InStat Index – (nie)prawdę ci powie

PKO Bank Polski Ekstraklasa / fot. Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

InStat Index, to z założenia platforma wspomagająca polskie kluby, która dostarcza dane na temat gry zawodnika. Od przebiegniętych w meczu kilometrów, aż do ilości wykonanych przez piłkarza podań. Platforma pomaga również w scoutingu zawodników. Ale czy na pewno pomiary z InStat Index są wiarygodne? 

Aby odpowiednio posługiwać się danymi przygotowywanymi przez analityków z InStat Index, trzeba potrafić je czytać. W zasadzie tyle i aż tyle. Dla szarego kibica oglądającego mecze i czytającego pomeczowe statystyki, niektóre wyliczenia mogą być czarną magią. Bo jak to niby możliwe, że zawodnik X zagrał katastrofalny mecz, a liczby pokazują zupełnie co innego?

Janicki najlepszy

W ostatnich tygodniach najgłośniej z tego powodu było wokół Rafała Janickiego z Wisły Kraków. Trzy tygodnie temu obrońca “Białej Gwiazdy” brał udział w spotkaniu, w którym to defensywa Wisły wraz z Janickim zbłaźniła się i przyjęła od warszawskiej Legii 7 goli. Z najprostszego punktu widzenia jasno i wyraźnie można stwierdzić, że był to występ wręcz katastrofalny. Nikt po takim wyniku nie powinien w żaden sposób bronić zawodnika, który dyrygował taką defensywą. A jednak! Według platformy InStat Index Rafał Janicki nie zagrał wcale najgorszych zawodów.

Według wyliczeń okazało się, że obrońca Wisły zaliczył aż 96% skuteczności podań. Wygrał 66% pojedynków (2 na 3). Nie zaliczył żadnej straty i pięciokrotnie nabył piłkę. Prawda, że nie jest to ocena zawodnika, który mógł być zamieszany w stratę siedmiu goli? Niestety dla Janickiego, brał udział w tym blamażu. Jest to jeden z wielu przykładów na to, że liczby nie są wymiernym i miarodajnym punktem odniesienia, co do oceny występu zawodnika. Mogą pomóc – to fakt. Ale nie powinny być najważniejszym odnośnikiem. A w polskich klubach niektórzy za bardzo biorą sobie cyferki do serca.

Scouting po omacku

Patrząc na to, jakie ilości zagranicznych zawodników zjeżdżają do polskich klubów można złapać się za głowę. Bardzo często są to piłkarze, którzy zupełnie nic nie wnieśli do naszych drużyn. Śmiało zaryzykuję tutaj stwierdzenie, że niektórzy prezesi przeprowadzają taką oto rozmowę z głównym scoutem swojego klubu:

Prezes: Słuchaj potrzebujemy zawodnika do środka pola.

Scout: Prezesie mamy kogoś takiego!

Prezes: Ile razy widziałeś go na żywo?

Scout: Prezesie! Jakie ten gość ma statystyki!

Prezes: Ok, ale ile razy był widziany?

Scout: 70% celności podań. Średnio trzy strzały na mecz. Do tego praktycznie nie zalicza strat i często odbiera piłki.

Prezes: Dobra, masz rację. Bierzemy gościa. Przedstawimy go, jako czołowego zawodnika swojej ligi.

I tak działa ta karuzela. Jest to oczywiście bardzo sarkastyczny przykład tego, jak może wyglądać poleganie na statystykach z InStat Index. One nigdy nie dają stuprocentowej pewności, co do oceny piłkarza. Z drugiej strony jednak widząc tabuny bardzo średniej jakości zawodników, którzy są sprowadzani przez nasze zespoły, to niejednokrotnie taką rozmowę w zaciszu klubowych gabinetów można było usłyszeć. W Polsce panuję przekonanie, że to co zagraniczne to lepsze. Mimo tego, że nasza liga jest bardzo nisko w europejskich rankingach, to nie zawsze tak jest. A przeprowadzanie transferów, to coś więcej niż zacytowanie statystyk gloryfikujących zawodnika.

Strzał w kolano

Kolejnym bardzo jaskrawym przykładem tego, jak liczby mogą zakłamywać rzeczywistość jest ocena Instat Index Lecha Poznań. Klub ze stolicy Wielkopolski na swojej oficjalnej stronie internetowej opublikował dane, z kórych jasno wynika, że miejsce Kolejorza w ligowej tabeli jest …

… zbyt niskie.

Taka paranoja i absurd.

Co mają myśleć sobie zdruzgotani fani poznańskiego Lecha, którzy po raz kolejny muszą wstydzić się za grę swoich zawodników? Jak przeciętnemu kibicowi wytłumaczyć, że według platformy InStat, to Kolejorz jest ekipą, która najczęściej w lidze strzela na bramkę rywali. Czym argumentować fakt, że wyliczenia pokazują to, że w prawie wszystkich statystykach Lech jest w czołówce?

Muhar liderem

Indywidualne statystyki również pokazują, że zawodnicy z Poznania nie należą do najgorszych w całej lidze. Jednak absolutnie nie ma to przełożenia na miejsce Lecha w ligowej tabeli. Szczególnie zabawnie wygląda ocena Karlo Muhara, którego fani Kolejorza mają serdecznie dość. Okazuję się bowiem, że Chorwat jest liderem w klasyfikacji prób odbiorów i skutecznych odbiorów. Pal licho, że to po jego stratach rywale zdobywali gole (mecz z Legią), albo fakt, że często bywał ogrywany jak dziecko (mecz z Pogonią). Liczby jedno, a oko kibica drugie.

Osobiście od zawsze jestem anty fanem brania liczb jako pewnik i raczej staram się nimi nie podpierać. Zdaję sobie sprawę, że są osoby, którym liczby i wyliczenia pomagają. Ale na litość Boską niech każdy zrozumie, że to tylko miły dodatek.

Artykuł to najmniejszy problem

Co do artykułu na oficjalnej stronie Lecha Poznań to szkoda, że tego typu statystyki pojawiły się w momencie, w którym Lech po raz kolejny dołuje. Rzecz jasna nikogo nie podejrzewam o dywersję. Znam niektóre osoby pracujące w klubie i wiem, że też przeżywają słabe wyniki ukochanego klubu. A swoją pracę wykonują najlepiej jak potrafią. I to nie oni są odpowiedzialni za słabą postawę zawodników. W Lechu problem jest gdzie indziej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi