkarze niewiele wnoszący do gry na początku sezonu. A początek jest piekielnie ważny. Wiadomo już, że nie będzie tak łatwo odrabiać straty na wiosnę. A LE niespodziewanie może uciec. A nawet jeżeli nie, to mocno obawiam się o dyspozycję Legii w meczach fazy grupowej.

Mam wrażenie, że Magiera chciał mocno nawiązać do wypowiedzi Probierza o „różowych okularach”. Ale nieudolność w prowadzeniu polityki transferowej też mocno razi. Już wiosną Legia była bez klasycznego napastnika. Potem jeszcze zabawa w kotka i myszkę z Ofoe. To wszystko odbija się teraz na drużynie.

Jednym słowem – argumenty Magiery są logiczne, ale trochę nie na miejscu. Wszyscy w klubie wiedzieli z czym przyjdzie się mierzyć. Ze szybkim startem, dużą ilością meczów… Można było do tego przygotować się, co pokazał między innymi Stanisław Czerczesow. I szczerze? Gdybym miał wskazywać miejsce początkowe obecnych problemów… To właśnie odejście Rosjanina.

Nawet w przypadku awansu do fazy grupowej LE pozostanie duży niesmak. Magiera będzie miał przerwę reprezentacyjną, by przemyśleć i poukładać rozsypaną układankę. A prezes Mioduski już powinien szukać poważnych wzmocnień na zimowe okno. Wiadomo – drugiego Vadisa nie będzie. Ale nie można ciągle usprawiedliwiać się jego brakiem. To jest niepoważne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.