Hiszpania generuje coraz większe sumy. Poduszka bezpieczeństwa rośnie

Espanyol

Marca

Gdy szczytowe obroty zderzają się z długami ciężko o ligową równość. Ktoś zawsze będzie poszkodowany, a historia pokazała, że takich przypadków nie brakuje i brakować nie będzie. Nie wszystko jest jednak czarno-białe. Czy problemy FC Barcelony to faktycznie ciemne chmury? Czy spadek Espanyolu oznacza finansową porażkę? Sprawdźmy.

W sezonie 2014/2015 Elche, mimo zajęcia 13. pozycji w tabeli zostało ukarane degradacją do drugiej ligi. Powodem były poważne naruszenia hiszpańskiego prawa sportowego i zasad ligi. Dodatkowo klub ukarano grzywną w wysokości blisko 200 tysięcy euro. Zadłużenie Elche otworzyło drzwi Eibarowi, który mimo 18. lokaty na koniec sezonu uchronił się przed spadkiem. “Los Ilicitanos” od decyzji chcieli się odwołać po spłacie wszelkich należności do końca lipca 2015 roku. Mimo regulacji długu, nie udało się w pełni rozliczyć z kary pieniężnej. Finalnie Sąd Arbitrażowy ds. Sportu odrzucił apelację i Elche zostało zdegradowane do Segundy.

O słuszności decyzji można debatować po dziś dzień, choć… walka z zadłużeniem to w Hiszpanii pojęcie wszystkim znane.

Długi, wszędzie długi

W 2014 roku Real Madryt zadłużony był na kwotę 602 milionów euro. FC Barcelona na 491 mln, a Atletico Madryt na 320 mln. Niemniej jednak zarówno Real, jak i “Blaugrana” wówczas osiągnęły największy obrót na świecie. “Los Blancos” – 518,9 mln euro, FC Barcelona – 482,6 mln euro. Atletico Madryt ponad czterokrotnie mniej od wyżej wymienionych.

– Wierzę, że od kilku lat niektóre kluby są traktowane z pewną sympatią – mówił niegdyś José María Gay de Liébana, ekspert ds. Finansów głównych europejskich lig. Prawdą jest, że Skarb Państwa podchodzi w dość elastyczny sposób do kwestii spłaty zadłużeń. Do czasu. Czołowe zespoły Primera Division w dużej mierze regulują sporą część długu w ciągu roku, część nawet na poziomie 60%. To z pewnością jest poprawa względem lat 2000-12, bo przecież dług publiczny w hiszpańskim futbolu nieustannie rósł.

Czy powodem była niezależność w kontekście negocjacji do praw transmisyjnych (La Liga daje wolną rękę)? Czy może inwestycje w instytucje walczące z oszustwami? Wydaje się, że to tylko wierzchołek góry lodowej, która latami nieustannie rosła. Ciężko stwierdzić, czy związek chciał walczyć z zadłużeniem, czy próbował wyrównać poziom finansowy ligi. Być może do sprawy podszedł zbyt ogólnie, bo czas pokazał, że jest inne wyjście.

Jedni w trudnym okresie biją rekordy…

Pięć lat temu Javier Tebas, prezydent La Liga pokusił się o stwierdzenie, że w 2020 roku tego długu już w ogóle nie będzie. W 2018 roku z zadłużenia 635 mln euro względem Skarbu Państwa zrobiło się 218 milionów. Wszystko za sprawą protokołu kontroli ekonomicznej wprowadzonego przez Ministerstwo Edukacji, Kultury i Sportu oraz La Liga. Trochę na wzór przepisu FIFA, dotyczącego fiansowego fair-play.

Sukcesy ligi to i sukcesy klubów. “Deloitte” opublikował raport finansowy z 2020 roku, gdzie to FC Barcelona wskoczyła na fotel lidera, dotychczas zajmowanego przez Real Madryt. “Duma Katalonii” wygenerowała ponad 900 milionów dolarów. Po raz pierwszy w historii. Real Madryt zatrzymał się na kwocie 864 mln dolarów. Horrendalne sumy? One wciąż rosną. TOP 20 zespołów globu wygenerowało ponad 10 miliardów dolarów.

– Barca jest wyraźnym przykładem klubu dostosowującego się do zmieniających się warunków rynkowych, zmniejszającego zależność od przychodów z transmisji. W Barcelonie skupiają się na innych formach, zależnych od siebie – mówi Dan Jones, ekspert “Deloitte”. Zdaniem Jones’a, “Blaugrana” może być pierwszym zespołem, który przekroczy barierę miliarda dolarów za sezon.

… inni mimo spadku nie muszą się niczego obawiać

“Ten spadek powinien podziałać jako lekarstwo, przyjmujemy je z pokorą. Jest to jednak najsilniejszy Espanyol w ciągu ostatnich 50 lat w kwestiach finansowych” – mówi Jose Maria Duran, dyrektor sportowy Espanyolu po degradacji klubu do drugiej ligi. Dochód z telewizji w Segunda wynosi od 8 do 11 milionów euro na klub. W zależności od wyników sportowych klubu lub ich wpływu na oglądalność. Espanyol po spadku dostanie wsparcie finansowe w granicach 30 milionów euro. To prawie trzykrotność maksymalnych widełek. Z tego względu”Papużki” będą mogły pochwalić się największym budżetem w drugiej lidze, wynoszącym około 50 mln euro.

Spory atut może zgubić, o to nigdy nie trudno. Espanyol lubi wydawać i śmiało to robi, co udowodnił nam w aktualnej kampanii. Ekipa z Barcelony wydała, choćby 18 milionów euro na dwóch graczy, czego robić nie powinna. To Vargas i Calero. Pierwszy w tym sezonie na ligowym podwórku zagrał 19 spotkań, drugi tylko 15. Żaden nie odegrał kluczowej roli.

Spadkowicze z La Liga przeważnie mają pierwszorzędną strukturę, co przekłada się na znacznie większe koszty, za które konkurencja płaci mniej. Klub musi pociągnąć również konsekwencje w postaci sporych zmian kadrowych, na co najczęściej nie jest przygotowany. Zalety należy upatrywać w doświadczeniu i zasobach, które jednak przerastają te generowane przez bywalców drugiego poziomu rozgrywkowego. Prezydent klubu, Chen Yansheng, wyciągnął “Papużki” z zadłużenia wynoszącego 190 mln, dochodząc do pułapu 40 mln euro. Natomiast dyrektor sportowy katalońskiego klubu zapewnia, że Espanyol jest gotowy na eksperymentowanie. Będzie w stanie utrzymać budżet na wysokim poziomie, nawet jeśli w najbliższym sezonie nie udałoby się awansować.

*Dane z raportów Deloitte Football Money League


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.