eWinner II liga: Skra zwycięska w hicie świątecznej kolejki

Źródło: PZPN

Największym wydarzeniem 25. kolejki spotkań eWinner II ligi był comeback Skry Częstochowa i zwycięstwo w hitowym starciu z Chojniczanką Chojnice. Ponadto strefę spadkową opuścił Znicz Pruszków, który wygrał drugi mecz z rzędu.

Chojniczanka Chojnice – Skra Częstochowa 1:3 (0:0)

Maciej Kona 53 – Dawid Niedbała 64, Piotr Nocoń 80, Damian Warnecki 90

Chojniczanka: Paweł Sokół – Paweł Czajkowski, Marcin Grolik, Martin Klabník, Michał Sacharuk – Mateusz Klichowicz (Serhij Napołow 83′), Adrian Rakowski (Artur Golański 83′), Maciej Kona, Tomasz Mikołajczak, Adam Ryczkowski – Szymon Skrzypczak (Olaf Nowak 72′).

Skra: Mikołaj Biegański – Krzysztof Napora, Hubert Sadowski (Titas Milašius 55′), Mariusz Holik, Adam Mesjasz, Rafał Brusiło – Lucjan Klisiewicz (Dawid Niedbała 31′), Radosław Gołębiowski (Damian Warnecki 79′), Karol Noiszewski, Piotr Nocoń – Kamil Wojtyra.

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Chojniczanki

Hit wielkanocnej kolejki eWinner II ligi nie zawiódł naszych oczekiwań. Piłkarze obu drużyn grali ofensywny, ładny dla oka futbol. A co najciekawsze, spokojnie ten mecz można podzielić na dwie części. Przez pierwszą godzinę spotkania zdecydowaną przewagę mieli zawodnicy Chojniczanki. Ostatnie 30 minut należało jednak do gości, którzy ostatecznie przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Patrząc na ilość sytuacji stworzonych w pierwszej połowie Chojniczanka powinna spokojnie rozstrzygnąć losy tego spotkania już do przerwy. Chociaż trzeba przyznać, że sami gospodarze też się rozkręcali powoli, bo pierwszą dogodną okazję stworzyli sobie dopiero w 25. minucie. Po złym rozegraniu rzutu rożnego szybką kontrę wyprowadził Szymon Skrzypczak. Napastnik Chojniczanki wypuścił na lewym skrzydle Adama Ryczkowskiego. Ten sprytnym dotknięciem minął obrońcę Skry i przez ponad połowę boiska biegł sam na sam z Mikołajem Biegańskim. Nie lada heroizmem w tej sytuacji popisał się wracający za rywalem Krzysztof Napora. Występujący na prawej obronie 31-latek najpierw wybił piłkę Ryczkowskiemu spod nóg, a po chwili wślizgiem zablokował dobitkę Mateusza Klichowicza.

Siedem minut później Adrian Rakowski ładnie wypatrzył na prawym skrzydle Klichowicza. Tym razem jego uderzenia nie zablokował żaden z rywali, jednak po jego strzale z ostego kąta piłka odbiła się od słupka bramki Biegańskiego. Goście do przerwy nie byli zbyt groźni, to też Paweł Sokół nie miał zbyt wiele do roboty. Golkiper klubu z Chojnic jednak ciąglę musiał utrzymać skupienie. Dzięki temu 21-letni bramkarz nie dał się zaskoczyć w 44. minucie po strzale głową Radosława Gołębiowskiego.

W drugiej połowie piłkarze brylowali już głównie skutecznością i naprawdę ładnym bramkami. Strzelanie w 53. minucie rozpoczęli gospodarzę. Szarżujący przed polem karnym Ryczkowski przytomnie wycofał futbolówkę do Macieja Kony. Ten popisał się fantastycznym, precyzyjnym strzałem z pierwszej piłki, przy którym Biegański pozostał bezradny. Uderzona przez niego piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki. Kilka minut później Chojniczanka mogła podwyższyć prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Michała Sacharuka nieznacznie głową pomylił się Skrzypczak.

Kiedy już się mogło wydawać, że miejscowi mają pod kontrolą to spotkanie, to nagle w 64. minucie Skra strzela wyrównującego gola. Piotr Nocoń rozrzucił piłkę na lewą stronę do Rafała Brusiło, który posłał dośrodkowanie na dalszy słupek bramki Chojniczanki. Tam nabiegający na piłkę Dawid Niedbała zdołał uprzedzić Sacharuka i strzałem głową pokonał Sokoła.

Pomimo usilnych starań, Ryczkowski w tym meczu gola strzelić nie potrafił. Prócz próby zablokowanej przez Naporę, skrzydłowy Chojniczanki jeszcze w pierwszej połowie dwukrotnie próbował pokonać Biegańskiego. Bardzo blisko bramki 23-latek był w 67. minucie, gdy po jego strzale z dystansu futbolówka trafiła w słupek. Niecelnie dobijający Skrzypczak był już na pozycji spalonej. Wkrótce ta ilość niewykorzystanych sytuacji miała się zemścić.

Trzeba jednak przyznać, że Skrze w sobotnie wczesne popołudnie sprzyjało sporo szczęścia. W 80. minucie po dalekim wyrzucie piłki z autu Olaf Nowak zdawał się faulować przed polem karnym Piotra Noconia. Rezerwowy gospodarzy chyba oczekiwał gwizdka sędziego przerywającego grę. Marcin Kochanek zastosował jednak przywilej korzyści, z którego Nocoń skorzystał najlepiej jak mógł. Kompletnie niepilnowany pomocnik Skry oddał mocny strzał zza pola karnego, który całkowicie zaskoczyć Sokoła. Na powtórkach widać jak dużą rotację piłce przy tym uderzeniu nadał kapitan gości.

Ostatni wybuch radości przyjezdnych nastąpił zaraz na początku doliczonego czasu gry. Chojniczanka już wtedy postawiła wszystko na jedną kartę, za co została skarcona. Po stracie na połowie Skry wprowadzony z ławki Damian Warnecki otrzymał podanie na wolne pole. 20-latek przebiegł samotnie pół boiska i bardzo pewnym strzałem pokonał Sokoła, kompletując tym samym swoje drugie trafienie w tym sezonie eWinner II ligi.

W Chojnicach mają prawo czuć ogromny niedosyt. Przez większość meczu przewaga podopiecznych Adama Noconia była zdecydowana. Mało tego, gospodarze już dużo wcześniej powinni odskoczyć rywalowi. Bo Skra przez ponad połowę meczu nie prezentowała się imponująco, mając sporo problemów z konstruowaniem akcji ofensywnych. Nie po raz pierwszy w tym sezonie wyróżnili się jednak skutecznością, dzięki której pozostali jedynym niepokonanym zespołem eWinner II ligi w 2021 roku. Po tym spotkaniu to miano oficjalnie już straciła Chojniczanka. W tabeli ligowej oba zespoły pozostały na swoich starych miejscach. Różnice są jednak znaczne – Chojniczanka powiększyła swoją stratę do czołowej dwójki, natomiast Skra zbliżyła się do tego zespołu na zaledwie trzy “oczka”, stawiając kolejny krok na drodze do barażów o awans do Fortuna I ligi.

Skrót z tego meczu można obejrzeć tutaj.


GKS Katowice – Olimpia Grudziądz 1:0 (0:0)

Marcin Urynowicz 86

Katowice: Bartosz Mrozek – Zbigniew Wojciechowski, Arkadiusz Jędrych, Michał Kołodziejski, Grzegorz Rogala – Szymon Kiebzak, Michał Gałecki (Bartosz Jaroszek 83′), Rafał Figiel (Marcin Urynowicz 71′), Adrian Błąd (Krystian Sanocki 71′), Arkadiusz Woźniak (Dominik Kościelniak 71′) – Filip Kozłowski (Piotr Kurbiel 62′).

Olimpia: Nikodem Sujecki – Damian Ciechanowski (Rafał Kruczkowski 88′), Piotr Witasik, Robert Obst (Grzegorz Gulczyński 83′), Szymon Jarosz, Bartosz Widejko – Mikołaj Gabor, Grzegorz Płatek (Oskar Kalenik 88′), Omid Popalzay (Najim Romero 68′), Patryk Leszczyński (Marko Zawada 68′) – João Criciúma.

Przedmeczowy typ: zwycięstwo GKS-u

W bólach rodziło się 17. zwycięstwo GKS-u Katowice w tym sezonie. Piłkarze Olimpii po raz kolejny pokazali zarówno obserwatorom, jak i swoim rywalom, że w rundzie wiosennej nie są już tym apatycznym i po prostu słabym zespołem co na jesień i w końcówce sezonu będą w stanie wyrządzić sporo zamieszania w ligowej stawce.

Cudów jednak nie było. Przy Bukowej realizował się standardowy scenariusz, w którym lider dominuje wydarzenia na boisku, a walczący o utrzymanie goście skupiają się przede wszystkim na pilnowaniu tyłów i wyprowadzaniu kontrataków w nadziei na błąd swojego rywala. Zadania Olimpii nie ułatwiała absencja José Embaló Najlepszy strzelec tego zespołu w meczu z “Gieksą” pauzował za żółte kartki.

Przewaga nie składała się jednak na dogodne sytuacje do strzelenia gola. Zdecydowanie największe zagrożenie ze strony gospodarzy szło w pierwszej połowie od Rafała Figiela. W 8. minucie po jego próbie technicznego strzału piłka odbiła się od pleców jednego z defensorów Olimpii i nieznacznie minęła bramkę Olimpii. Jeszcze bliżej gola ten zawodnik był w 26. minucie. Jego bardzo mocny strzał zza pola karnego okazał się tylko minimalnie niecelny. Tuż przed przerwą Figiel strzelał po raz trzeci – tym razem uderzył jednak wprost w Nikodema Sujeckiego, który złapał piłkę bez żadnych problemów. Prócz prób byłego pomocnika Rakowa Częstochowa, w pierwszej połowie odnotować warto także strzał głową Arkadiusza Woźniaka i niecelną próbę Błąda. Jeszcze gorzej wyglądało to po drugiej stronie boiska. W zasadzie poza jednym słabym strzałem zza pola karnego, a także kilku próbach dogrania futbolówki w pole karne, to Bartosz Mrozek w pierwszej połowie był w zasadzie bezrobotny.

Druga połowa to jeszcze bardziej zdecydowane ataki gospodarzy. Momentami bramka Olimpii była wręcz oblegana przez zawodników GKS-u. Przez dłuższy czas nieskutecznie. Dwie bardzo dobre sytuacje miał Woźniak. W pierwszym wypadku po prostopadłym podaniu Szymona Kiebzaka lewy pomocnik “Gieksy” z ostrego kąta uderzył słabo, po ziemi i wprost w Sujeckiego. Dużo więcej wysiłku golkiper Olimpii musiał włożyć po uderzeniu głową Woźniaka w 63. minucie. Sujecki odbił piłkę zmierzającą do bramki, wpadając przy tym na słupek. Po chwili przerwy 18-latek mógł kontynuować grę. Sujecki ostatecznie skapitulował w 86. minucie, kiedy w końcu jedno z wielu dośrodkowań w pole karne doprowadziło do upragnionego gola. Dobrą wrzutkę z prawej strony boiska równie dobrym strzałem głową wykończył Marcin Urynowicz.

“Gieksa” po kilku dniach odzyskała pozycję lidera i obecnie ma dwa punkty przewagi nad drugim Górnikiem Polkowice, który w tej kolejce pauzował, a kilka dni wcześniej odrabiał zaległości w Suwałkach. Na plus dla podopiecznych Rafała Góraka zadziałała porażka Chojniczanki Chojnice, dzięki czemu zespół z Katowic ma obecnie sześć punktów przewagi nad strefą barażową. Olimpia z kolei jest jednym z czterech zespołów mających na koncie 23 punkty. Ze względu jednak na najbardziej korzystny bilans bramek zespół z Grudziądza plasuje się obecnie na 14. pozycji. Przewaga nad strefą spadkową jest jednak minimalna, co zapowiada nam wielkie emocje w najbliższych tygodniach.


Wigry – Górnik Polkowice 0:1 (0:1)

Mariusz Szuszkiewicz 33

Wigry: Hieronim Zoch – Martin Dobrotka, Adrian Piekarski, Rafał Grzelak (Michał Żebrakowski 84′), Adrian Karankiewicz, Patryk Czułowski (Patryk Mularczyk 66′) – Denis Gojko (Cezary Sauczek 66′), Wojciech Kamiński, Bartłomiej Babiarz, Kacper Wełniak (Michał Orzechowski 66′) – Kamil Adamek.

Górnik: Mateusz Malec – Dominik Radziemski, Paweł Kucharczyk, Marek Opałacz (Rafał Karmelita 73′), Jarosław Ratajczak  – Eryk Sobków, Michał Danilczyk, Kamil Wacławczyk (Bruno Żołądź 79′), Ernest Terpiłowski (Filip Baranowski 82′) – Mateusz Piątkowski, Mariusz Szuszkiewicz.

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Górnika

W pierwotnym terminie ten mecz miał zostać rozegrany 2 grudnia. Wówczas został on odwołany z powodu zmrożonej murawy na stadionie w Suwałkach. Piłkarze Górnika przejechali wówczas w obie strony ponad półtora tysiąca kilometrów (po 766 kilometrów w jedną stronę) zupełnie na darmo, ponosząc przy tym wszystkie koszty wyjazdu. Działacze klubu z Polkowic odgrażali się i złożyli wniosek o ukaranie Wigry walkowerem oraz zwrot poniesionych kosztów. Jak zwykle to bywa w takich sytuacjach, cały konflikt rozszedł się po kościach, a o punkty piłkarze powalczyli na boisku.

Dużo o obrazie pierwszej połowy powie nam statystyka fauli i żółtych kartek. Prowadzący to spotkanie Karol Arys w pierwszych 45 minutach pokazał aż sześć żółtych kartoników. Przez większość pierwszej części kibice obserwujący transmisję z tego spotkania częściej mogli oglądać walkę w środku pola, a co za tym idzie, także faule, niż strzały i klarowne sytuacje. Na szczęście te również się w końcu pojawiły. W 30. minucie po strzale Kamila Adamka i interwencji Mateusza Malca futbolówkę z własnej bramki wybijać musiał Michał Danilczyk.

Trzy minuty później Hieronim Zoch nie mógł liczyć na taką asekurację swoich kolegów, chociaż trzeba przyznać, że i sam bramkarz Wigier nie zanotował najlepszej interwencji. Z rzutu wolnego nie za mocny, ale kąśliwy strzał po ziemi oddał Dominik Radziemski. Zoch wydawał się być nieco zaskoczony tym uderzeniem i odbił piłkę przed siebie co bezlitośnie wykorzystał Mariusz Szuszkiewicz dobijając futbolówkę do pustej bramki. Wydawało się, że Zoch w tej sytuacji nie widział do końca lecącej piłki, którą zasłonili mu inni zawodnicy. Jest to jednak dość marne usprawiedliwienie – strzał Radziemskiego nie był na tyle silny, by tej piłki bramkarz nie był w stanie złapać, albo chociaż w lepszy sposób odbić do boku. Radziemski probówał zaskoczyć Zocha ponownie w 40. minucie, jednak tym razem zwycięsko z tego pojedynku wyszedł golkiper gospodarzy.

Po przerwie gospodarze zaatakowali ze zdecydowanie większą werwą. Gwizdek sędziego Arysa rozpoczynający drugą połowę w niedługim czasie przyniósł nam spory ruch pod bramką Górnika. Malca zaskoczyć probówali m.in. Wojciech Kamiński, Kacper Wełniak czy Adamek. Ich próby okazały się ostatecznie nieskuteczne – jeżeli piłka nie minęła bramki Górnika, to zdołał ją odbić lub złapać Malec.

Intensywny kwadrans gospodarzy nie przyniósł im upragnionego gola. Z biegiem czasu ich przewaga malała, a gospodarze musieli również uważać na groźne kontry wyprowadzone przez piłkarzy Górnika. W 80. minucie Wigry przed utratą bramki powstrzymali Cezary Sauczek i Patryk Mularczyk, którzy zdążyli wrócić za Erykiem Sobkowem i odebrali mu piłkę. Była to interwencja wręcz bezcenna – napastnik Górnika biegł sam na sam z Zochem. Pięc minut później kolejnej świetnej sytuacji nie wykorzystał Szuszkiewicz. Był to ostatni akcent tego spotkania. W doliczonym czasie gry obserwowaliśmy jeszcze kilka rozpaczliwych prób gospodarzy, a nawet wypady Zocha pod pole karne rywala, jednak tego dnia Malec nie dał się pokonać.

Zaległe spotkanie w ramach 16. kolejki eWinner II ligi miało bardzo duże znaczenie dla układu tabeli. Zwycięstwo gospodarzy pozwoliłoby im awans na czwarte miejsce oraz zmniejszenie straty do czołówej dwójki. Górnik z kolei wygrywając w Suwałkach wyprzedził GKS Katowice. Istotniejsze jest jednak to, że w świątecznej kolejce polkowiczanie pauzują. Powoduje to, że wygrana Gieksy da im “tylko” dwupunktową, a nie aż pięciopunktową przewagę nad Górnikiem.


Wigry Suwałki – KKS 1925 Kalisz 2:0 (0:0)

Denis Gojko 50, 80

Wigry: Hieronim Zoch – Michał Orzechowski (Michał Ozga 79′), Martin Dobrotka, Adrian Piekarski, Adrian Karankiewicz, Elso Brito (Daniel Liszka 16′) – Denis Gojko, Wojciech Kamiński, Patryk Czułowski (Kacper Wełniak 46′), Bartłomiej Babiarz (Patryk Mularczyk 43′) – Kamil Adamek (Michał Żebrakowski 79′).

KKS 1925: Michał Molenda – Nikodem Zawistowski (Kamil Koczy 86′), Bartosz Waleńcik, Mateusz Gawlik, Marcin Radzewicz, Mateusz Mączyński (Bartłomiej Putno 76′) – Michał Borecki (Robert Tunkiewicz 76′), Adrian Łuszkiewicz, Tomasz Hołota, Néstor Gordillo (Romāns Mickevičs 86′) – Bartłomiej Maćczak (Mateusz Majewski 76′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Wigier

Wigry Suwałki wraz z Pogonią Siedlce i Sokołem Ostróda były najbardziej zapracowanymi drużynami minionego tygodnia w eWinner II lidze. Sobotnie spotkanie z KKS-em 1925 Kalisz było dla podopiecznych Dawida Szulczka, którzy nie chcieli dopuścić do trzeciej porażki z rzędu. W takiej sytuacji strata do prowadzacej dwójki stałaby się jeszcze bardziej pokaźna, a na dodatek peleton goniący strefę barażową jeszcze bardziej zbliżyłby się do suwalszczan.

Dla gospodarzy to spotkanie nie zaczęło się najlepiej. Już w 16. minucie trener Wigier musiał wykorzystać pierwszą ze zmian, wprowadzając na boisko Daniela Liszkę w miejsce Elso Brito. Lewemu wahadłowemu rodem z Republiki Zielonego Przylądka odnowił się uraz uniemożliwiający mu dalszą grę. Mało tego, tuż przed końcem pierwszej połowy boisko opuścił także drugi kontuzjowany zawodnik – Bartłomiej Babiarz. Dodatkowo goście w pierwszej połowie sprawiali o wiele lepsze wrażenie, zdołając nawet strzelić bramkę. W 20. minucie Hieronima Zocha pokonał Bartłomiej Maćczak. Radość przyjezdnych bardzo szybko zastopował prowadzący to spotkanie Mateusz Jenda, który odgwizdał pozycję spaloną. Prócz tej próby, Zocha zaskoczyć próbowali także m.in. Néstor Gordillo czy Adrian Łuszkiewicz. Bramki jednak strzelić się nie udało.

Zawodnicy Wigier wyciągnęli wnioski ze słabej pierwszej połowy i po przerwie zaprezentowali się już z dużo lepszej strony. Po pierwsze nie pozwalali już piłkarzom z Kalisza tak łatwo dochodzić do sytuacji, samemu wystrzegając się większych błędów. Co jednak ważniejsze, sami odważniej zaatakowali, co bardzo szybko przyniosło pożądane skutki. W 50. minucie po przejęciu piłki w środku pola Denis Gojko otrzymał podanie na prawą stronę pola karnego. Skrzydłowy Wigier bez większych problemów zszedł do środka i bardzo ładnym uderzeniem przy dalszym słupku zaskoczył minimalnie spóźnionego Michała Molendę.

Po strzeleniu gola gospodarze ponownie oddali inicjatywę rywalom, którzy wykazywali się dużymi chęciami, by jak najszybciej wyrównać wynik spotkania. Pomimo usilnych starań Łuszkiewicz i Tomasz Hołota nie byli w stanie pokonać Zocha. Nie uczynił tego również Michał Orzechowski. W 69. minucie po strzale głową Michała Boreckiego futbolówka odbiła się jeszcze od obrońcy Wigier, jednak ostatecznie nieznacznie minęła słupek bramki gospodarzy.

Końcówka należała jednak do piłkarzy Wigier. Świetnej okazji na dobicie rywala, który w każdym momencie mógł poważnie zagrozić bramce gospodarzy, w 77. minucie nie wykorzystał Kacper Wełniak. Wprowadzony w przerwie napastnik nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Molendą, kierując piłkę obok bramki. Dużo większą precyzją trzy minuty później popisał się Gojko. 23-latek w najlepszy możliwy sposób wykorzystał długie podanie Michała Ozgi, bez większych problemów wyprzedzając Mateusza Gawlika i przerzucając piłkę nad interweniującym Molendą.

Zwycięstwo z KKS-em 1925 było dla Wigier trzynastą wiktorią w tym sezonie. Zespół ten rzecz jasna utrzymał piątą pozycję w tabeli, zmniejszył stratę do trzeciej Chojniczanki Chojnice do czterech “oczek” oraz odskoczył na kolejne punkty od zespołów znajdujących się poza strefą barażową. Jednym z nich jest KKS 1925, który na ten moment traci zaledwie punkt do szóstej Stali Rzeszów, jednak już aż dziewięć do piątych Wigier.


Stal Rzeszów – Błękitni Stargard 2:2 (0:0)

Bartosz Wolski 55, Mariusz Sławek 58 – Mateusz Bochnak 74, Jakub Ostrowski 90

Stal: Wiktor Kaczorowski – Dominik Marczuk (Dominik Sadzawicki 86′), Damian Kostkowski, Sławomir Szeliga, Piotr Głowacki – Błażej Szczepanek (Jakub Szczypek 78′), Marcel Kotwica, Bartosz Wolski (Dawid Olejarka 67′) – Krystian Pieczara, Rafał Maciejewski (Grzegorz Goncerz 66′), Mariusz Sławek (Oktawian Skrzecz 78′).

Błękitni: Dominik Sasiak – Jan Andrzejewski, Jakub Ostrowski, Daniel Wajsak, Bartłomiej Mruk – Mateusz Bochnak, Hubert Krawczun (Damian Niedojad 69′), Dawid Polkowski, Michał Cywiński, Adrian Kwiatkowski (Bartosz Boniecki 69′) – Kamil Walków.

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Stali

Zgodnie z oczekiwaniami to miejscowi od pierwszych minut przeważali na boisku w Stalowej Woli, nastręczając sporo pracy bramkarzowi Błękitnych Dominikowi Sasiakowi. W 7. minucie golkiper gości nie musiał jeszcze interweniować, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Krystian Pieczara posłał piłkę głową nad bramką rywala. Swoje umiejętności 20-letni Sasiak pokazał już chwilę później. Prostopadłym podaniem Piotr Głowacki wypuścił Rafała Maciejewskiego, który przegrał pojedynek sam na sam z Sasiakiem. Bramkarz Błękitnych po chwili w świetnym stylu obronił dobitkę Pieczary.

W kolejnych minutach Stal w dalszym ciągu miała pod kontrolą wydarzenia na boisku. Goście z kolei mieli spore problemy z konstruowaniem akcji pod bramką rywala. Lepiej szło im jednak bronienie dostępu do własnej bramki, gdyż do przerwy, pomimo kilku okazji gola nie stracili. Na cztery minuty przed przerwą Sasiaka zaskoczyć próbował Sławomir Szeliga. Doświadczony defensor chciał przelobować z okolic połowy boiska wysuniętego golkipera Błękitnych, który jednak zdążył wrócić w okolice linii bramkowej i sparował futbolówkę na rzut rożny.

Wydarzenia z pierwszego kwadransu drugiej połowy wywarły ogromny wpływ na przebieg oraz wynik spotkania. Zaledwie 55 sekund po wznowieniu gry na placu gry przebywał prawy napastnik Stali Krystian Pieczara. Za ostre wejście w środku pola został on ukarany drugim żółtym i w konsekwencji czerwonym kartonikiem. Na próżno było oczekiwać, że grająca w osłabieniu Stal się cofnie i będzie rozpaczliwie broniła jednego. Mało tego, zespół prowadzony przez Daniela Myśliwca strzelił dwie bramki w przeciągu trzech minut.

W 55. minucie Bartosz Wolski przejął piłkę na środku boiska, podprowadził ją pod pole karne i odegrał na lewe skrzydło do Mariusza Sławka. Ten bardzo sprytnie wycofał piłkę ponownie do Wolskiego, który mocnym strzałem bez przyjęcia pokonał Sasiaka. Po chwili Błękitni popełnili kolejny błąd zakończony stratą. Błażej Szczepanek rozrzucił akcję na prawą stronę do Maciejewskiego. Ten zobaczył jeszcze lepiej ustawionego po drugiej stronie boiska Sławka, który po otrzymaniu piłki popisał się pewnym strzałem, wyprowadzając swój zespół na dwubramkowe prowadzenie. W 61. minucie okazję do dobicia Błękitnych miał Maciejewski, który jednak i tym razem przegrał pojedynek z Sasiakiem. Błąd w tej sytuacji popełnił Daniel Wajsak, który umożliwił Maciejewskiemu wyjść sam na sam ze swoim bramkarzem.

Jak się później okazało ta interwencja mogła mieć kluczowe znaczenie dla zespołu Błękitnych. Wraz z upływem kolejnych minut gospodarze coraz częściej pozwalali przyjezdnym na swobodniejsze poczynania pod własną bramką. Sygnałami ostrzegawczymi były dwa podania na wolnę pole w stronę Mateusza Bochnaka. W obu przypadkach szybszy od prawego pomocnika Błękitnych był Wiktor Kaczorowski, który ratował sytuację ubiegając swojego rywala. W 72. minucie groźny strzał zza pola karnego oddał Dawid Polkowski. Futbolówka po jego strzale lewą nogą nieznacznie minęła słupek bramki Stali.

Zdecydowanie więcej szczęścia goście mieli dwie minuty później. Bartłomiej Mruk widząc wysoko grającą linie defensywy Stali posłał długie podanie za plecy defensorów gospodarzy. Kamil Walków wyszedł do sytuacji sam na sam z bramkarzem, jednak nie oddał strzału a wystawił piłkę Bochnakowi, który nie miał żadnych problemów z umieszczeniem futbolówki w bramce. Kulminacja emocji nastąpił w ostatniej akcji meczu. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę z bliska do pustej bramki wbił Jakub Ostrowski.

Błękitni dokonali nie lada sztuki, odrabiając w ostatnim kwadransie dwie bramki straty. Mały cień na ich poczynaniach kładzie fakt, że przez praktycznie całą drugą połowę grali z przewagą jednego zawodnika. Wydawało się, że pomimo osłabienia Stal nie wypuści wygranej. Po strzelonych dwóch bramkach gospodarze przez większość czasu kontrolowali wydarzenia na boisku. Jeden błąd w 74. minucie, a także zaspanie przy rzucie rożnym dla rywala w ostatniej minucie meczu kosztowały Stal bardzo cenny jeden punkt. Jak cenny? W przypadku zwycięstwa mogli umocnić się w strefie barażowej i odskoczyć od Śląska II Wrocław i KKS-u 1925 Kalisz.


Hutnik Kraków – Znicz Pruszków 1:3 (1:1)

Michał Kitliński 6 – Maciej Wichtowski 11 (karny), 58 (karny), Maciej Firlej 82

Hutnik: Arkadiusz Leszczyński – Tomasz Wojcinowicz, Piotr Stawarczyk, Łukasz Kędziora – Mateusz Ozimek (Dawid Linca 63′), Patryk Kieliś (Filip Handzlik 69′), Javier Bernal (Miłosz Drąg 63′), Abdallah Hafez, Krzysztof Świątek (Kacper Jodłowski 70′), Piotr Zmorzyński – Michał Kitliński (Kamil Sobala 70′).

Znicz: Piotr Misztal – Marcin Bochenek, Maciej Wichtowski, Martin Baran, Mateusz Grudziński – Krystian Tabara (Peter Drobňák 90′), Krystian Pomorski, Szymon Kaliniec (Gabor Grabowski 81′), Maciej Machalski, Owé Bonyanga (Martin Janco 70′) – Maciej Firlej.

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Hutnika

Nie spodziewalem się tego, ale spotkanie pomiędzy Hutnikiem Kraków a Zniczem Pruszków oglądało się naprawdę nieźle. Oba zespoły nie bały się zaatakować bramki rywala, przez co momentami było naprawdę ciekawie.Od pierwszego gwizdka wydawało się, że to gospodarze osiągnęli przewagę. Podobać mogła się szczególnie gra Abdallaha Hafeza, który niejednokrotnie zabawił się z obrońcami rywali a i potrafił zagrozić bramce rywala. Już w 1. minucie Piotr Misztal ze sporym trudem odbił piłkę po jego mocnym uderzeniu z lewej strony pola karnego. Prócz tej próby, do przerwy Hafez jeszcze kilkukrotnie próbował zaskoczyć Misztala.

Bardzo spektakularną akcję Egipcjanin przeprowadził w 6. minucie spotkania, gdy ładnie ograł Szymona Kalińca i pomiędzy nogami Martina Barana posłał prostopadłe podanie do Michała Kitlińskiego. Napastnik Hutnika w tej sytuacji bardzo pewnym strzałem pokonał Misztala, strzelając tym samym swojego drugiego gola w lidze w tym roku.

Decydujące o losach meczu nie były jednak kolejne rajdy i popisy Hafeza, a starcia Macieja Firleja z Piotrem Stawarczykiem. Już cztery minuty po golu Kitlińskiego po stracie na swojej połowie doświadczony defensor sfaulował w polu karnym napastnika Znicza, za co Marcin Szrek podyktował rzut karny. Skutecznym egzekutorem “jedenastki” jak zwykle w zespole Znicza był środkowy obrońca Maciej Wichtowski.

Po szybkiej wymianie ciosów piłkarze obu drużyn nieco zwolnili tempo, jednak jeszcze przed zejściem do szatni na przerwę zdołali narobić zamieszania pod bramką swojego rywala. Jako pierwsi przycisnęli gospodarze. W 34. minucie po wrzutce z rzutu wolnego i strzale głową Tomasza Wojcinowicza piłka trafiła w poprzeczkę. Wydaje się jednak, że lepsze okazje pomiędzy 40. a 42. minutą stworzyli sobie piłkarze Znicza. Najpierw po rzucie wolnym z własnej połowy piłkę otrzymał Firlej, który zagrał do Machalskiego. Pomocnik gości zagrał prostopadłą piłkę do swojego napastnika, który strzelił jednak nad bramką. W tej sytuacji zatrważająca była bierność obrońców gospodarzy, którzy zdecydowanie za łatwo pozwolili zbliżyć się rywalom do swojej bramki. Dwie minuty później Firlej ponownie wbiegł w pole karne, jednak tym razem oddał piłkę Kalińcowi. Jego strzał zdołał obronić Arkadiusz Leszczyński.

Dużo lepiej w drugą połowę weszli goście. W 57. minucie mieliśmy powtórkę z historii. Stawarczyk zdaniem sędziego nieprzepisowo powstrzymywał Firleja za co podyktowano drugi w tym spotkaniu rzut karny. Ponownie do piłki podszedł Wichtowski, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Na szczególne wyróżnienie w tej sytuacji zasługuje bardzo ładne zagranie Krystiana Tabary, po którym Firlej i Stawarczyk starli się w górnym pojedynku o piłkę.

Po stracie drugiej bramki entuzjazm gospodarzy nieco osłabł. Nie oznacza to jednak, że próbowali oni zagrozić bramce Znicza. Groźnie było w 61. minucie, gdy po wrzutce Piotra Zmorzyńskiego prosto w Misztala z pierwszej piłki uderzał Kitliński. Dodatkowo swoje próby mieli także Krzysztof Świątek, a także w końcówce ponownie Hafez i wprowadzony z ławki Kacper Jodłowski. Szczególnie ta ostatnia próba była bardzo groźna. Po mocnym strzale Jodłowskiego futbolówka naprawdę nieznacznie minęła bramkę Znicza.

Ostatnie słowo należało jednak do motora napędowego gości w tym spotkaniu – Macieja Firleja. W 82. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową piłkę uderzał Wichtowski. Jego uderzenie przed siebie odbił Leszczyński. Dobitka wprowadzonego z ławki Martina Janco trafiła w słupek, jednak całą sytuację wykończył Firlej dobijając futbolówkę z bliska do pustej bramki.

Drugie tegoroczne zwycięstwo pozwoliło Zniczowi opuścić strefę spadkową. Po 24 rozegranych spotkań zarówno Znicz, jak i Hutnik znajdują się minimalnie nad kreską z 23 punktami na koncie. Oba te zespoły wyprzedzają Błekitnych Stargard tylko dzięki bardziej korzystnemu bilansowi bramek. W praktyce zwycięstwo nie poprawia zbytnio sytuacji Znicza, ich przewaga jest naprawdę minimalna. Trzeba jednak zwrócić tutaj uwagę na aspekt psychologiczny. W ciągu tygodnia podopieczni Piotra Kobiereckiego odnieśli dwa pierwsze zwycięstwa w 2021 roku przerywając tym samym złą passę i złapali z pewnością większy spokój i komfort, co było widać na murawie stadionu Hutnika.


Motor Lublin – Śląsk II Wrocław 2:3 (0:2)

Dominik Kunca 55 (karny), Krzysztof Ropski 90 – Adrian Łyszczarz 19, Michał Bogacz 43 (bramka samobójcza), Szymon Krocz 58

Motor: Sebastian Madejski – Michał Król, Rafał Grodzicki, Ariel Wawszczyk, Michał Bogacz (Piotr Kusiński 78′) – Filip Wójcik, Dawid Pakulski, Sławomir Duda (Piotr Ceglarz 78′), Kamil Kumoch (Krzysztof Ropski 46′), Szymon Rak (Paweł Moskwik 46′) – Daniel Świderski (Dominik Kunca 51′).

Śląsk II: Paweł Budzyński – Bartosz Boruń, Patryk Caliński, Piotr Celeban (Przemysław Bargiel 16′), Olivier Wypart, Mateusz Maćkowiak (Igor Maruszak 73′) – Adrian Łyszczarz, Adrian Bukowski (Mateusz Młynarczyk 73′), Maciej Pałaszewski, Szymon Krocz (Paweł Fediuk 89′) – Sebastian Bergier (Filip Michalski 89′).

Przedmeczowy typ: remis

Motor Lublin jest jednym z dwóch drugoligowców, którzy w tym roku przeszli już przez sporą liczbę wykrytych przypadków zakażenia koronawirusem. W związku z tym przełożone zostały dwa ostatnie spotkania tego zespołu. Beniaminek z Lublina wrócił do gry w sobotę poprzedzającą Wielkanoc i na swoim terenie podejmował bardzo poprawnie spisującego się w tym sezonie innego beniaminka – rezerwy Śląska Wrocław.

Wyżej notowany Śląsk II rozpoczął to spotkanie wyraźnie zmotywowany ostatnim zwycięstwem nad Wigrami Suwałki. Mogliśmy zobaczyć to już w 45 sekundzie spotkania. Po bardzo złym podaniu Rafała Grodzickiego strzał na bramkę Motoru oddał Sebastian Bergier. Wydaje się jednak, że pomysł uderzenia był nieco pochopny – Bergier znajdował się mocno z boku bramki, a dodatkowo jego uderzenie było zbyt lekkie, by zaskoczyć Sebastiana Madejskiego (sytuacja od 15:40).

Swojego bramkarza potrafili wyręczyć także obrońcy Motoru. W 13. minucie po szybkim rozegraniu rzutu wolnego strzał Piotra Celebana zablokował Daniel Świderski. Ta pozornie nieistotna sytuacja wywarła duży wpływ na drużyne gości. Jak widać, zaraz po oddaniu strzału kapitan Śląska II poczuł ból w mięśniu dwugłowym (sytuacja od 27:50). Zaledwie dwie trzy minuty później zakończyła się to pierwsza roszadą – doświadczonego Celebana zastąpił Przemysław Bargiel.

Przewagę przyjezdnych w 19. minucie przypieczętował Adrian Łyszczarz. 21-letni pomocnik świetnie przymierzył z rzutu wolnego, posyłając piłkę tuż nad głowami stojących w murze rywali. Był to jeden z tych strzałów, przy którym Madejski nie miał szans na interwencję (sytuacja od 33:15). Bezpośrednio po strzeleniu gola Łyszczaraz wraz z resztą zespołu zadedykowali to trafienie Grzegorzowi Kotowiczowi, który we wspomnianym już meczu z Wigrami złamał nogę.

Ta bramka uspokoiła nieco mecz, a goście po raz kolejny przycisnęli rywala dopiero pod koniec pierwszej połowy. W 40. minucie Bergier otrzymał podanie na prawej stronie pola karnego. Napastnik rezerw Śląska nie pokusił się o strzał z ostrego kąta, lecz dograł do nabiegającego na dalszy słupek Bargiela, który jednak nie sięgnął piłki (sytuacja od 54:45). Trzy minuty później swoich rywali wyręczył Michał Bogacz. Aktywny od momentu wejścia na boisko Bargiel dośrodkował piłkę na głowę Szymona Krocza. Po jego uderzeniu futbolówka odbiła sie jeszcze od walczącego o górną piłkę Bogacza, czym kompletnie zaskoczyła Madejskiego (sytuacja od 57:35).

Po stracie dwóch bramek gospodarze nie mogli już kalkulować i musieli zdecydowanie mocniej zaatakować rywala. Na początku poza większym ożywieniem gry niewiele to przyniosło, jednak w 53. minucie Motor otrzymał rzut karny. Przebijającego się lewą stroną boiska Dawida Pakulskiego sfaulował Patryk Caliński. Cała sytuacja wywołała jednak duże kontrowersje. Wydaje się, że Jacek Lis popełnił błąd, bo przewinienie miało miejsce przed polem karnym. Tak czy inaczej gospodarze skorzystali z całej sytuacji, rzut karny na gola zamienił Dominik Kunca (sytuacja od 1:25:05).

Kontaktowe trafienie ostatecznie nie zmieniło losów spotkania. I główna w tym zasługa gości, którzy już trzy minuty po trafieniu Kuncy, ponownie wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Po zbyt łatwej stracie na środku boiska Łyszczarz momentalnie prostopadłym podaniem wypuścił Krocza, który i tym razem wyprzedził Bogacza i bardzo pewnie wykończył sytuację sam na sam z Madejskim (sytuacja od 1:29:50).

Po intensywnych kilku minutach na kolejne emocje musieliśmy czekać do ostatnich 10-15 minutach meczu. W 80. minucie rezerwy Śląska stanęły przed wymarzoną okazją do tego, by ostatecznie dobić rywala i przypieczętować drugą wygraną z rzędu. Goście wyprowadzili szybką kontrę z własnej połowy, której efektem było świetne podanie Łyszczarza i  faul w polu karnym na Bergierze, którego dopuścił się Paweł Moskwik. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł sam poszkodowany, który jednak przegrał pojedynek z Madejskim (sytuacja od 1:50:40). Dla golkipera Motoru była to druga taka interwencja w tym sezonie.

Pudło Bergiera podarowało nam dodatkowe emocje w samej końcówce meczu. Jeszcze przed doliczonym czasie gry prostego, jak się wydawało, strzału Krzysztofa Ropskiego obronić nie zdołał Paweł Budzyński (sytuacja od 2:01:30). Kilka chwil później Śląsk II został osłabiony po drugiej żółtej i w konsekwencji czerwonej kartce dla Calińskiego. Mimo usilnych chęci gospodarze ostatecznie nie zdążyli strzelić trzeciego gola i musieli pogodzić się ze stratą kompletu “oczek”.

Po tym meczu Śląsk II odskoczył na sześć punktów od Motoru, a także w dalszym ciągu utrzymuje się w obrębie strefy barażowej. Podopieczni Piotra Jawnego zgromadzili tyle samo punktów co rzeszowska Stal i zajmują obecnie siódme miejsce w ligowej tabeli. Przed piłkarzami Motoru już w najbliższą środę kolejna szansa do rehabilitacji. Łatwo jednak nie będzie, do Lublina przyjedzie niepokonana w tym roku Skra Częstochowa.


Sokół Ostróda – Olimpia Elbląg 2:1 (0:0)

Dawid Wolny 63, 77 (karny) – Janusz Surdykowski 90

Sokół: Błażej Niezgoda – Wojciech Mazurowski, Karol Żwir, Karol Turek (Wojciech Kalinowski 56′) – Michał Zimmer, Jakub Czajkowski (Łukasz Soszyński 90′), Krzysztof Wicki, Łukasz Mozler (Dawid Wolny 46′), Tomasz Gajda – Rafał Siemaszko (Kamil Zalewski 74′), Sebastian Rugowski.

Olimpia: Andrzej Witan – Michał Ressel, Tomasz Lewandowski, Kamil Wenger, Tomasz Sedlewski (Eryk Filipczyk 77′) – Sebastian Kamiński (Sebastian Bartlewski 82′), Wojciech Zyska (Aleksander Waniek 77′), Dawid Jabłoński (Filip Sobiecki 82′), Klaudiusz Krasa, Damian Poliński (Oskar Kordykiewicz 64′) – Janusz Surdykowski.

Przedmeczowy typ: remis

Sokół Ostróda jest w tym sezonie drugą siłą warmińsko-mazurskiego futbolu (zaraz po pierwszoligowym Stomilu Olsztyn rzecz jasna). Jesienią w derbowym spotkaniu z Olimpią Elbląg padł remis 3:3. Tym razem jednak w Ostródzie poznaliśmy zwycięzce, jednak na bramki trochę trzeba było poczekać.

Każdy kto obserwuje mecze Olimpii w tym sezonie wie, że drużyna Jacka Trzeciaka zazwyczaj jest ustawiona mocno defensywnie. Tak też było w tym spotkaniu, w związku z czym zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki mieli zawodnicy Sokoła. Na pierwszy strzał kibice czekali do 16. minuty, gdy dośrodkowanie Karola Turka wykorzystać próbował Rafał Siemaszko. Uderzenie głową doświadczonego napastnika było jednak zbyt słaby, przez co Andrzej Witan bardzo pewnie interweniował. Podobnie było ze strzałem z okolic 30 metra Sebastiana Rugowskiego. Również i tym razem bramkarz Olimpii nie zawiódł.

Na murawie mocno zaiskrzyło w 35. minucie, gdy po faulu na Michale Zimmerze podyktowano rzut karny. Do tego stałego fragmentu gry poszedł Krzysztof Wicki, który skierował futbolówkę do bramki. Jest jednak jedno duże ale w tej sytuacji. Bramka jednak nie została uznana przez sędziego, gdyż Wicki chwilę przed oddaniem strzału zatrzymał się. Dodatkowo rzut karny nie został powtórzony, a Wicki został ukarany żółtym kartonikiem.

Gospodarze zaatakowali jeszcze bardziej zdecydowanie po przerwie. I tym razem przyniosło to efekty, a kluczowe okazało się wprowadzenie na boisko w przerwie Dawida Wolnego. Najlepszy strzelec Sokoła w drugiej połowie znalazł receptę na przebicie się przez szczelną dotychczas defensywę Olimpii. W 63. minucie miejscowi wykorzystali jeden z wielu błędów rywala i wyszli na prowadzenie. Po przechwycie piłki Siemaszko zagrał prostopadłą piłkę do Wolnego, a ten strzałem bez przyjęcia umieścił futbolówkę pod poprzeczką bramki Olimpii.

Ten sam zawodnik czternaście minut później praktycznie rozstrzygnął losy spotkania. W 74. minucie drugi raz w tym spotkaniu Zimmer był faulowany w polu karnym rywali. Wolny z jedenastu metrów zachował się zdecydowanie lepiej niż Wicki i podwyższył prowadzenie Sokoła. Trzeba jednak zauważyć, że Witan wyczuł intencję strzelca i zabrakło mu naprawdę niewiele, by obronić ten strzał. Dla niego było to już 15. ligowe trafienie w tym sezonie. Oznacza to, że dogonił on w klasyfikacji strzelców Kamila Wojtyrę ze Skry Częstochowa i od tego momentu mamy duet na czele tej klasyfikacji.

Gra ofensywna Olimpii przez zdecydowaną większość spotkania wyglądało po prostu blado. Goście w samej końcówce pokusili się jeszcze o honorowe trafienie. Strzał Janusza Surdykowskiego po zamieszaniu w polu karnym to było jednak za mało, by z Ostródy wywieźć chociaż jeden punkt. Tym samym Sokół ponownie zbliża się strefy barażowej. Ich strata do szóstej Stali Rzeszów to w tym momencie zaledwie dwa punkty. Niewiele zmieniła się natomiast sytuacja Olimpii, która w dalszym ciągu tkwi w strefie spadkowej. Patrząc na formę piłkarzy tego zespołu niewiele wskazuje na to, by ta sytuacja miała ulec zmianie w niedalekiej przyszłości.


Bytovia Bytów – Garbarnia Kraków 1:2 (1:0)

Maciej Kozakowski 11 – Jakub Górski 59, Jakub Kowalski 66 (karny)

Bytovia: Adrian Olszewski – Kuba Lizakowski (Jakub Bach 56′), Filip Dymerski, Oskar Krzyżak, Matheus Camargo, Maciej Kozakowski (Kacper Sezonienko 56′) – Eryk Moryson (Mateusz Wrzesień 79′), Przemysław Lech, Paweł Zawistowski, Michał Kieca (Dominik Urban 56′) – Piotr Giel.

Garbarnia: Dorian Frątczak – Daniel Morys, Donatas Nakrošius, Michał Rutkowski, Jakub Kowalski – Jakub Górski (Błażej Radwanek 84′), Mateusz Duda, Tomasz Kołbon (Marek Masiuda 90′), Grzegorz Marszalik – Michał Feliks (Kacper Laskoś 90′), Michał Fidziukiewicz.

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Bytovii

W piątek, tuż przed świąteczną zawieruchą, w Bytowie stanęli naprzeciwko siebie dwaj ligowi średniacy. Przed tym spotkaniem Bytovia miała trzy punkty przewagi nad Garbarnią i plasowała się w tabeli o dwie pozycje wyżej od krakowskiego zespołu. Taki stan rzeczy wskazywał nam na wyrównane spotkanie, w którym wytypowanie końcowego rezultatu było sporym wyzwaniem.

Początek meczu zapowiadał się obiecująco, bo w 3. minucie strzałem z rzutu wolnego rywala postraszył Jakub Kowalski. Po jego strzale piłka nie leciała jednak na tyle szybko, by Adrian Olszewski miał większe problemy z wypiąstkowaniem jej ponad bramkę. Z biegiem czasu coraz wyraźniej uwydatniała się przewaga miejscowych. Strzał Kuby Lizakowskiego po długim podaniu z własnej połowy został jeszcze zablokowany przez jednego z obrońców Garbarni. Po chwili jednak goście byli już bezradni, gdy w 11. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i małym chaosie w polu karnym futbolówkę do bramki wbił Maciej Kozakowski. Bytovia jeszcze przed przerwą mogła podwyższyć prowadzenie, jednak dobrego prostopadłego podania Pawła Zawistowskiego nie wykorzystał Piotr Giel. Najskuteczniejszy zawodnik gospodarzy w sytuacji sam na sam uderzył lekko i wprost w interweniującego Doriana Frątczaka.

W drugiej połowie losy meczu się odwróciły. I duża w tym zasługa defensywy Bytovii, która de facto przez indywidualne błędy umożliwiła Garbarni strzelenie dwóch bramek i finalnie wywiezienie ze swojego terenu kompletu punktów. W 59. minucie po centrze w pole karne Michała Rutkowskiego przez brak komunikacji pomiędzy Matheusem Camargo i bramkarzem Bytovii Olszewskim ten drugi wypuścił piłkę z rąk, z czego skorzystał Jakub Górski strzelając gola dla swojego zespołu. Zaledwie sześć minut później Tomasz Kołbon dograł na skraj pola karnego do Michała Feliksa. Pomocnik Garbarni był w tej sytuacji faulowany przez Dominika Urbana za co prowadzący to spotkanie Filip Kaliszewski wskazał na jedenasty metr. Bramkę z rzutu karnego strzelił Jakub Kowalski.

Dzięki tej wygranej Garbarnia zrównała się punktami z Bytovią. Ze względu na lepszy bilans bramek o jedną pozycję lepsi są podopieczni Kamila Sochy. Warto jednak pamiętać, że Garbarnia rozegrała dwa mecze mniej od Bytovii. Drużyna prowadzona przez Łukasza Surmę ma już za sobą pauzę, a 21 kwietnia rozegra zaległe spotkanie w ramach 24. kolejki z Motorem Lublin. Oba zespoły tracą na ten moment sześć punktów do strefy barażowej oraz mają taką samą przewagę nad drużynami zagrożonymi bezpośrednim spadkiem z ligi.


Lech II Poznań – Pogoń Siedlce 0:2 (0:1)

Filip Nawrocki 38 (bramka samobójcza), Krzysztof Danielewicz 72

Lech II: Krzysztof Bąkowski – Arkadiusz Kaczmarek (Jerzy Tomal 81′), Filip Nawrocki, Wojciech Onsorge, Jakub Białczyk (Jakub Malec 73′) – Łukasz Szramowski, Adrian Laskowski, Artur Marciniak, Igor Ławrynowicz (Adrian Ratajczyk 59′), Jakub Karbownik – Siergiej Kriwiec.

Pogoń: Bartosz Klebaniuk – Maciej Kołoczek, Ivan Očenáš, Julien Tadrowski, Bartłomiej Olszewski – Miłosz Przybecki (Marcin Kozłowski II 86′), Mateusz Piotrowski, Oskar Repka, Krzysztof Danielewicz (Bartosz Brodziński 79′), Franciszek Wróblewski (Ishmael Baidoo 72′) – Piotr Pierzchała (Maciej Górski 72′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Lecha II

Oba zespoły miały sporo do udowodnienia w tym spotkaniu. Lech II Poznań miał za sobą dwie porażki z rzędu. Ciężko jednak w tym przypadku mówić o jakimś głębszym kryzysie, bo podopieczni Artura Węski zmierzyli się z dwoma najlepszymi drużynami w ligowe tabeli. Z drugiej jednak strony porażka aż 0:4 w Polkowicach mogła wzbudzić niepokój. W dużo gorszej sytuacji znajdowali się piłkarze Pogoni Siedlce, którzy w marcu przegrali wszystkie cztery rozegrane spotkania, a także przeszli masowe zakażenia koronawirusem.

Przez większość dość wyrównanej pierwszej połowy minimalna przewaga zdawała się być po stronie gospodarzy, którzy kilkukrotnie zagrozili bramce Pogoni. Pomimo tego, na siedem minut przed przerwą to Pogoń wyszła na prowadzenie. Po fatalnym podaniu Igora Ławrynowicza piłkę na prawej stronie boiska przejął Miłosz Przybecki, który dośrodkował w pole karne. Piłki nie zdołał sięgnąć Krzysztof Danielewicz, a ta trafiła w Filipa Nawrockiego. Obrońca Lecha II odbił piłkę tak bardzo niefortunnie, że pokonał własnego bramkarza (sytuacja od 42:30).

W drugiej połowie w dalszym ciągu kulała skuteczność gospodarzy pod bramką Pogoni. Pomimo kilku okazji, takich jak na przykład strzały Arkadiusza Kaczmarka czy Jakuba Karbownika, “Kolejorz” nie był w stanie pokonać Bartosza Klebaniuka. Nie pomogła im nawet gra w przewadze od 77. minuty, kiedy drugą żółtą i czerwoną kartkę otrzymał Mateusz Piotrowski. Mało tego, to Pogoń strzeliła drugiego gola zapewniając sobie drugie trzy punkty w 2021 roku. W 72. minucie świetnym strzałem z rzutu wolnego Krzysztofa Bąkowskiego pokonał Danielewicz (sytuacja od 1:32:00).

Pomimo dobrego wejścia w rundę wiosennę Lech II Poznań powrócił na ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Sytuacja w dalszym ciągu nie jest jednak tragiczna. Na dole tabeli panuje na tyle duży ścisk, że już po najbliższym meczu z Olimpią Grudziądz poznaniacy ponownie mogą wyskoczyć nad kreskę. Dzięki sobotniej wygranej Pogoń odskoczyła nieco od strefy spadkowej. Obecnie przewaga podopiecznych Bartosza Tarachulskiego wynosi cztery punkty.


Pogoń Siedlce – Sokół Ostróda 2:3 (0:0)

Piotr Pierzchała 64, Bartosz Brodziński 80 (karny) – Krzysztof Danielewicz 73 (bramka samobójcza), Sebastian Rugowski 77, Tomasz Gajda 89

Pogoń: Bartosz Klebaniuk – Maciej Kołoczek (Mateusz Piotrowski 63′), Julien Tadrowski, Bartosz Brodziński, Bartłomiej Olszewski – Miłosz Przybecki, Oskar Repka, Krzysztof Danielewicz, Ishmael Baidoo (Cezary Bujalski 76′), Franciszek Wróblewski (Dawid Nojszewski 90′) – Piotr Pierzchała.

Sokół: Błażej Niezgoda – Paweł Brzuzy (Michał Zimmer 71′), Wojciech Mazurowski, Karol Żwir, Adam Dobosz – Sebastian Rugowski, Krzysztof Wicki, Tomasz Gajda, Dawid Wolny (Jakub Czajkowski 71′), Wojciech Kalinowski (Łukasz Mozler 71′) – Rafał Siemaszko (Karol Turek 90′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Pogoni

W środowe popołudnie rozegrano zaległe spotkanie w ramach 22. kolejki, które pierwotnie miało zostać rozegrane 17 marca o godz. 14:00. Mecz w pierwszym terminie został odwołany z powodu wykrytych zakażeń koronawirusem w zespole Pogoni Siedlce. Na szczęście podopieczni Bartosza Tarachulskiego problemy zdrowotne mają za sobą, w związku z czym w drugim terminie spotkanie mogło zostać rozegrane.

Pierwsza połowa spotkania była dosyć wyrównana. Ciężko wskazać zespół, który osiągnął znaczącą przewagę nad rywalem. Obie drużyny stworzyły sobie do przerwy po jednej, świetnej sytuacji, z których powinny paść bramki. W 22. minucie Wojciech Kalinowski popisał się dobrym prostopadłym podaniem do Rafała Siemaszki. Sprowadzony przed tym sezonem z Arki Gdynia napastnik w sytuacji sam na sam z debiutującym w Pogoni Bartoszem Klebaniukem strzelił wprost w interweniującego golkipera gospodarzy. Jeszcze lepszej okazji dziesięć minut później nie wykorzystał Ishmael Baidoo. Ghańczyk otrzymał dobre podanie od Miłosza Przybeckiego i tak samo jak Siemaszko, miał przed sobą już tylko bramkarza rywali. W odróżnieniu od bardziej doświadczonego przeciwnika, wypożyczony z Górnika Zabrze pomocnik nie oddał strzału, tylko w zasadzie wpadł w Błażeja Niezgodę, który wygarnął mu futbolówkę spod nóg. Niezgoda dobrze interweniował również przy strzałach Przybeckiego i Piotra Pierzchały, który wyjątkowo w tym spotkaniu grał jako napastnik.

W drugiej połowie było jeszcze ciekawiej, a na dodatek padło aż pięć goli. Zanim jednak do tego doszło, aktywny w tym spotkaniu Kalinowski po raz kolejny przegrał pojedynek z Klebaniukiem. W 58. minucie jeszcze bliżej gola od swojego kolegi był Sebastian Rugowski, który dostał górne podanie od Siemaszki i oddał strzał z pierwszej piłki, z ostrego kąta. Futbolówka sunęła po murawie w stronę bramki Pogoni, jednak ostatecznie zaledwie musnęła słupek i wyszła poza linię końcową.

Pokaz skuteczności rywalom piłkarze Pogoni dali w 64. minucie. Futbolówkę z prawej strony boiska wrzucał Julien Tadrowski. Znajdujący się jako jedyny zawodnik Pogoni w polu karnym Pierzchała wykorzystał bierność Pawła Brzuzego i Wojciecha Mazurowskiego, pokonując strzałem głową Niezgodę. To trafienie nie zamknęło nam emocji w tym spotkaniu. Wręcz przeciwnie, od tego momentu dopiero zaczęło robić się ciekawie.

Po stracie gola goście ruszyli do jeszcze bardziej zdecydowanego ataku. Strzał Dawida Wolnego z prawej strony pola karnego zdołał jeszcze odbić Klebaniuk, jednak parę minut później nie miał już tyle szczęścia. W 73. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Łukasza Mozlera niefortunnie piłkę głową zagrał pomocnik Pogoni Krzysztof Danielewicz. Futbolówka przeleciała jeszcze kilkanaście metrów i wpadła tuż przy dalszym słupku bramki gospodarzy, zaskakując Klebaniuka, który nie zdążył zmienić jej toru lotu. Defensywa Pogoni zaspała po raz drugi już cztery minuty później. Siemaszko po odbiorze piłki w środku pola wykorzystał wysoko ustawioną linię obrony gospodarzy i prostopadłym podaniem wypuścił Rugowskiego w sytuację sam na sam z Klebaniukiem. 19-latek tym razem się nie pomylił i posłał piłkę idealnie między nogami bramkarza rywali wyprowdzając swój zespół na prowadzenie.

Radość przyjezdnych trwała niewiele ponad minutę. Zaraz po wznowieniu gry od środka Pierzchała został sfaulowany w polu karnym przez Adama Dobosza, przez co Filip Kaliszewski wskazał na jedenasty metr. Tradycyjnie gola z rzutu karnego dla Pogoni Siedlce strzelił Bartosz Brodziński, dla którego było to już siódme trafienie z tego stałego fragmentu gry w tym sezonie.

Huśtawka nastrojów zakończyła się pozytywnie dla zawodników i kibiców Sokoła. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry po dograniu z lewej strony boiska bardzo ładnym strzałem z dystansu upragnione zwycięstwo swojej drużynie dał Tomasz Gajda. Upragnione, bo pierwsze w tym roku. Do środowego spotkania z Pogonią drużyna z Ostródy była jedynym drugoligowcem, który w nowym roku nie zdołał ani razu sięgnąć po trzy punkty. Ich dotychczasowy dorobek ograniczał się do jednego punktu wyszarpanego rezerwom Lecha Poznań w ostatnich sekundach. Obecnie ich sytuacja w tabeli jest już lepsza. Przede wszystkim podopieczni Piotra Jacka zniwelowali stratę do szóstego, ostatniego barażowego miejsca, do czterech “oczek”.

Dla Pogoni mecz z Sokołem był smutnym podsumowaniem fatalnego miesiąca. Prócz wspomnianych już problemów z koronawirusem zespół z Siedlec przegrał wszystkie cztery spotkania rozegrane w marcu. Powoduje to, że obecnie na dorobek Pogoni składa się tylko wygrana z Bytovią Bytów odniesiona jeszcze w lutym. Coraz bardziej niebezpieczna staję się tym samym sytuacja tego zespołu w tabeli. Pogoń obecnie ma zaledwie trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Ten zapas może stopnieć bardzo szybko, bo w świątecznej przerwie podopieczni Bartosza Tarachulskiego zagrają z Lechem II Poznań, czyli zespołem zajmującym pierwsze z miejsc zagrożonych spadkiem. Warto pamiętać również o tym, że Pogoń jeszcze przed sezonem została ukarana odjęciem trzech punktów za niedozwolone wspomaganie farmokologiczne.


W tej kolejce pauzował Górnik Polkowice.

Jedenastka 25. kolejki eWinner II ligi według tygodnika Piłka Nożna

Hieronim Zoch (Wigry Suwałki) – Michał Zimmer (Sokół Ostróda), Maciej Wichtowski (Znicz Pruszków), Jakub Kowalski (Garbarnia Kraków) – Denis Gojko (Wigry Suwałki), Adrian Łyszczarz (Śląsk II Wrocław), Krzysztof Danielewicz (Pogoń Siedlce), Piotr Nocoń (Skra Częstochowa), Dawid Niedbała (Skra Częstochowa) – Dawid Wolny (Sokół Ostróda), Maciej Firlej (Znicz Pruszków).

Tabela eWinner II ligi po 25. kolejce

#DrużynaM. Pkt.Bramki
1GKS Katowice235346:23
2Górnik Polkowice235147:18
3Chojniczanka Chojnice244742:22
4Skra Częstochowa234435:19
5Wigry Suwałki244333:23
6Stal Rzeszów233535:30
7Śląsk II Wrocław233535:30
8KKS 1925 Kalisz233432:26
9Sokół Ostróda243334:33
10Motor Lublin222926:25
11Bytovia Bytów242932:33
12Garbarnia Kraków222928:32
13Pogoń Siedlce232736:39
14Olimpia Grudziądz242322:39
15Znicz Pruszków242323:41
16Hutnik Kraków242329:53
17Błękitni Stargard242323:49
18Olimpia Elbląg242126:37
19Lech II Poznań232132:44

Czołówka klasyfikacji strzelców eWinner II ligi po 25. kolejce

  1. Kamil Wojtyra (Skra Częstochowa), Dawid Wolny – 15 bramek
  2. Piotr Giel (Bytovia Bytów), Marcin Urynowicz – 13 bramek
  3. Sebastian Bergier (Śląsk II Wrocław), Eryk Sobków (Górnik Polkowice) – 12 bramek
  4. Szymon Skrzypczak (Chojniczanka Chojnice), Janusz Surdykowski (Olimpia Elbląg) – 10 bramek
  5. Kamil Adamek (Wigry Suwałki), Mateusz Piątkowski (Górnik Polkowice) – 9 bramek

Terminarz 26. kolejki eWinner II ligi:

7 kwietnia (środa) – zaległe spotkania

Stal Rzeszów – Pogoń Siedlce, godz. 14:00 – transmisja na platformie TVCOM, typ: X

Motor Lublin – Skra Częstochowa, godz. 17:00 – transmisja prawdopodobnie w aplikacji eWinner, typ: 2

8 kwietnia (czwartek)

Znicz Pruszków – GKS Katowice, godz. 18:00, transmisja w TVP Sport, typ: 2

10 kwietnia (sobota)

Błękitni Stargard – Sokół Ostróda, godz. 13:00, transmisja na platformie TVCOM lub w aplikacji eWinner, typ: 2

Skra Częstochowa – Stal Rzeszów, godz. 13:00, transmisja w aplikacji eWinner lub na kanale YouTube Skry, typ: 1

Garbarnia Kraków – Chojniczanka Chojnice, godz. 15:00, transmisja na platformie polsport.live, typ: 2

Pogoń Siedlce – Górnik Polkowice, godz. 16:00, transmisja na platformie TVCOM lub w aplikacji eWinner, typ: 2

Hutnik Kraków – Olimpia Elbląg, godz. 16:00, transmisja na platformie TVCOM lub w aplikacji eWinner, typ: 1

KKS 1925 Kalisz – Motor Lublin, godz. 18:00, transmisja na platformie TVCOM lub w aplikacji eWinner, typ: 1

Olimpia Grudziądz – Lech II Poznań, godz. 20:15, transmisja na platformie TVCOM lub w aplikacji eWinner, typ: X2

11 kwietnia (niedziela)

Śląsk II Wrocław – Bytovia Bytów, godz. 13:00, transmisja w aplikacji eWinner lub na kanale YT Śląska, typ: 1

Pauza: Wigry Suwałki

Dane za 90minut.pl


OGLĄDAJ MECZE ZA DARMO W FORTUNA TV
OGLĄDAJ MECZE ZA DARMO W STS TV

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *