Na Białoruś wraca „normalność”?

Czy na Białoruś wraca „normalność”, do której nas od ponad dekady przyzwyczajono? Jutro się o tym przekonamy.

Czy na Białoruś wraca „normalność”, do której nas od ponad dekady przyzwyczajono? Jutro się o tym przekonamy.

Z pewnością wielu czytelników zastanawia się, o co konkretnie może mi chodzić, skoro u naszych wschodnich sąsiadów piłka toczy się nieustannie i jest jedyną europejską ligą, która nie przerwała swoich rozgrywek. Otóż nie chodzi mi o koronawirusa. W tym przypadku mam na myśli BATE, które w 2019 roku przerwało swoją passę – trzynastu mistrzostw z rzędu. Klub z Borysowa sezon 2020 rozpoczął katastrofalnie, przegrywając pierwsze dwa mecze oraz pierwsze półfinałowe spotkanie w Pucharze Białorusi. Czyli jak łatwo policzyć w pierwszych czterech oficjalnych meczach w 2020 roku (liga białoruska gra systemem wiosna – jesień, a puchar w systemie jesień – wiosna), podopieczni Kirilla Alshevsky’ego trzy razy przegrali. W tym miejscu należy przypomnieć, iż w poprzednim roku, kiedy zajęli drugie miejsce, ponieśli tylko cztery porażki na swoim podwórku. (oczywiście nie licząc gry w europejskich pucharach).

W ten weekend na Białorusi rozgrywana jest ósma seria spotkań. I proszę sobie wyobrazić, że pierwsze dwie drużyny w tabeli straciły punkty, co może przyczynić się do zmiany lidera. Szansę na pierwsze miejsce ma BATE które, żeby tego dokonać, musi pokonać w Smolewiczach miejscowy FK Smalawiczy, które jest na przedostatnim miejscu. Dodatkowo najbliższy rywal BATE w tym sezonie jeszcze nie wygrał, więc murowanym kandydatem do zwycięstwa są piłkarze z Borysowa. Zatem czy na Białoruś wraca „normalność”? Przekonamy się o tym już jutro około godziny 19.00.

Kamil Radomski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.