La Liga: Triumf Villarrealu, niewykorzystana okazja Levante i zwycięstwo Basków w niezwykłym starciu!

źródło: twitter.com/DaniParejo

Niedzielne spotkania 9. kolejki La Ligi przyniosły nam wiele emocji, bramek, a także czerwonych kartek. Szczególnie ciekawie było w Kraju Basków, gdzie Oyarzabal i spółka podejmowali mocno osłabioną Granadę. 

Getafe – Villarreal 1:3 

To było starcie dwóch wielkich osobowości na ławce trenerskiej, z którego lepiej wyszedł Baskijski szkoleniowiec. Unai Emery doskonale radzi sobie w sytuacji, gdy jego zespół musi grać na dwóch frontach, stosuje on roszady w składzie, a piłkarze mogą liczyć na dużą liczbę minut. Na mecz z Getafe wyjściowa jedenastka różniła się znacząco od tego co oglądaliśmy w czwartek w Lidze Europy. Nie zmienia to faktu, że zarówno zespół “A” jak i zespół “B” dysponuje olbrzymią jakością.

Najwięcej działo się początku spotkania. W 11. minucie Mario Gaspar zgrał piłkę Paco Alcacerowi, a ten bez większych problemów umieścił ją w siatce. Zaledwie 5. minut później kapitalnym uderzeniem z dystansu popisał się Mauro Arambarri i tym samym wyrównał stan meczu. Raptem kilka sekund później goście znów postawili na swoje, a prowadzenie dał im Manu Trigueros. Jose Bordalas był na tyle podirytowany i zdesperowany, że już w 32. minucie dokonał korekty personalnej. Z boiskiem pożegnał się stoper Eric Cabaco, a jego miejsce zajął Angel Rodruguez. Miało to pomóc w kreowaniu sytuacji podbramkowych, a także ich wykończeniu. Przez cały czas gospodarze starali się odwrócić losy tego spotkania, lecz decydujący cios zadała Żółta Łódź Podwodna w 62. minucie. Gerard Moreno wykorzystał podanie od Alcacera i pewnym uderzeniem pokonał Davida Sorię.

Real Sociedad – Granada 2:0 

Można śmiało powiedzieć, że było to najdziwniejsze starcie w obecnie trwającym sezonie La Liga. Dlaczego? Ponieważ w szeregach gości zdiagnozowano wiele przypadków koronawirusa, a komisja ligi nie zgodziła się na przełożenie tego meczu na inny termin. Wskutek czego na Reale Seguros Stadium przyjechało tylko siedmiu zawodników podstawowego składu, a rolę pierwszego trenera pełnił szkoleniowiec bramkarzy. Resztę kadry uzupełniali piłkarze z rezerw. Granada wyszła na przeciw Realowi Sociedad, ale nie pokazała absolutnie nic w ofensywie, nie była w stanie nawet postraszyć zawodników Imanola Alguacila. Natomiast kibice Basków zastanawiali się ile goli strzelą ich ulubieńcy wykorzystując kryzys w szeregach rywala. I tutaj można przejść do tak zwanych “dziwnych rzeczy”.

W 22. minucie pierwszego gola zdobył Nacho Monreal, zaś pięć minut później prowadzenie podwyższył Mikel Oyarzabal pewnie wykorzystując rzut karny. Angel Jimenez, który zastępował Rui Silvę w bramce przy tych trafieniach nie miał nic do powiedzenia, ale na przestrzeni całego meczu spisywał się bardzo dobrze, a nawet znakomicie. Pewnie interweniował na przed polu, dobrze wychodził do dośrodkowań, wtedy kiedy trzeba było łapać łapał, kiedy wybić wybijał. W 54. minucie uratował Granadę od utraty kolejnego gola. Pewnie wyczuł intencję Wiliama Jose, który oddał strzał z rzutu karnego. Nieco gorzej spisywali się młodzi defensorzy, ale przy przeciwniku, który dysponuje taką jakością nie mogło być inaczej. Warto dodać, że żaden z nich nie miał styczności z prawdziwą seniorską piłką.

Końcówka była równie ciekawa. Real Sociedad prowadził 2:0 i nic nie zapowiadało tu na podwyższenie wyniku. A tymczasem Darvin Machin po raz pierwszy znalazł miejsce i poszedł na przebój w kierunku bramki Alexa Remiro. Nastepnie został on sfaulowany przez Le Normanda, który za swoje przewinienie ujrzał czerwoną kartkę. Pojawia się zatem pytanie: Jak w takim meczu można tak źle zagrać i jeszcze ujrzeć czerwień z rąk arbitra? Ze stałego fragmentu uderzał sam poszkodowany, ale przymierzył niecelnie. W doliczonym czasie gry David Silva także nie popisał się polu karnym i sprezentował Granadzie rzut karny! Jednak z jedenastu metrów nie trafił Machis. Alex Remiro pewnie wyczuł jego intencje i obronił jego uderzenie.

Levante – Deportivo Alaves 1:1 

Dla Levante ta konfrontacja była kluczowa, aby w końcu opuścić strefę spadkową. Niestety już w 4. minucie gry prowadzenie gościom dał Lucas Perez, który wykorzystał lukę w defensywie gospodarzy. Goście osiągnęli to co chcieli, a następnie ustawiali się mądrze w defensywie. Ich planem była obrona tego kruchego wyniku, a jeśli nadarzy się okazja – wyjście z kontrą.

Ku zdziwieniu los znów się do nich uśmiechnął się do Levante, ponieważ całkowicie w bezsensowny sposób z gry wykluczył się Edgar Mendez. Goście od 34. minuty grali w osłabieniu, a dla podopiecznych Paco Lopeza była to doskonała informacja. Pojawiało się tylko pytanie czy dadzą radę skorzystać z tego, jeśli przed tygodniem im się to nie udało Do wyrównania udało się doprowadzić dopiero w drugiej połowie, kiedy Jose Luis Morales wykorzystał błąd w defensywie i oddał płaski strzał po ziemi. Fernando Pacheco był zaskoczony i nie miał szans na interwencję. Do końcowych chwil ważyły się losy wyniku, ponieważ Levante robiło co mogło, swoje sytuacje mieli Sergio Leon, Jose Campania, czy wcześniej wspomniany Morales. Niestety pomimo dominacji nie udało się już pokonać Fernando Pacheco.

Real Valladolid – Athletic Bilbao 2:1

Baskowie po zwycięstwie nad Sevillą przystąpili do tego spotkania zmotywowani. Wiedzieli, że jeśli chcą powalczyć w tym sezonie o coś więcej to w tym starciu potrzebne są trzy punkty. Gospodarze jednak szybko znaleźli sposób na gości, błąd w polu karnym popełnił Unai Simon, który sprowokował rzut karny. Do jego wykonania podszedł Fabian Orellana, trafił pewnie i celnie. Po zmianie stron prowadzenie podwyższył Marcos Ande. Athletic do samego końca walczyło o chociażby punkt, mieli dużo więcej z gry, lecz pod bramką Jordiego Masipa zabrakło skuteczności. W 86. minucie z rzutu karnego gola kontaktowego zdobył Inaki Wiliams podłączając jeszcze swój zespół do respiratora. Niestety Baskom nie udało się już doprowadzić do wyrównania.


Najlepsze oferty bukmacherskie na Euro 2020
20 zł bez depozytu, 600 zł bez ryzyka i bonus 2100 zł na eFortuna.pl
20 zł bez depozytu, 333 zł bez ryzyka i bonusy 2000 zł na LVBET.pl
21 zł bez depozytu, 230 zł bez ryzyka i bonusy 549 zł na Totolotek.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *