Obcy jest smak Ekstraklasy dla młodzieżowych mistrzów Polski

młodzieżowych mistrzów

laczynaspilka


Latem w górnej części grupy spadkowej, dziś w walce o utrzymanie. Warunki się zmieniły, oczekiwania w Kielcach przekalkulowano, ale czy w poszukiwaniu nowych rozwiązań uwzględniono młodzieżowych mistrzów Polski?

Nad Kielcami czarne chmury krążą od miesięcy, kryzys nie jest już żadną sensacją. Nie trzeba głębokiej analizy, aby stwierdzić, że sportowo Koronie daleko do perfekcji. Problemy się mnożą, a antidotum brak. W sierpniu ówczesny trener Gino Lettieri powiedział jasno – “takiego kryzysu w ofensywie Korona nie miała od pięciu lat! Jesteśmy w najtrudniejszej sytuacji od dwóch lat i musimy się poważnie zastanowić, jak to naprawić”. Wydaje się, że nie ma już na co czekać, trzeba szukać alternatyw. Czy w planie awaryjnym młodzi będą mogli liczyć na większy kredyt zaufania? Gdzie jak nie w Kielcach – w miejscu gdzie trener Marek Mierzwa stworzył zespół zwycięzców.

Odciążając pierwszy garnitur

Mamy maj 2019, 27. kolejka Centralnej Ligi Juniorów (najwyższy szczebel rozgrywek juniorskich w kraju – przyp. red.), trzy do końca. Korona Kielce pokonuje na boisku przy Szczepaniaka Śląsk Wrocław 3:0. Tym samym „Scyzory” zapewniają sobie tytuł na blisko miesiąc przed końcem rozgrywek. Trener Marek Mierzwa nie tylko sprawił niespodziankę wyżej notowanym rywalom, ale przede wszystkim dał sygnał pierwszej drużynie. On wie, jak to się robi. Tydzień wcześniej w Ekstraklasie debiutował Paweł Sokół, wcześniej minuty zbierał już Oskar Sewerzyński. Część z tych chłopaków miała być gotowa, by skoczyć o poziom wyżej. Odkleić łatkę juniora, wchodząc od razu do Ekstraklasy. Wcześniej jeszcze europejska przygoda w Lidze Młodzieżowej UEFA, choć tak naprawdę oczekiwań nie było.

Latem rozpoczęto rewolucję, kilkunastu piłkarzy pożegnało się z klubem. Szatnię opuścił Miśkiewicz i Hamrol, szansę w bramce miał dostać Sokół. W odwodzie Jakub Osobiński to niewiele, więc nie dziw pomysł sprowadzenia Marka Kozioła. Całość uzupełnił Luka Kukić. Pierwszy wymieniony dostał szansę wraz ze startem sezonu. Swoją rolę odegrał przepis o młodzieżowcu. Nastolatek usiadł na ławce po siedmiu spotkaniach, w których zachował jedno czyste konto. Ponownie w składzie pojawił się jesienią, tyle że w składzie trzecioligowych rezerw. Zimą na tapet rzucono temat Elany Toruń. 20-latek potrzebował minut, a zainteresowany klub – bramkarza na wczoraj. Najmłodszy Osobiński na ekstraklasowy angaż nie mógł liczyć, ale perspektywa regularnej gry w drugim zespole wydała się najlepszym rozwiązaniem.

Po utracie Rymaniaka, Malarczyka i Kallaste swojej szansy mógł dopatrzyć się któryś ze „złotych chłopców”- Gawlik, Prętnik, Bujak, Bartosiak czy Kordas. Bartosz Gawlik wylądował w rezerwach, ale murawy nie powąchał. Dwóch kolejnych podzieliło los 18-latka, choć z lepszym rezultatem. Kolejno 17 meczów Bartosza Prętnika i 15 Łukasza Bujaka. Bartosik oddany Chojniczance w prezencie. Tylko ostatni z wymienionych w lipcu był już na wypożyczeniu w łódzkim Widzewie. Aktualnie na liczniku 14 spotkań i dwie asysty. W drugiej linii ostał się Żubrowski, jednakże tego samego powiedzieć nie można o Petraku. W środku zrobiło się gęściej. Przyszedł Radin, który szybko dziurę załatał, a dla świeżych mistrzów kraju – Oskara Bartosika i Piotra Lisowskiego – zabrakło miejsca. Pierwszy został z kadrą U-18, a drugi drogą naturalnej selekcji wylądował w III lidze. Tam przynajmniej na brak minut nie narzeka, obecnie 16 meczów i dwie asysty.

Skoro nie na tyłach, to może w ofensywie…

Oskar Sewerzyński, który już ubiegłym sezonie miał okazję zameldować się na boiskach polskiej Ekstraklasy tym razem z szansą się minął. Aktualnie musi zadowolić się czwartym poziomem rozgrywkowym w kraju. W lustrzanej sytuacji znalazł się Mateusz Sowiński i Artur Piróg. 18-latek wiosną błysnął formą w Centralnej Lidze Juniorów, czym wywalczył sobie miejsce w drugim zespole „Scyzorów”. Czas pokazał, że nie bez przyczyny. Gra regularnie i skutecznie, 17 występów, sześć bramek i jedna asysta to całkiem przyzwoity wynik. Na ten moment nagrodą jedynie powołania do pierwszej kadry i miejsce na ławce rezerwowych. Rok starszy Piróg nie gorzej. Na koncie tyle samo meczów, co Sowiński, choć o jedno trafienie mniej. Nie można zapomnieć o bałkańskim akcencie – Zvonimirze Petroviciu. 19-latek błyskawicznie przeszedł do ekipy Sławomira Grzesika, ale dziś daleki od gry na pierwszym froncie.

Zestawienie zamknie Wiktor Długosz. Kluczowa postać mistrzowskiej Korony. 26 meczów, 15 goli i dziewięć asyst. Skuteczny, regularny i błyskotliwy. Potrafił trzymać szatnię, równocześnie będąc świadomym swoich braków. Nad tymi pracował i to procentowało. Mimo tak dynamicznego rozwoju Lettieri nie zamierzał korzystać z usług nastolatka. Włoch nigdy nie słynął z ręki do młodych piłkarzy, aczkolwiek wydawało się, że tym razem będzie inaczej. Nie było. Ten w lipcu przeniósł się na zasadzie wypożyczenia do Warty Poznań. Fakt, że poznańska ekipa także zaliczyła spore przeszeregowania, nie był przypadkowy. Pomógł również Szymusik, który wcześniej obrał podobny kierunek. Początkowo Piotr Tworek chętnie stawiał na 19-latka, ale z czasem regularność w wyborze malała. Ostatni raz zagrał we wrześniu. Zatrzymał się na siedmiu meczach. Warta postanowiła skrócić wypożyczenie Długosza i odesłać go z powrotem do Kielc.

Nie ma efektu, ale gdzie podstawy?

Ustąpił Soriano, ustąpił Górski i Forbes. Dziurę zapełnił Słowak, Czarnogórzec i Czech. Korona i jej myśl… to już wydaje się normą i to niestety boli. Gdzieś na zapleczu przypomniano o 19-letnim Dawidzie Lisowskim i dwa lata młodszym Danielu Szelągowskim. Pierwszy dziś z realną szansą na sportowy awans. Gra regularnie w klubowych rezerwach, a zimą miał okazję zadebiutować w Ekstraklasie (jeśli minutowy występ można nazwać „szansą”). Drugi nie jest nawet pełnoletni, a gra zarówno w drużynie U-18, jak i w trzecioligowych rezerwach. Jak na polskie warunki – jest nieźle. Na horyzoncie jeszcze Jakub Górski, ale na ten moment przebicia nie ma. Dobra prezencja w młodzieżowej Lidze Mistrzów nie wystarczyła, choć trudno się dziwić, bo w rozgrywkach III ligi zdobył tylko jedną bramkę w 11 meczach.

Coś, co wydaje się naturalne i oczywiste w rzeczywistości wciąż jest dalekie. Mistrzowska Korona przepadła i widać to jak na dłoni. Kielecki zespół w ostatnich latach nie słynie z komfortu dla piłkarskich adeptów. Był Lettieri, jest Smyła. W Kielcach był Mierzwa, wiodąca postać w kontekście rozwoju kieleckiej młodzieży – zakończono współpracę. Młodzi coraz częściej pojawiają się na treningach z pierwszą drużyną i właściwie to by było na tyle. Z drugiej strony sami nie wychodzą z szeregu, a to we współczesnym futbolu jest fundamentalne. Schematyczność już nie wystarczy, trzeba zmienić metody. Być może dziś, może jutro, albo na zapleczu Ekstraklasy, bo tam zmierza Korona.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.