Olbrzym obudzony ze snu zimowego. Senegal pragnie złota, Mane sukcesu z reprezentacją

Senegal

fot. CAF official


Senegal dotychczas dwukrotnie znalazł się na podium w Pucharze Narodów Afryki. To 2002 rok i porażka z Kamerunem. To 2019 i Bounedjah, który bramką zdobytą w drugiej minucie meczu dał Algierczykom złoto. Przyszedł czas zamazać złe wspomnienia.

Gdy jeden błyszczy, na scenę wchodzi i drugi. Po widowisku imienia Mohameda Salaha za powtórkę wziął się jego klubowy kolega, Sadio Mane. Obaj w meczach ćwierćfinałowych wskoczyli na oczekiwany poziom, a Senegalczyk zrobił to również w 1/2 finału. Przed turniejem Pucharu Narodów Afryki zespół Aliou Cisse traktowano jako jednego z głównych faworytów do mistrzostwa. I choć pomogło ułożenie w grupie, drabinka w fazie pucharowej, czy kartkujący się rywale, głodne sukcesów Lwy Terangi nie zamierzają zwalniać tempa.

Być może jest w tym wszystkim wiele niedociągnięć. Wątpliwości, czy mają wystarczająco argumentów, bo dotychczas przekonują jedynie fragmentami. Bardzo dobre ostatnie 20 minut po wyrównaniu Gwinei Równikowej w ćwierćfinale. Nie było paniki po utracie pierwszej bramki w turnieju. Ze spokojem kontynuowali pracę, aby awansować w regulaminowym czasie gry. Kilka dni później zaserwowali powtórkę w półfinale, dając do zrozumienia, że są gotowi na finał.

Skutecznie nieskuteczni

Na wstępie należałoby pochwalić Senegal za skuteczną grę w obronie. Z powodu wykrycia koronawirusa w szeregach finalistów z 2019 roku, trudno mieć zastrzeżenia do debiutu z Zimbambwe. Aż 11 absencji, spowodowało, że selekcjoner musiał zmienić meczowe założenia. Niemniej udało się utrzymać czyste konto, jak i powtórzyć ten wyczyn w trzech kolejnych spotkaniach. Nieoceniona praca Abdou Diallo we współpracy najpierw z Pepe Abou Cisse, a później Kalidou Koulibaly’m przyniosła więcej niż zadowalający rezultat. Prawdę mówiąc, to cieszy, bo parafrazując sir Alexa Fergusona –  szczelną obroną wygrywasz trofea. Tylko do awansu potrzebne są bramki…

Po fazie grupowej nie zabrakło krytyki skierowanej w stronę podopiecznych Aliou Cisse, albowiem Lwy Terangi w trzech spotkaniach zdobyły tylko jednego gola. W debiucie z Zimbambwe po rzucie karnym w siódmej minucie doliczonego czasu gry. To brzmi koszmarnie, jeśli weźmiemy pod uwagę różnicę poziomów między rywalizującymi drużynami – Zimbambwe, Gwineą i Malawi. Jeszcze gorzej, gdy zdamy sobie sprawę, że ten urwany komplet punktów ze 121. drużyną w rankingu FIFA był decydujący w kontekście awansu do fazy pucharowej. Porażka Gwinei z Zimbabwe zapewniła Lwom Terangi pierwsze miejsce w grupie.

Salah zbawieniem, czy ciężarem? Egipt przed kolejnym trudnym sprawdzianem

Odkupienie miało przyjść w 1/8 z Republiką Zielonego Przylądka i po części cel został spełniony. Więcej zagrożenia z otwartej gry, zdobyte dwie bramki i promocja do ćwierćfinału. Jeśli natomiast spojrzymy głębiej, to zauważymy, że Senegal, grając w przewadze, ciągle nie był w stanie zdominować przeciwnika. Oddał 16 strzałów, z czego tylko cztery celne. Mecz zamknął dopiero w doliczonym czasie gry, po tym, gdy chwilę wcześniej Kreole mogli doprowadzić do wyrównania. Pozorna walka doprowadziła do tego, że Cisse problem skuteczności pod bramką oponenta sprowadził do zacięcia najwyżej ustawionej trójki. W rotacji sprawdzani byli już Keita Balde, Boulaye Dia, Habib Diallo, Famara Diedhiou, czy Ahmadou Bamba Dieng, ale to nie tu należało szukać rozwiązania.

Podążaj za Liverpoolem

Aliou Cisse nie słynie z wprowadzania szczególnie rozbudowanego systemu gry. Zasadne byłoby stwierdzenie, że w taktyce stawia na prostotę i podstawowe środki. Lwy Terangi aż do fazy pucharowej nie zdobywały wielu bramek, ale czy przyczyny faktycznie należy szukać w linii ataku? Niekoniecznie. Jednym z poważniejszych problemów Senegalu jest miałka gra w środku pola. Do tego stopnia, iż w dwóch pierwszych spotkaniach, w centrum mogliśmy oglądać Sadio Mane, który miał odpowiadać za rozwój gry ofensywnej. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na progresje, wyprowadzając atak z głębi pola. Przejście do trzeciej tercji boiska to jeden wielki chaos. Mecz z Republiką Zielonego Przylądka jasno odsłonił problemy Senegalczyków w linii pomocy, którzy grając w przewadze, długo nie byli w stanie zdominować przeciwnika.

Brak kreatywności w centrum sprawia, że atak Senegalczyków głównie opiera się na skrzydłowych współpracujących z bocznymi defensorami. W tym schemacie trudno umieścić rozrzucanego między liniami Bounę Sarra, ale duet Saliou Ciss i Sadio Mane to perfekcyjny pokaz siły, jaką dysponuje Aliou Cisse i jego gwiazdor Mane. Piłkarz Liverpoolu często bierze grę na siebie, ściągając uwagę rywali, którzy podążając za 29-latkiem, tworzą korytarze między liniami. Chętnie również ścina z piłką do środka, dając przestrzeń na skrzydle dla Cissa.

Mane czuje się, jak ryba w wodzie, gdy pracę wykonaną w klubie jest w stanie przełożyć na reprezentację. I chociaż jakość wykonania odbiega znacząco między obiema stronami, to te kilka utrwalonych schematów okazuje się sporym bólem głowy dla rywali, którzy nie wiedzą, w jaki sposób odłączyć Sadio od gry. Widzieliśmy to w meczu z Gwineą Równikową, a powtórkę otrzymaliśmy w półfinale z Burkina Faso. W obu spotkaniach 29-latek został zawodnikiem meczu, zdobywając bramkę i notując dwie asysty. To nie przypadek.

Rosnąc proporcjonalnie do rangi

Senegal podchodząc do półfinału był jedynym z półfinalistów turnieju z 2019 roku. W nieprzekonującym stylu, ale krok po kroku coraz bliżej finału. Tym samym, choć można mieć zastrzeżenia co do poszczególnych kwestii, to finalnie cel pozostaje w zasięgu. Tym jest pierwsze mistrzostwo Czarnego Lądu. – Jesteśmy zadowoleni, ale to nie finał nas tu przywiódł. Liczy się dla nas zdobycie Pucharu Afryki. Czy z Egiptem, czy z Kamerunem, zmierzymy się ze wspaniałą afrykańską drużyną i będziemy gotowi – mówił selekcjoner tuż po zwycięstwie z Burkina Faso.

Aliou Cisse to jeden z najdłużej urzędujących selekcjonerów podczas Pucharu Narodów Afryki.  Z doświadczeniem procentuje zaufanie. Ekipa Cisse to trudny orzech do zgryzienia. Kolejny turniejowy faworyt, który przez długi czas nie prezentował tego, czego oczekujesz od zespołu tak wysoko notowanego. Drużyny o sporych możliwościach ofensywnych, a przy tym niebywale zbalansowanej. Przynajmniej jak na standardy Pucharu Narodów Afryki. Od czołowego bramkarza globu Eduarda Mendy’ego przez kapitana i lidera defensywy Kalidou Koulibaly’ego aż po najjaśniejszą z gwiazd – Sadio Mane.

Los chciał, że w drodze do finału nie trafili na żadnego giganta, więc trudno ocenić, jak mogliby wyglądać na tle drużyny o podobnych gabarytach. Zderzenie z Kamerunem bądź Egiptem to papierowy majstersztyk i zarazem najważniejszy sprawdzian. Senegal ma naprawdę wiele, aby sięgnąć po upragnione złoto. Wycisnąć „złotą generację” i zapisać się złotymi głoskami w historii afrykańskiego futbolu.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.