KKS 1925 Kalisz i Skra Częstochowa zagrają o Fortuna I ligę

Fortuna 1 Liga

Fot. B. Hamanowicz / miedzlegnica.eu

Półfinałowe mecze barażów o awans do Fortuna I ligi dostarczyły nam mnóstwo emocji. Najpierw po fantastycznym trafieniu Daniela Pietraszkiewicza Skra Częstochowa wygrała na wyjeździe z Chojniczanką Chojnice. Do wyłonienia drugiego finalisty niezbędna okazała się seria rzutów karnych. Lepsi w pojedynku nerwów okazali się zawodnicy KKS-u 1925, którzy w Suwałkach wyeliminowali miejscowe Wigry.

Chojniczanka Chojnice – Skra Częstochowa 0:1 (0:1)

Daniel Pietraszkiewicz 29

Chojniczanka: Paweł Sokół – Jan Mudra (Oskar Nowak 84′), Marcin Grolik, Mateusz Bartosiak, Michał Grobelny – Tomasz Mikołajczak, Robert Ziętarski (Artur Pląskowski 65′), Maciej Kona (Paweł Czajkowski 84′), Adrian Rakowski (Artur Golański 77′), Mateusz Klichowicz – Szymon Skrzypczak (Serhij Napołow 84′).

Skra: Mikołaj Biegański – Hubert Sadowski, Mariusz Holik, Rafał Brusiło – Krzysztof Napora, Maciej Kazimierowicz (Damian Warnecki 79′), Karol Noiszewski, Piotr Nocoń, Daniel Pietraszkiewicz (Dawid Niedbała 68′) – Kamil Wojtyra, Lucjan Klisiewicz (Radosław Gołębiowski 46′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Chojniczanki

Początek spotkania był bardzo spokojny. Widoczne było swoiste badanie sił z obu stron. Pierwszą konkretniejszą okazję stworzyli sobie gospodarze. W 27. minucie po przechwycie Macieja Kony strzał obok bramki oddał Mateusz Klichowicz. Dwie minuty później gospodarze mogli jedynie bezradnie rozłożyć ręcę, gdy fenomenalnym strzałem zza pola karnego Pawłowi Sokołowi żadnych szans na interwencję nie dał wypożyczony z Bruk-Betu Termaliki Nieciecza 19-letni Daniel Pietraszkiewicz. Jeszcze przed przerwą miejscowi mieli szansę na wyrównanie wyniku spotkania, jednak Szymon Skrzypczak w sytuacji sam na sam z Mikołajem Biegańskim trafił wprost w interweniującego bramkarza. Kilka minut poźniej swojej drużynie świetnym powrotem w okolice własnego pola karnego uratował Jan Mudra. Po dobrej akcji Karola Noiszewskiego Pietraszkiewicz, jak się wydawało, miał przed sobą świetną okazję do strzelenia gola. W ostatniej chwili jednak czeski obrońca odebrał mu piłkę.

W drugiej połowie przewaga Chojniczanki była zdecydowanie bardziej widoczna. Wraz z upływem kolejnych minut napór gospodarzy rósł, tak samo jak świadomość sytuacji, w której się znaleźli. Miejscowi stworzyli sobie wiele bardzo dogodnych sytuacji pod bramką Skry, jednak żaden z zawodników Chojniczanki nie potrafił znaleźć recepty na dobrze dysponowanego Biegańskiego. W pierwszych minutach drugiej połowy Maciej Kona i Robert Ziętarski z dobrych pozycji posłali futbolówkę nad bramką Skry. Jeżeli gospodarze już posyłali piłki w stronę bramki rywala, to na drodze stawał im albo Biegański (strzał Klichowicza z 69. minuty), poprzeczka (strzał głową Ziętarskiego) lub słupek (dobitka strzału Klichowicza). Niepowtarzalnej okazji do zamknięcia tego spotkania w 77. minucie nie wykorzystał Dawid Niedbała, który przegrał pojedynek sam na sam z Sokołem. W ostatnich minutach przy rzutach rożnych pod bramką Skry pojawiał się nawet bramkarz Chojniczanki, jednak i to nie pomogło, by doprowadzić chociaż do dogrywki.

Nie można powiedzieć, że Skra nie zasłużyła sobie na ten sukces. Co prawda nie byli stroną przeważającą chyba w żadnym momencie tego spotkania, jednak w defensywie grali bardzo umiejętnie nie dając rywalowi szansy na wyrównanie. Oczywiście w tym wszystkim było także bardzo dużo szczęścia oraz niedokładności rywala. O ile w ostatnim tekście pisałem o Garbarni Kraków i Stali Rzeszów w kontekście największych przegranych końcówki sezonu, to teraz muszę zmienić ten pogląd. Chojniczanka pod koniec sezonu miała wszystko w swoich rękach, by wywalczyć nawet bezpośredni awans. Ta sztuka ostatecznie się nie udała, jednak drużyna prowadzona od przegranego meczu z GKS-em Katowice przez Tomasza Kafarskiego miała atut własnego boiska w obu potencjalnych spotkaniach barażowych. To wszystko zostało zmarnowane przez nieskuteczność, co skutkuje drugim sezonem spędzonym na trzecim szczeblu rozgrywkowym w Polsce.

Skrót z tego meczu można obejrzeć tutaj.


Wigry Suwałki – KKS 1925 Kalisz 2:2 (2:2, 2:2, 2:2) – 2:4 w rzutach karnych

Martin Dobrotka 6, Kamil Adamek 39 – Andrzej Kaszuba 4, Néstor Gordillo 37 (karny)

Wigry: Hieronim Zoch – Grzegorz Aftyka (Michał Orzechowski 83′), Martin Dobrotka, Adrian Piekarski, Rafał Grzelak, Paweł Gierach – Cezary Sauczek (Patryk Czułowski 101′), Wojciech Kamiński, Patryk Mularczyk (Łukasz Bogusławski 66′), Michał Żebrakowski (Kacper Wełniak 66′) – Kamil Adamek.

KKS 1925: Michał Molenda – Nikodem Zawistowski, Filip Kendzia (Mateusz Żytko 91′), Mateusz Gawlik, Tomasz Hołota, Marcin Radzewicz – Michał Borecki (Mateusz Mączyński 102′), Andrzej Kaszuba (Bartłomiej Putno 62′; Maciej Krakowiak 120′), Adrian Łuszkiewicz, Néstor Gordillo – Bartłomiej Maćczak (Mateusz Majewski 91′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Wigier

Już spotkanie w Chojnicach mogło spodobać się postronnym obserwatorom, jednak mecz na polskim “biegunie zimna” okazał się jeszcze lepszym widowiskiem. Zwłaszcza w pierwszej połowie, gdy mogliśmy oglądać swoistą wymianę ciosów pomiędzy obiema drużynami. Świadczy o tym m.in. fakt, że już po sześciu minutach na tablicy świetlnej widniał wynik 1:1. A później było tylko lepiej.

Prowadzenie KKS-owi 1925 w 4. minucie dał Andrzej Kaszuba, który dopadł do piłki nieudolnie wybijanej z pola karnego i mocnym strzałem pokonał Hieronima Zocha. Jego sprzymierzeńcem w tej sytuacji nie okazał się kolega z zespołu, od którego futbolówka się odbiła, przez co ta zmieniła tor lotu. Gospodarze bardzo szybko się otrząsnęli i już dwe minuty później dośrodkowanie Grzegorza Aftyki z rzutu wolnego na gola zamienił Martin Dobrotka, który celną “główką” przechytrzył golkipera rywala.

Kilka minut później obserwowaliśmy kolejną wymianę ciosów. Najpierw świetną sytuację niedokładnym przyjęciem piłki zaprzepaścił Michał Żebrakowski. Defensorzy Wigier momentami mieli ogromne problym z Néstorem Gordillo, który niejednokrotnie próbował wyprowadzić swój zespół na ponowne prowadzenie. Ostatecznie ta sztuka mu się udała, ale nie z gry, a z rzutu karnego. Jego strzał zza pola karnego w 37. minucie ręką zatrzymał Patryk Mularczyk, Po raz kolejny Wigry odpowiedziały błyskawicznie. Dwie minuty później fatalny błąd Michała Molendy na raty wykorzystał Kamil Adamek. Tuż przed przerwą Żebrakowski zdołał pokonać Molendę, jednak w momencie podania Adamka znajdował się na spalonym.

W drugiej połowie takiego impetu ze strony zawodników obu drużyn już nie oglądaliśmy. Nie jest to rzecz o którą powinniśmy mieć pretensje. Bardzo często i na wyższym szczeblach rozgrykowych zdarzają się przestoje, a naprawdę ciężko jest grać przez cały czas na takiej intensywności, jak obserwowaliśmy to przed przerwą. Nieco zwolnione tempo okazało się być dobrą decyzją – piłkarzom potrzebne były siły na dodatkowe 30 mnut gry i ewentualny konkurs rzutów karnych.

W dogrywce zdecydowanie bliżej rozstrzygnięcia meczu na swoją korzyść byli gospodarze. W poprzeczkę strzał oddał Rafał Grzelak, a Molenda udanie interweniował m.in. po strzale Kacpra Welniaka. W 96. minucie spotkania sędzia Tomasz Kwiatkowski odgwizdał rzut karny dopatrując się faulu Molendy na Łukaszu Bogusławskim. Po skorzystaniu z systemu VAR arbiter zmienił swoją decyzję i odgwizdał zagranie ręką jednego z piłkarzy gospodarzy. W 116. minucie kaliszanie mogli przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Po dość kuriozalnej sytuacji, przy sporym udziale Pawła Gieracha, Néstor Gordillo nie zdołał wbić futbolówki z metra do pustej bramki.

Na osobny akapit zasługuje ostatnia roszada w KKS-ie 1925, którą Ryszard Wieczorek dokonał tuż przed rzutami karnymi. Bartłomieja Putno na boisku zastąpił … nominalny bramkarz Maciej Krakowiak, który na dodatek założył trykot zawodnika z pola. Mało tego, w serii rzutów karnych to właśnie Krakowiak, a nie Molenda stał między słupkami. Taka roszada była spowodowana przede wszystkim brakiem możliwości zmienienia Molendy, który jako młodzieżowiec musiał pozostać na boisku.

Po pierwszej serii rzutów karnych wciąż mieliśmy bezbramkowy remis. Najpierw Mateusz Żytko strzelił w słupek, a po chwili Krakowiak obronił strzał w środek Martina Dobrotki. W kolejnych dwóch seriach piłkarze pozostali bezbłędni. W czwartej serii gola strzelił Mateusz Majewski, a Paweł Gierach strzelił nad bramką. W ostatniej serii odpowiedzialność na swoje barki wziął Néstor Gordillo, który dał KKS-owi 1925 największy sukces w historii klubu.

Skrót z tego można obejrzeć tutaj.

Finał zostanie rozegrany w sobotę 19 czerwca o godz. 11:45 w Kaliszu. Spotkanie będzie transmitowane przez stację TVP Sport.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *