Kiedy emocje wynagradzają średni poziom…

Łukasz Przybył (Piłkarski Świat)

Cóż, kolejny sezon Ekstraklasy za nami. Wydaje się, że wszystko co to zostało już powiedziane i napisane. Statuetki porozdawane najlepszym, a piłkarze, którzy nie będą walczyć na EURO 2016 udają się na zasłużone urlopy. Powiem Wam, że wyjątkowo po raz pierwszy i ja poczułem trudy rozgrywania sezonu obecnym systemem, dlatego także cieszę się końcem jak zapewne większość żyjących Ekstraklasą.

Cieszę się, że sezon dobiegł ku końcowi także z innych powodów. Mam wrażenie, że mimo sporej dawki emocji, to jednak byliśmy świadkami tak naprawdę wyścigu żółwi. Zwłaszcza w rundzie wiosennej. Jeszcze jesienią poziom rywalizacji w lidze był wysoki, głównie dzięki dobrej grze Piasta Gliwice. Wiele zmieniło przyjęcie Legii Warszawa przez Stanisława Czerczesowa z rąk Henninga Berga. Mimo częstej irytacji stylem Legii w meczach wyjazdowych, to trzeba oddać rosyjskiemu szkoleniowcowi, że tak jak obiecywał tak odrobił te dziesięć punktów straty. Tylko no właśnie…

Tak jak wspomniałem był duży problem na wyjazdach Legii. Być może gdyby nie wpadki z Termaliką, Pogonią, Lechią i kilka innych słabszych wyników na terenach rywali, to nie byłoby tyle nerwów w ekipie stołecznych do ostatniej kolejki. Piast też wiosną stracił polotu. Dopiero w rundzie mistrzowskiej jeszcze trochę się podnieśli i zdołali wprowadzić emocje do ostatniej kolejki. Było jednak wiadome, że byli w zdecydowanie gorszej pozycji startowej do finiszu niż Legia i ostatecznie nie dali rady, ale należą się duże brawa dla Radoslava Latala i spółki za podjęcie walki.

Ciekawie było też w walce o pozostałe miejsca premiowane grą w europejskich pucharach. Dość szybko z gry odpadł Lech Poznań. Właściwie już po porażce w finale Pucharu Polski z Legią wszyscy z otoczenia “Kolejorza” musieli zacząć się godzić z pożegnaniem z Europą na dłużej. Niewielu się jednak mogło spodziewać, że główne role odgrywać będą Zagłębie Lubin i Cracovia. Do tego właściwie po ostatniej kolejce też wyjaśniła się kwestia czwartego miejsca i Lechia Gdańsk musiała obejść się ze smakiem. Można powiedzieć zatem, że brak dość rozpoznawalnych już w Europie ekip jak Wisła Kraków, Śląsk Wrocław, czy Lech w czołówce daje szansę na pokazanie się nowym.

Czy Górnik Zabrze można nazwać największymi frajerami tego sezonu? Cóż, w kontekście ostatniej kolejki chyba tak. Patrząc na porażkę Górnika Łęczna ze Śląskiem wystarczyło Zabrzanom zwycięstwo nad Termalicą Niecieczą do utrzymania. Nie zrobili tego, więc właściwie sami tylko mogą pluć sobie w brody, że nie udało im się to. Szkoda mi nieco Podbeskidzia Bielsko-Biała. Ich historia awansu do Ekstraklasy, utrzymania i godnej walki z najlepszymi naprawdę dodawała kolorytu lidze. Jednak po znalezieniu się w grupie spadkowej wyraźnie się podłamali.

Wszelkie rozliczenia właściwie za nami. O następnym sezonie będzie można pisać po EURO, ale już myślę, że można spodziewać się jeszcze większej walki, a przede wszystkim wyższego poziomu. Podrażniona Lechia już zapowiada, że przeznaczy sporą ilość pieniędzy na transfery latem. Legia i Lech już przygotowali pierwsze zakupy. Mała rewolucja może czekać Piast. Ciekawi mnie bardzo co pokaże Arka Gdynia i prawdopodobnie Wisła Płock. Cóż… jednego mogę Was zapewnić, fani Ekstraklasy szybko się stęsknią za tą ligą.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.