Kompromitacja, wstyd, hańba, obciach – to tylko niektóre nagłówki i komentarze po odpadnięciu Cracovii już w pierwszej eliminacyjnej rundzie do Ligi Europejskiej. Teraz, kiedy ciśnienie już opadło zastanówmy się na spokojnie co takiego się stało, i czy musiało to się tak skończyć.

W rewanżowym spotkaniu z Macedończykami Pasy zagrały takim samym składem, którym wywalczyły prawo gry w europejskich pucharach. Jedynym nowym piłkarzem był Sebastian Steblecki, ale on wszedł dopiero w drugiej części gry, czyli nie możemy mówić o braku zgraniu zespołu. Zatem co się stało, że cała piłkarska Polska (no może oprócz kibiców Wisły) śmieje się i jest zła na Cracovię za jej “dorobek” w rankingu UEFA? Czyżby drużyna odczuwała aż tak bardzo brak reprezentanta Polski Bartosza Kapustki? Uważam, że nie. Zabrakło napastnika, a tak naprawdę napastników. Latem z klubem z Kałuży pożegnali się bramkostrzelny Baubacar Dialiba oraz Dariusz Zjawiński. Na ich miejsce nikogo nie ściągnięto i to był najważniejszy błąd.
Drugim błędem działaczy była obrona, a w zasadzie jej brak. Postawiono na takie samo ustawienie, ale pamiętajmy, że defensywa Cracovii w poprzednim sezonie przypominała szwajcarski ser. Mimo zajęcia czwartego miejsca stracili najwięcej bramek spośród zespołów grających w lidze mistrzowskiej, a z całej ligi pod tym względem Pasy zajęły odległą dziewiątą lokatę (przed podziałem ligi, czyli po 30 kolejkach).
Podsumowując – brak uzupełnienia składu minimum o jednego napastnika oraz o jednego obrońcę równa się no właśnie co? Czy aby na pewno kompromitacją? Myślę, że nie. Po prostu odpadnięciem już w pierwszej rundzie. Dlaczego musimy uważać polską ekstraklasę za jakąś piłkarską potęgę, która nie ma prawa przegrać już na inaugurację rozgrywek? Przecież nie jesteśmy ligą angielską, niemiecką, hiszpańską. Mimo, że nasza liga była licznie reprezentowana w kończących się Mistrzostwach Europy, to tak naprawdę jesteśmy średniakiem, który ma przecież prawo przegrywać z innym średniakiem jakim jest klub z macedońskiej ligi. Przypomnę, że to nie jest pierwszy taki przypadek (szwedzki IFK Goteborg i AIK Solna, islandzki Stjarnan i Fylkir Reykjavik, dwukrotnie azerski Qarabag Agdam, litewski Żalgiris Wilno, norweski Rosenborg i Valerenga Oslo, czeska Viktoria Pilzno, łotewski FK Ventspils, kazachski Irtysz Pawłodar, gruzińskie Dinamo Tbilisi i wiele, wiele innych).
Nie zdziwię się jakby już w lipcu polska ekstraklasa zakończyła swój udział w europejskich pucharach. Według bukmacherów tylko Legia jest faworytem w swojej parze. A jak wiadomo, bukmacherzy to najlepsze źródło, ponieważ to jest ich praca i oni nie mogą sobie pozwolić na manipulacje, ponieważ stracą pieniądze, które dla nich są najważniejsze.

Odpowiadając na pytanie zadane w tytule artykułu – “czy musimy być źli na Cracovię“, odpowiadam, że NIE, ponieważ taki mamy poziom. I to nie jest przypadek, że na Ligę Mistrzów, w której regularnie występuje mistrz Białorusi, czy Rumunii bądź sporadycznie mistrz Słowenii, Słowacji, Finlandii czy Serbii mówimy Upragniona, Wymarzona  Liga Mistrzów.

Kamil Radomski


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.