Hanejko: Ktoś zapomniał zgasić światło?

Stawiano na niej krzyżyk. Paru odprowadziło ją nawet na cmentarz, serwując blef o zgaszonym świetle. Jak dla mnie podobni do nich nie nadają się nawet do dymania prostej jak budowa cepa kobiety lekkich obyczajów. Nadal jednak nie brakuje ameb będących zdania, że próba przywłaszczania  nowych partnerów jest elementem gromadzenia środków na stypę huczną niczym medialne igraszki prowadzone przez decyzyjnych w jednym z warszawskich klubów… To nie dom publiczny, panowie “koledzy”.

Pojawili się kibice pod postacią Towarzystwa Sportowego. Powiem prawdę, bo czarowanie rzeczywistości mija się z celem (wielu zrozumie: rzetelne media i temu podobne). Miałem co do tej zmiany bardzo mieszane uczucia i uderzam się w pierś: MYLIŁEM SIĘ! Na szczęście się POMYLIŁEM! Ludzie, obdarowani paroma zaszczytnymi funkcjami w klubie z wieloma żelaznymi łupami w gablocie, mieli wtargnąć do pokoju i wyłączyć światło po takim jednym Kubusiu. Wspomniany “chłoptaś” ze względu na swoją karłowatość (nie mam tu na myśli wzrostu) nie doskoczył do kontaktu. Zwieńczeniem dla niepoznaki miało być czmychniecie przez drzwi frontowe.

Operacja pewnie i doszłaby do skutku, gdyby nie parę kumatych osób, które postanowiły zagrać na nosie kilku napędowym akcji #diedWisla i uratować ten jakże zasłużony dla polskiej piłki relikt. Posługując się slangiem młodzieżowym: “Pozdro dla kumatych”… Kibic, który za pośrednictwem jednego z portali społecznościowych zapoczątkował natarczywe poszukiwanie chętnego na dołożenie paru klepaków do interesu. Na dodatek sponsor, notabene od dzieciaka oddany fan, postanowił nie pozostawać ambiwalentny na momenty agonii swojej ukochanej. On wie, ja wiem i wy wiecie, że nie chodziło o tablice z afiszem jego firmy, a o wspomożenie swojej “dziołchy” w potrzebie. Miłość nie szuka poklasku. I niech mi się wyrwie teraz jakiś pustelnik, który powie, że kibice nie są siłą tego klubu!

Światło wyłączone. Usta hejterów zakneblowane wiązkami banknotów od coraz to nowych wspomożycieli, których grono na przestrzeni kilku najbliższych dni powinno się powiększyć. Jednak nie terminowe przelewy na konta zawodników i liczba zer na nich są problemem. Jedna sprawa nadal nie daje spokoju. Historia z życia wzięta: młody, charyzmatyczny biznesmen obejmował chylącą się ku glebie drużynę, gdy kasa klubowa nie była w stanie pokryć wydatków w postaci kilku zgrzewek wody niegazowanej. Pewnego wieczoru, w zaciszu firmowego biura przyszedł mu do głowy pomysł zmieniający diametralnie obraz polskiej piłki na najbliższe  kilka wiosen: “Dlaczego by nie wciągnąć nosem tego śmiesznego zbiegowiska, przez dowcipnych nazywanego walką o mistrzostwo Polski?”. Jak coś robić to z pompą! Sprowadził zatem do siebie pół piłkarskiej Polski, tworząc monstrum rządzące i dzielące na ojczystym podwórku przez lata. Wiodło mu się dobrze, ale jak to zawsze bywa nastąpiły i lata chude, które skłoniły go do sprzedaży biznesu. Wspomniany pan jeszcze dobrze nie zdążył domknąć klamki, a wielu, jeszcze nie tak dawno oklaskujących jego majestat,  nie nadąża z wymyślaniem “zgrabnych” epitetów na jego temat.

Cupiał nie zabezpieczył klubu, stawiając przy ulicy Reymonta 22 potężnej akademii. Był jednak patronem, właścicielem, najemcą klubu, po którego meczach z FC Barceloną, Schalke czy Realem Madryt zawsze wychodziliśmy z bananem na pysku. Zostawił w swoim gabinecie kawał serce, a lista jego występków zwyczajnie blednie przy spisie jego osiągnięć.

2 thoughts on “Hanejko: Ktoś zapomniał zgasić światło?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi